Moja Niedziela

Adam i Ewa w raju. Bizantyjska mozaika z XII-XIII w. w katedrze Monreale, Włochy / WWW.THEREDLIST.COM

Jezus w Betanii, rycina z Biblii wydanej w 1909 r.
Archiwum katedry pw. Chrystusa Króla w Katowicach

FOTOREPRODUKCJA: HENRYK PRZONDZIONO/FOTO GOŚĆ

7 MARCA 2021 R.
3. Niedziela Wielkiego Postu

Pełnia wiedzy o człowieku

WJ 20,1-17; PS 19; 1 KOR 1,22-25; J 2,13-25

Dzisiejsze czytania układają się w ciąg, który zdaje mi się napisany niemalże jedną ręką, w tym samym momencie.
A przecież dzielą te wszystkie teksty i czas, i przestrzeń. Najpierw czytamy o Dziesięciu Przykazaniach, które Bóg obwieszcza w sposób władczy i nieodparty. Następnie niejako dopełnieniem tego tekstu są słowa św. Pawła o tym, że to, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi. Na koniec natomiast czytamy o mocnym, zbójeckim niemalże zachowaniu Jezusa, który wyrzuca ze świątyni kupców i bankierów. Przez wszystkie te fragmenty w niepohamowany sposób przebija się moc, władza Boga, który objawia się tutaj jako Ten, kto określa reguły, kto ustala zasady, jakimi rządzi się stworzony przez Niego świat.
Ale najbardziej przejmujące zdanie, które wyjaśnia nam sens tych wszystkich słów (których możemy się zasadnie przestraszyć!), pojawia się dopiero na końcu… „Jezus […] wszystkich znał i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co jest w człowieku”.
Co za myśl! Oto Bóg nie jest tyranem, który przez Swój kaprys zabrania człowiekowi czegokolwiek. A Jezus nie jest showmanem, który z biczem w ręku odgrywa przedstawienie przed Żydami. Nie, Bóg wie, co jest w człowieku, a jest to wiedza tak dogłębna i pełna, że aż przerażająca.
Bóg wie, co jest w nas, zna nasz bunt, nasz splin, cały ten weltschmerz, który wciąż nami buja, jak linoskoczkiem, pomiędzy tym co dobre i co złe. I dlatego jest miłosierny, ale też jest stanowczy – każdy sposób jest dla Niego dobry, żeby nie dać się zamknąć w schemacie, żeby wciąż być Bogiem dla nas, z nami. Tam gdzie jedni szukają znaków, a inni mądrości, On pokazuje zawsze trzecią drogę – Chrystusa ukrzyżowanego, który wie, co w nas jest.

14 MARCA 2021 R.
4. Niedziela Wielkiego Postu

Ten okrutny Bóg!

2 KRN 36,14-16.19-23; PS 137; EF 2,4-10; J 3,14-21

Jak słusznie zauważa Adoplhe Gesché, wierzącym brakuje nieco tej niezwykłej wrażliwości na sprawiedliwość, jaką mają ateiści. Niejeden niewierzący powiada, że z chęcią uwierzyłby w Boga, ale na pewno nie w tak okrutnego, bezlitosnego Boga, jakiego przedstawia nam chociażby Stary Testament. Ale, musimy przyznać, Nowy Testament nie jest o wiele lepszy! Czyż nie słyszymy dzisiaj z ust samego Jezusa, że „kto nie uwierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego”?
Gdyby tylko na tym się zatrzymać, istotnie trudno byłoby to pogodzić z Miłosierdziem Boga. Ale Jezus kontynuuje, wyjaśniając, na czym to potępienie w istocie polega. I wyjaśnienie to jest jednocześnie banalne i przejmujące do szpiku kości! „Kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione” – każdy człowiek zna gorycz tych słów, gdy powstrzymuje się od zareagowania na zło, żeby samemu nie „podpaść”.
Każdy z nas zna te komunały o tym, że nie należy mieszać się do cudzych spraw, żeby siedzieć cicho, gdy nie pytają…
Przy bliższym spojrzeniu całe nasze życie owiane jest tą duszną mgłą ostrożności, która każe nam robić uniki tak, by czasem jakaś „wyższa instancja” nie spojrzała na nas swoim czujnym okiem, nie prześwietliła, nie ujawniła naszych mniejszych i większych grzeszków. A Jezus jak zwykle pokazuje nam, że można inaczej, można wprost mówić złu, że jest złem. Czy to droga do samozadowolenia i popularności? Nie, to ścieżka, która wiedzie prosto na krzyż. Ale dopiero na tym „wywyższeniu” zobaczymy nadzieję zbawienia.

