Antyczny sport po żydowsku

Nieczęsto wspomina się o tym, że sport, choć był – zwłaszcza w wersji zawodowej
– pomysłem greckim, ściśle związanym z kształtującą helleńskie myślenie
koncepcją honoru i wstydu, podzielił los języka Pindara i Sokratesa
i ekspandował na cały podbity przez Aleksandra Macedońskiego świat.
Stał się dobrem wspólnym – koinē.

ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA

Wrocław

Zapaśnicy, płaskorzeźba w marmurze na grobowcu
w Atenach. Ok. 510–500 r. p.n.e.
Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

WIKIMEDIA COMMONS

Gdy myślimy o starożytnych rozgrywkach sportowych, pierwszymi, którzy przychodzą nam na myśl, są pięknie zbudowani greccy lekkoatleci lub turpistyczni, ale mocarni mężczyźni uprawiający zapasy bądź boks.
Rzadko przywołuje się na myśl takie dyscypliny „sportowe” (wszak wpisywały się w repertuar świętych agonów), jak choćby gra na kitharze lub na podwójnym flecie, ponieważ wykraczają one poza naszą wizję igrzysk.
Zawody muzyczne nie nastręczały takich kłopotów z ich adaptacją, jak to bywało ze sportami sensu stricto.
Sport, niezależnie od regionu Śródziemnomorza, praktykowano bowiem na modłę grecką, gimnazjony zaś, jako instytucje służące m.in. do uprawiania ćwiczeń fizycznych, pozostawały gimnazjonami zgodnie ze swą nazwą pochodzącą od przymiotnika gymnos – nagi.
Przełamane tabu – diaspora
Nagość nie licowała na pewno ze społecznością, która odkryciem nagości się brzydziła, zwłaszcza że wszelkie biblijne historie z nagością związane – choćby te Noego i Chama (Rdz 9, 18-25) oraz Batszeby i Dawida (2 Sm 11, 3-4; 12, 15) – kończyły się nieszczęściem. A jednak, również społeczności żydowskie uległy urokowi nowych rozrywek, skoro sami zadowalać się musieli jedynie śpiewami i tańcami, ponieważ wielu tak wysublimowanych rozrywek, jak ćwiczenia sportowe, nie znali. Nie dziwi fakt, że nowa, rozpoczęta w IV w. przed Chr. moda rozpowszechniła się w żydowskiej diasporze. Jeszcze jednym argumentem przemawiającym za jej adaptacją był idący za ukończeniem greckiej szkoły prestiż. Archeologia poświadcza, że zwłaszcza Żydzi anatolijscy chętnie odwiedzali instytucję gimnazjonów, stawali do rozgrywek, a nawet tworzyli organizacje sportowe – dotyczy to messeńskiej Koronei, karyjskiego miasta Jasos, Priene czy zlokalizowanej w Lidii Hypaipy. Znajdowane są głównie inskrypcje z listami zwycięzców oraz spisami efebów (uczniów).
Przełamane tabu – Palestyna
Wydawać by się mogło, że diaspora jako ta część żydowskiej społeczności, która nie stroniła od greckich instytucji, mogła ulec obcym wpływom, ale z pewnością nie zawróciły one w głowach mieszkańców Ziemi Obiecanej, zwanej w czasach rzymskich Palestyną. Nic bardziej mylnego. Sporty nie tylko miały swoich zwolenników – Palestyna nie tylko doczekała się własnych żydowskich sportowców, ale także lokalnych igrzysk! I choć wszechgreckie istniały tylko cztery wieńczące (w Olimpii, Delfach, Istmi i Nemei) i jedne z nagrodami (panatenajskie w Atenach), lokalnych zawodów narodziło się wiele. W Izraelu i okolicach wymienić można choćby te w Aleksandrii, Tyrze, Cezarei i… w samej Jerozolimie. W tej ostatniej igrzyska odbywające się w cyklu czteroletnim ufundować miał sam Herod Wielki, który zasłynął w świecie sportowym nie tylko na tej podstawie, ale również dzięki wskrzeszeniu świętych agonów w samej Olimpii, sanktuarium będącym wzorem dla wszystkich igrzysk. Jako jedyny z królów żydowskich (choć sam Żydem nie był) uzyskał dożywotni tytuł agonotety – urzędnika odpowiedzialnego za organizację i przebieg igrzysk (wspomina o tym Józef Flawiusz w Wojnie żydowskiej I, 422-428). Zawody jerozolimskie nie przetrwały rzymskiego naporu pod wodzą Tytusa – po 70 r. po Chr. słuch o nich zaginął.

