BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

Mądrej głowie dość dwie słowie

KS. ADAM R. PROKOP

Każdy język, którym posługują się ludzie, potrafi zafrapować swoją elastycznością i zmiennością, w zależności od czasów oraz zapotrzebowania. Można się dopatrzyć w tym rozwoju dwóch, paradoksalnie różnych, tendencji. Z jednej strony mowa dąży do upraszczania. Na przykładzie polszczyzny można przypomnieć w tym kontekście praktycznie wymarły w ostatnich dziesięcioleciach czas zaprzeszły lub jeszcze starszą liczbę podwójną, różną od pojedynczej i mnogiej, zachowaną w tytułowym porzekadle. Z drugiej jednak strony w komunikacji potrzebna jest coraz większa precyzja, stąd coraz to nowe zapożyczenia oraz neologizmy, rozwijające jednak swój własny zakres znaczeń oraz skojarzeń.
Kilka lat temu emerytowany dziś już ks. prof. Jerzy Machnacz zwracał uwagę na to, że omawiany w literaturze dotyczącej Edyty Stein okres pomiędzy odejściem od judaistycznej wiary przodków a nawróceniem na chrześcijaństwo, określany atrybutem ateistyczny, można również nazwać bezbożnym. Ale przecież ateista to osoba odrzucająca możliwość istnienia Boga na poziomie racjonalnym, tymczasem bezbożnik, mimo iż słownikowo funkcjonuje synonimicznie, niesie dużo większy ładunek emocjonalny, przenosząc akcent skojarzeń ze sfery intelektualnej na egzystencjalną. Tak więc filozofa negującego koncepcje teistyczne łatwiej nazwać zwolennikiem ateizmu, podczas gdy bezbożność odniesie się raczej do zdeprawowanego, prymitywnego obrażania uczuć religijnych.
Niuanse lingwistyczne zaczynają odgrywać jeszcze większą rolę, gdy pojawiają się w kontekście wypowiedzi ważnych o tematach najistotniejszych.
Dlatego tak trudno poecie skończyć niejeden wiersz, a mistykowi opowiedzieć o swoich doświadczeniach.
Nie bez znaczenia pozostaje przy tym fakt, iż na tematy religijne rozmawia się rzadko, a jeszcze rzadziej zupełnie szczerze. Trudno jest sformułować nie tylko osobiste znaczenie prawd wiary, ale jeszcze wyższą poprzeczkę stanowi wypowiedzenie własnych wątpliwości oraz lęków. Tymczasem Bóg nie daje się zamknąć w wypowiedziach dogmatycznych czy utartych formułach liturgicznych. Także język komunikowania się człowieka z Bogiem powinien być rozwijany, pielęgnowany, personalizowany, dążący do uproszczeń, a jednocześnie coraz większej precyzji. Prezentowany wiersz stara się wysłowić omawianą problematykę.
Otrzymał on trzecią nagrodę w Konkursie Jednego Wiersza warsztatów Pomost 2017, wtedy jeszcze jako niewiara w pisanie o wierze, co piszącemu te słowa wydawało się nazbyt przegadane. Obecny tytuł współgra koncepcyjnie z opublikowanym trzy lata temu na łamach niniejszej rubryki wierszem tego samego autora moja wiara.

Nie tylko łaskę wiary trzeba zaakceptować, w naturze człowieka pozostaje drążenie, pytanie, wątpienie, relatywizowanie, bez tego nie da się odkryć, odnaleźć, uświęcić, tudzież utwierdzić. Niczym dwie strony medalu, choć w kontekście powyższego chyba lepiej napisać: jeden dar, dwie słowie.

DANIEL CZEPIŃSKI

moja niewiara

o boże
nie chcę o tobie pisać

wysłuchiwać zarzutów
ławy sprzysiężonych

pakować się w szufladki
cudzej wiary

przerobiliśmy siebie
na swoje – znamy się

jak razy
które dostawaliśmy

 

Daniel Czepiński, ur. 1994, poeta dwóch miast: Kalisza, skąd pochodzi, i Krakowa, gdzie mieszka i studiuje.
Laureat konkursów, wiersze publikował w prasie oraz antologiach – m.in. Miłość w czasach fejskultury (2019), Pomost (2018, 2017), Kalisz w bursztynie poezji (2011) czy dwujęzyczne Radiator 2014 i Caritas 2012.

Wszystkich chętnych do publikacji swoich prób lirycznych
w „Nowym Życiu” prosimy o przesłanie do pięciu tekstów
z załączonym biogramem.