21 MARCA 2021 R.
5. Niedziela Wielkiego Postu

Cierpienie przyciąga?

JR 31,31-34; PS 51; HBR 5,7-9; J 12,20-33

Można by dzisiaj napisać o tym niemożliwym „zbiegu okoliczności”, dzięki któremu pewien Syn cieśli z Nazaretu niespodziewanie wypełnił dokładnie zapowiedzi ksiąg Starego Testamentu, których właściwie – ludzką miarą mierząc – nie powinien nawet zbyt dobrze znać czy się nimi zanadto przejmować. Można by napisać o tym, że wypełnił On również zapowiedź przymierza opisaną przez proroka Jeremiasza i że „wypisał na naszych sercach” wiedzę o Bogu. Ale to, co uderza mnie najbardziej w dzisiejszej Ewangelii, to zdanie o cierpieniu, gdy Jezus mówi: „A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie”. Uważać się za Syna Boga to jedno – jestem pewien, że nie tylko Jezus w całej historii ludzkości tak o sobie myślał. Ale przeczuć, ba!, wiedzieć, że dwadzieścia wieków później ja, mały człowiek przytłoczony swoimi problemami, zmęczony kolejnym trudnym dniem, grzeszny, tak często samotny, tak często zagubiony, zostanę przyciągnięty do Jezusa przez Jego cierpienie?
Mieć tę pewność, że znajdę pociechę w tym, że mój Bóg nie uchylił się od życia ze wszystkimi jego troskami, że nie uciekł przed cierpieniem, jak wielkie by ono było – nikt mi tego nie potrafi wytłumaczyć. Powiedzieć o tym, że to akt miłości, to niemalże nic nie powiedzieć. Powiedzieć, że to „tajemnica”, to użyć komunału. Brakuje mi na to dobrego określenia i sądzę, że nie tylko mnie. Jest to takie dobro, które trudno jest uczciwie i dosadnie wyrazić w ludzkim języku. I może dobrze, bo siedząc wieczorem przed monitorem, mały człowiek może to dobro po prostu, po swojemu, poczuć.

28 MARCA 2021 R.
Niedziela Męki Pańskiej

Cóż Ci Jezu damy?

IZ 50,4-7; PS 22; FLP 2,6-11; MK 14,1-15,47

Tytuł tego krótkiego rozważania to oczywiście pierwsze słowa popularnej pieśni, którą wszyscy znamy. Pytanie w nim zawarte jest dla wierzącego retoryczne – bo oczywiście nic Bogu dać nie możemy, czego by już nie miał.
Możemy Mu – znów jak w przytoczonej pieśni – podziękować za to, co od Niego dostajemy. Ale dzisiejsza Ewangelia pełna jest gestów, które są w pewien sposób darami dla Boga: człowiek niosący dzban ofiarowuje salę, w której odbywa się Ostatnia Wieczerza, wdowa namaszcza głowę Jezusa drogim olejem, a Józef z Arymatei ofiarowuje miejsce złożenia Jego ciała po śmierci. Jakkolwiek by patrzeć, są to jednak wszystko drobnostki – mimo że cenne dla ówczesnych (jak olej czy miejsce w kamiennym grobie), to jednak, patrząc przez pryzmat osiągnięć ludzkości – nie są to dary godne Boga. A jednak zostały uwiecznione na kartach Ewangelii i zostały przez Chrystusa przyjęte wtedy, gdy jako Człowiek był z nami. Z tych darów wynika w prostej linii całe morze dzieł sztuki, wybitnych osiągnięć architektury, malarstwa, poezji, poświęconych Bogu, Chrystusowi.
Można by przecież całą energię tych działań poświęcić na pomoc ubogim – ale chrześcijaństwo jest większe niż pomoc ubogim. O ile jego aspekt utylitarny jest ważny, o tyle najważniejsze jest dążenie ku Bogu i ofiarowanie Mu tego, czym w danej chwili dysponujemy. Patrząc na przepych rzymskiej katedry św. Piotra, warto pamiętać, że powstała ona, ponieważ miłość do bliźniego jest ważna, ale miłość do Boga jest najważniejsza.