Niemniej rewolucja kulturowa zdążyła doprowadzić do zaniedbań nawet w kręgach kapłańskich (2 Mch 4, 14), w samym zaś świętym mieście greckie obyczaje zakorzeniły się do tego stopnia, że część społeczności zaczęła podlegać pod nowe prawa statutowe i obywatelskie oraz zyskała miano Antiocheńczyków.
Sport ewangeliczny
O tym, że kultura fizyczna była kulturowo obcym wpływem i nie zakorzeniła się na stałe w żydowskiej świadomości, świadczyć mogą już teksty Ewangelii. Nie znajdujemy w nich ani jednej przypowieści Jezusa nawiązującej do sportu, choć On sam wychowywał się na terenach, na których sport z powodzeniem praktykowano. W Galilei znajdowały się dwa obiekty o znacznych rozmiarach – stadion w Tyberiadzie i hipodrom w Tarychei. Wyścigi rydwanów i zmagania atletów nieobce były zatem nie tylko samemu Jezusowi, ale również pochodzącym znad jeziora Genezaret apostołom, a przecież także oni nie sięgają po język i obrazy sportowe, mimo ich genialnej wręcz symbolicznej nośności. Jest więc w Biblii jedyny mocarz słowa, który jako pochodzący z liberalniejszej diaspory w małoazjatyckim Tarsie uznawał sport za rzecz codzienną i całkiem naturalną – również w kręgach żydowskich.
Nowotestamentowy atleta
Sport i grecka filozofia (być może miał przyjemność dokształcać się u wędrownych stoików) odcisnęły silne piętno na listach Apostoła Narodów. Dzięki Pawłowemu zamiłowaniu do metafor również my, którym aktywność fizyczna jest nieobca, możemy pojąć trudne prawdy wymalowane zrozumiałymi obrazami, które są kodem o wiele łatwiejszym do odczytu niż z pozoru proste w swojej wymowie, ale na wskroś żydowskie parabole Jezusa. Rozumiemy wysiłek i wyrzeczenia stojące za regularnym treningiem przygotowującym do igrzysk, zwłaszcza w dobie wysokiej profesjonalizacji zawodników; wiemy, od jak wielu czynników uzależniony jest sukces sportowca podczas zawodów; doskonale zdajemy sobie sprawę, że konsekwencją zwycięstwa są nie tyle dobra materialne, ile sława, która w starożytności greckiej była jedynym gwarantem nieśmiertelnego życia; wiemy, jak ważna jest jednomyślność zawodników w dyscyplinach drużynowych; w końcu, zdajemy sobie sprawę, czym grozi dyskwalifikacja i jakie piętno odciska na karierze. Te wszystkie wątki Paweł umiejętnie wykorzystał, by wyjaśnić, że życie chrześcijańskie to agon, w którym łatwo o dyskwalifikację, nawet tak wysoce wyspecjalizowanego „zawodnika” jak apostoł (1 Kor 9, 27; Ga 2, 2). Zwrócił uwagę na konieczność regularnego treningu i wyrzeczeń (1 Kor 9, 25; 1 Tm 4, 7). Uświadomił, jak istotna jest jasna wizja celu – mety i nagrody, „wieńca nieprzemijającego” (1 Kor 9, 25; Flp 3, 13-14). Kładł nacisk na konieczność zachowania jednomyślności w zmaganiach, ponieważ wszelkie spory mogą doprowadzić do niepowodzenia całego zespołu (Flp 4, 2-3). I choć Paweł zapamiętany został przez Tradycję jako człowiek o wątłej fizyczności (jak opisywał go żyjący w VI w. historyk, Jan Malalas), to zdołał jednak stać się wyśmienitym biblijnym trenerem, który niejedną drużynę doprowadził już do upragnionej mety zwanej wiecznością.