Afryka czeka na misjonarzy

Ołbin – idealne miejsce na charyzmatyczną szkołę katolicką
w duchu św. Jana Bosco, kształcącą od trzeciego
roku życia, a więc od przedszkola do matury.

O pracy na misjach
z bp. Janem Ozgą
z Kamerunu
rozmawia

KS.PIOTR SIERZCHUŁA

Wrocław

Bogactwem rodziny afrykańskiej
są dzieci i młodzież. W Kamerunie
wszędzie widać bawiące się dzieci

KS. PIOTR SIERZCHUŁA

Ks. Piotr Sierzchuła: Minęło już ponad 30 lat od wyjazdu Księdza Biskupa na misje. Jak to się stało, że młody wikariusz jednej z parafii w archidiecezji przemyskiej zdecydował się na kontynuowanie swojej posługi kapłańskiej na kontynencie afrykańskim?
Bp Jan Ozga: Tak naprawdę to nigdy o tym nie myślałem, nie angażowałem się w sprawy Kościoła misyjnego, a decyzja o wyjeździe na misje związana jest z następującą historią. W 1986 r. Ojciec Święty Jan Paweł II zapowiedział przyjazd do Polski, by rok później zakończyć II Kongres Eucharystyczny.
Biskupi zastanawiali się wówczas nad prezentem, jaki można by ofiarować Ojcu Świętemu. Wtedy to powstała idea, by zaprosić 100 księży do wyjazdu na misje w różne części świata. Biskupi wydali wówczas list, który zobaczyłem w trakcie jednej z niedzielnych Mszy św. w parafii św. Stanisława Biskupa w Łańcucie. Po Komunii św. wziąłem księgę ogłoszeń, z której wystawał ów list, a na nim dostrzegłem jedno zdanie: „100 misjonarzy jako żywy dar Kościoła w Polsce dla Kościoła Powszechnego”. Po przeczytaniu tych słów byłem przekonany, że są to słowa skierowane właśnie do mnie i trzeba zostać jednym z tych misjonarzy. To wtedy podjąłem decyzję o wyjeździe na misje. Schodząc po Mszy św. do zakrystii, powiedziałem jednemu z moich przyjaciół: „Jadę na misje”. Wówczas na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, a następnie zapytał mnie, skąd taka nagła decyzja? Czy coś się stało, czy może źle spałem? Odpowiedziałem mu, że chcę być DAREM Kościoła w Polsce dla Kościoła Powszechnego.
Następnie zgłosiłem się do Księdza Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka, który pozytywnie odpowiedział na moją prośbę. Rozpocząłem przygotowanie do wyjazdu na misje i w 1988 r. wyjechałem do Kamerunu, by zastąpić misjonarza, ks. Karola Brysia, który pracował już w Nguélémendouka od 11 lat. Oto historia mojego powołania misyjnego, które trwa przez 31 lat. To był mój „Damaszek”, takie wezwanie, łaska, która przyszła w trakcie Mszy św. i trwa do dnia dzisiejszego.