Adam i Ewa w raju. Bizantyjska mozaika z XII-XIII w. w katedrze Monreale, Włochy / WWW.THEREDLIST.COM

Maria Magdalena szuka Pana, rycina z Biblii wydanej
w 1909 r. Archiwum katedry pw. Chrystusa Króla
w Katowicach

FOTOREPRODUKCJA: HENRYK PRZONDZIONO/FOTO GOŚĆ

4 KWIETNIA 2021 R.
Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

Zrozumieć na czas

DZ 10,34A.37-43; PS 118; KOL 3, 1-4; J 20,1-9

Uderzające jest, jak często w Ewangelii Jana powtarza się motyw niezrozumienia przez uczniów czynów czy słów Jezusa. Najczęściej po takim stwierdzeniu pojawia się też swoiste dopowiedzenie – a to uczniowie przypominają sobie pewne zapowiedzi męki i zmartwychwstania, a to dociera do nich sens tego, co Chrystus im objawił. Tak czy inaczej, wysnuć możemy z tego typu fragmentów dwa wnioski: po pierwsze Jezus nie wszystko uczniom wyjaśnił, czy też nie upewnił się, że wszystko dogłębnie zrozumieli.
Po drugie, zrozumienie w apostołach narastało, rozwijało się wraz z kolejnymi wydarzeniami w życiu ich Nauczyciela, w których mieli okazję uczestniczyć czy się im przyglądać.
Oba te wnioski są dla współczesnych chrześcijan bardzo ważne. Pierwszy, ponieważ możemy poczuć, że apostołowie nie byli tylko mitycznymi figurami – mieli wątpliwości, podobnie jak my dzisiaj. I podobnie jak nam, nie obiecano i nie dano im nigdy pełni wiedzy. Drugi, gdyż to nie przeszkodziło im w tym, żeby kolejne elementy Boskiego planu Chrystusa odkrywać, by uczyć się samodzielnie rozumienia tego, kim był ich Mistrz i co tak naprawdę ofiarował światu i ludziom swoją męczeńską śmiercią.
Dziś to pole interpretacji i pogłębiania zrozumienia życia i ofiary Chrystusa wciąż jest dla nas otwarte. Tylko od nas zależy, czy jak uczeń wejdziemy do grobu i uwierzymy, że panująca tam pustka to nie powód do zmartwienia, ale dowód na to, że Życie ostatecznie zatriumfowało.

11 KWIETNIA 2021 R.
2. Niedziela Wielkanocna

Dziwna sekta

DZ 4,32-35; PS 118; 1 J 5,1-6; J 20,19-31

Teza: obraz, który oferują nam dzisiaj Dzieje Apostolskie, niepokojąco przypomina idylliczne „Eldorado”, jakim kuszą swoje ofiary współczesne sekty.
Apostołowie wszystko mieli wspólne, ludzie natomiast sprzedawali swoje domy i pola i przynosili im pieniądze, które w ten sposób uzyskali. Brzmi jak świetny pomysł na biznes! Niektórzy uważają zresztą, że na tym kończy się chrześcijaństwo i ten jego „merkantylny” obraz uznają za całość. „Opium dla mas” to banał wyświechtany jak płaszcz podróżnika.
Antyteza: czy odnajdziemy gdzieś wśród współczesnych sekt czy innych pseudoreligijnych ruchów charakter pokroju Świętego Pawła? Czy znamy przykład kogoś, kto z równym zapałem, z równą retoryczną swadą, z poświęceniem aż do oddania życia zabiega o zbawienie swoich współczesnych? A Paweł nie był przecież jedyny! Męczeńską śmiercią zginęli niemal wszyscy uczniowie i niezliczone rzesze nieznanych nam dziś z imienia chrześcijan. Ba, wiek XX i XXI wciąż przynoszą nowe tragiczne obrazy męczeństwa w imię Chrystusa. To nie kwietystyczne obietnice raju na ziemi i oświecenia są sednem chrześcijaństwa, ale zbawienie poprzez Krzyż.
Ewangelia: we wszystkie te dywagacje, podobnie jak w zgromadzonych w Wieczerniku uczniów, wkracza Chrystus.
Przychodzi i nie zabiega o względy, nie wdaje się w argumentację, mówi tylko „Pokój wam!”. I ten pokój pozostanie z nami na zawsze.

