MARTA WILCZYŃSKA

Środa Śląska

Jak to jest?

Piszę felieton w czasie, gdy wokół rozbrzmiewa nie tylko dźwięk kolęd, ale także gorąca dyskusja na temat form, czasu i zasadności organizowania w tym roku wizyty duszpasterskiej, tzw. kolędy.

Pomysłów jest wiele, jak sam Ksiądz zapewne wie najlepiej. Jednak w tle często pojawia się kwestia… pieniędzy. Przecież to, zdaniem niektórych świeckich, ale chyba duchownych też, nieodłączny element odwiedzin w domach parafian. Zastrzegam: doświadczyłam kolęd, podczas których ksiądz nie wziął koperty z ofiarą. I naprawdę wiem, że to nie jest najważniejsze. Ale głosy i doświadczenia są przeróżne. Bo jak zrozumieć to, że podczas ogłoszeń dotyczących wizyty duszpasterskiej (oczywiście nie wszędzie) jest nadal mowa o kopercie, ofierze, wpłatach i numerze konta? Wiem, że potrzeby parafii są spore – od bieżącego utrzymania po renowacje – i w pełni rozumiem, że skądś te fundusze trzeba wziąć. Jako parafianka, osoba wierząca, ale też interesująca się budowaniem wizerunku, muszę jednak Księdza zapytać: nie można by z tego czasem zrezygnować? Ominąć fragment o ofiarach, nie przypominać o zbieraniu pieniędzy? Z miłości do bliźnich, z poczucia wyjątkowości kolędy w pandemii albo zwyczajnie ze względów piarowych.

Poprzedni ksiądz proboszcz w mojej parafii poruszony opowiadał, że podczas wiosennych ograniczeń w liczbie osób w kościele na konto parafialne wpływały ofiary, mimo że nikt tego nie ogłaszał, nikt o to nie prosił – co nie oznacza, że nie potrzebował. To było naprawdę budujące i pokazało, że parafianie doskonale wiedzą, że o parafię należy się troszczyć także w sensie finansowym. Pewnie nie wszyscy, być może nie tak hojnie jak na co dzień. Ale może warto podarować sobie to napominanie? Zostawić troskę tym, którzy zrobią to z własnej woli, z potrzeby serca? Pokazać, że to nie pieniądze są na pierwszym miejscu? Chyba że nie można, bo parafii na to nie stać… więc jak to jest?