Wielu misjonarzy mówi, że na misjach w sposób szczególny można odczuć potęgę modlitwy. Czy były sytuacje, w których Ksiądz Biskup doświadczył w sposób „namacalny” Bożego działania w swojej posłudze kapłańskiej?
Oczywiście, wielokrotnie odczułem moc i działanie Boże poprzez modlitwę o uzdrowienie, a nawet czasem o uratowanie ludzkiego życia.
Podczas mojej wizyty duszpasterskiej w wiosce Miambo podszedł do mnie człowiek, który został skazany na śmierć przez czarowników, ale wierzy, że gdybym się nad nim pomodlił i pobłogosławił go, to przeżyje i ta decyzja nie będzie miała nad nim mocy. Wraz ze wspólnotą chrześcijan pomodliliśmy się nad nim, odmówiliśmy wspólnie różaniec i na koniec pobłogosławiłem go. Rezultatem tej modlitwy był wielki pokój, jaki zauważyłem na jego twarzy.
Stwierdził: „teraz czuję się ‘otoczony’ Bożą opieką i na pewno złe duchy nie mają już przystępu do mnie, a więc przeżyję”. I tak się też stało. Był protestantem.
Po tym wydarzeniu zdecydował się przyjąć wiarę Kościoła katolickiego.
Podczas kolejnych moich wizyt w tej wspólnocie chrześcijańskiej był zawsze jednym z pierwszych, który witał mnie i przychodził na nabożeństwa i Mszę św. Ta modlitwa, zarówno moja, jak i całej wspólnoty, doprowadziła do jego nawrócenia. Sądzę, że każdy misjonarz w swojej pracy misyjnej często doświadcza wielkiej mocy modlitwy.
W posłudze misjonarskiej oprócz modlitwy i przepowiadanego Słowa Bożego ważne jest również świadectwo życia, jego styl bycia, kontaktu z ludźmi i „wsłuchania się” w ich codzienne problemy. Ten sposób posługi misyjnej wpływa na ich życie i umacnia ich w wierze.
Przykładem takiego „zasłuchania” jest historia kobiety, która prosiła mnie o błogosławieństwo ręki. Jak się okazało, chodziło o dłoń, którą „lekarze ludowi” mieli jej wkrótce odciąć. Kiedy uważniej się przyjrzałem, zobaczyłem, że środek jej dłoni był jedną wielką raną.

Ludność miejscowa żyje z polowania i z uprawy małych pól, np. manioku,
orzeszków arachidowych, bananów, kukurydzy, patatów i ananasów.
Na zdjęciu: Pracownicy rolni w drodze do pracy

KS. PIOTR SIERZCHUŁA

Dałem wówczas owej kobiecie 5000 fr cfa (ok. 45 zł), by szybko poszła do oddalonej o dwadzieścia kilometrów przychodni. Trafiła tam na pielęgniarza, który na szczęście miał jeszcze zastrzyki penicyliny. Kilka tygodni później, gdy przejeżdżałem przez tę wioskę, podeszła do mnie i pokazując rękę, powiedziała: „Uratowałeś mnie, a także życie mojej rodziny. Dziękuję Ci za to! Jestem matką siedmiorga dzieci, mam męża, mam pole, na którym teraz mogę dalej pracować i utrzymać całą rodzinę”. Jestem świadomy, że mogłem pomóc dlatego, że w mojej posłudze misyjnej jestem wspomagany przez wielu dobrych ludzi. Te 45 zł uratowało rękę i życie tej kobiety oraz całej jej rodziny.
Przypomniałem sobie wtedy słowa, że często od „tak mało zależy tak wiele” i tedy przyszła mi myśl, którą często do dzisiaj powtarzam: „potrzebuję tylko jednego człowieka, żeby pomóc tak wielu. Potrzebuję Ciebie”.
Obecnie posługuje Ksiądz Biskup w diecezji Doumé Abong-Mbang we wschodnim Kamerunie. Z jakimi na co dzień problemami muszą mierzyć się jej mieszkańcy?
Najczęstsze problemy związane są m.in. z rolnictwem. Obszar całej diecezji Doumé Abong-Mbang położony jest w lasach tropikalnych.
Ludność miejscowa żyje z polowania i z uprawy małych pól, np. manioku, orzeszków arachidowych, bananów, kukurydzy, patatów i ananasów.
Są to podstawowe produkty codziennego wyżywienia. Zasadniczo nie ma u nas głodu, ale jest problem niedożywienia i zwłaszcza u dzieci awitaminozy. Pomoc misjonarska polega m.in. na organizowaniu formacji w dziedzinie rolnictwa, co zwiększa plony.
Na terenie całej diecezji kolejnym problemem jest dostęp do wody pitnej.
W Doumé zbudowaliśmy centralę oczyszczania wody. Dostarcza ona codziennie dla całej ludności, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży w szkołach katolickich, czystą wodę. Podobnie na ternie innych misji pobudowane zostały studnie głębinowe, które umożliwiają ludności dostęp do czystej wody. Niestety jeszcze wielu ludzi nie ma dostępu do wody pitnej, co powoduje częste choroby, jak amebiaza, „tyfus de brousse” i robaczyce.