18 KWIETNIA 2021 R.
3. Niedziela Wielkanocna

Ciało Chrystusa

DZ 3,13-15.17-19; PS 4;1 J 2,1-5; ŁK 24,35-48

A mogliśmy być stworzeni jako istoty duchowe! Naprawdę mogło się tak zdarzyć, bo czemu by nie?
Pozbawieni ograniczeń fizyczności, dryfowalibyśmy ponad światem, nieuwikłani w jego problemy, rozkosze i tragedie. A jednak zostaliśmy uwiązani do ciała – w ten sposób doświadczamy, w ten sposób odczuwamy i choć intuicja podpowiada nam, że jest w nas coś więcej poza tkankami, to jednak bez ciała nie potrafimy poznać czegokolwiek.
To nasz filtr, nasze błogosławieństwo i przekleństwo.
Po co nam ono? Do czego nam ten worek skóry wypełniony mięsem i kośćmi, dlaczego Bóg tak nas testuje, zamykając w tym skafandrze bez wyjścia? Nie wiem. A jednak kiedy czytam dziś w liście św. Jana Apostoła o tym, że kto zachowuje naukę Chrystusa, w tym miłość Boża jest doskonała, kiedy widzę Jezusa będącego razem z uczniami po swoim zmartwychwstaniu i jedzącego razem z nimi, to myślę, że bez ciała nie byłoby jak okazać tej miłości, nie byłoby jak wypełnić tej nauki, którą On nam dał. Od małego gestu zjedzenia kawałka ryby w towarzystwie swoich uczniów po potworną śmierć na krzyżu – Ciało Chrystusa dało Mu pełne spektrum możliwości pokazania tego, co jest dobre. Podobnie dzieje się z naszymi ciałami – one nie są tylko przypadkiem. Są zadaniem, które mamy do wypełnienia, są potencją, w której może uwidocznić się działanie Boga – one czynią nas ludźmi.

25 KWIETNIA 2021 R.
4. Niedziela Wielkanocna

Podobieństwo nieprzypadkowe

DZ 4,8-12; PS 118; 1 J 3,1-2; J 10,11-18

Święty Jan Apostoł wprowadza dziś we fragmencie swojego listu dziwne wnioskowanie. Pisze on mianowicie, że gdy nadejdzie czas, staniemy się podobni do Chrystusa, ponieważ „ujrzymy Go takim, jakim jest”.
Wyobraźmy sobie: zobaczyć kogoś takim, jakim ten ktoś naprawdę jest. Bez społecznych uwarunkowań, bez konstruktów, które mamy w głowach i którymi jesteśmy. Zobaczyć wszystko w danej istocie, przyjąć jej obraz tak pełny i niezakłócony, jak tylko pozwala na to nasza własna percepcja. A teraz wyobraźmy sobie, że ten Ktoś jest Miłością.
Percepcja zmienia egzystencję i wpływa na nią, tego doświadczamy codziennie. Ale ten przypadek należałoby uznać za graniczny, czyli taki, w którym postrzeganie nie tylko wpływa na byt, ale wręcz odmienia go, czyni czymś więcej. Czym? Tego nie wie ani Jan Apostoł, ani tym bardziej piszący te słowa. Ale mamy od Jezusa w dzisiejszej Ewangelii wskazówkę: On zdecydował się za nas oddać swoje życie. Poświęcił się jak pasterz dla owiec, z którymi żyje i które są czymś dużo więcej niż tylko źródłem pokarmu czy utrzymania. Jeśli mój Bóg oddaje za mnie swoje życie dobrowolnie, jeśli wiem, że dziś już mogę się nazwać „Bożym dzieckiem”, to mogę się spodziewać, że gdy zobaczę Go takim, jakim On jest, stanę się czymś, na co przychodzi mi tylko jedno określenie, ułomne może i mało poważne, ale za to takie, które daje mi dużo nadziei: stanę się szczęściem.

KRYSTIAN KWAŚNIEWSKI