Dzisiaj wiele dzieci i kobiet wstaje bardzo wcześnie rano, by po ponad godzinnej wędrówce dojść do źródła po wodę, przynieść ją do domu, a następnie iść do szkoły czy na pole. Ta sama sytuacja powtarza się wieczorem.
Zatem każde z nich poświęca blisko trzy godziny dziennie, by zdobyć wodę.
Obecnie w Doumé rozpoczęliśmy projekt dostarczenia wody, na który szukamy sponsorów. Ma on w założeniu skrócić ten dystans do odległości pół kilometra.
Dzięki temu dzieci będą mniej zmęczone i będą mogły więcej czasu poświęcić na naukę czy pracę w domu.
A jak wygląda sytuacja z pracą? W Europie mierzymy się z problemem bezrobocia, które dotyka sporą część społeczeństwa. Czy w Kamerunie występuje ten sam problem?
Jak już wspomniałem, mieszkamy na obszarze lasów tropikalnych, dlatego na terenie naszej diecezji problem pracy zawodowej, jak w Europie, nie istnieje. Nie ma tutaj zasadniczo ani urzędów, ani fabryk, ani innych zakładów pracy. U nas każdy pracuje po to, by przeżyć samemu i pozwolić żyć rodzinie.
W diecezji Domé Abong-Mbang posługuje wielu misjonarzy z Polski. Jak ich działalność jest odbierana przez miejscowe duchowieństwo oraz miejscową ludność?
Ludność miejscowa jest bardzo wdzięczna za obecność i posługę polskich misjonarzy, zwłaszcza w szkolnictwie, służbie zdrowia oraz za prace duszpastersko-charytatywne.
Diecezja Doumé Abong-Mbang istnieje dopiero od 64 lat. Jeżeli chodzi o duchowieństwo lokalne, to trzeba stwierdzić, że jest jeszcze bardzo młode i niemające większego doświadczenia duszpasterskiego, dlatego też wymaga obecności misjonarzy i ich autentycznego świadectwa wiary. Są to dwa różne „światy kulturowe”, które wymagają wzajemnego zrozumienia i szacunku.
Jest to możliwe tylko w świetle wiary i przyjęcia Osoby Jezusa Chrystusa jako podstawy naszego istnienia i zbawienia.

Lokalne duchowieństwo jest jeszcze młode i nie ma większego
doświadczenia duszpasterskiego, dlatego wymaga obecności misjonarzy
i ich autentycznego świadectwa wiary

KS. PIOTR SIERZCHUŁA

Kontynent afrykański posiada wiele zasobów naturalnych, które są cenione na całym świecie. Czym oprócz nich mogą ubogacić świat, a zwłaszcza Kościół mieszkańcy Afryki, mieszkańcy wschodniego Kamerunu?
Jest to społeczeństwo, które potrafi cieszyć się życiem. Jedną z bardzo ważnych wartości jest RODZINA wielopokoleniowa.
U nas nie ma ani żłobków, ani domów „Pogodnej starości”. Życie codzienne toczy się w rodzinie.
Dzisiaj Afrykańczyk może powiedzieć Europejczykowi: „Jesteś stworzony przez Boga i ciesz się tym, że jest deszcz, że jest słońce i że można coś zjeść dzisiaj i być może jutro”. Podejście optymistyczne do życia – to jest kapitał afrykański! Widać to również w Liturgii, która jest żywa i animowana przez taniec i śpiew.
Drugim bogactwem rodziny afrykańskiej są dzieci i młodzież. W Kamerunie wszędzie widać bawiące się dzieci.
Mimo codziennych trudności materialnych i egzystencjalnych, wśród Afrykańczyków zauważyć można respekt dla własnej kultury, dla tradycyjnych wierzeń i dla mądrości ludowej.
W 1969 r. papież Paweł VI wspomniał, że Afrykanie są już misjonarzami samych siebie. Z roku na rok słowa te nabierają coraz większej aktualności.
Możemy bowiem zaobserwować wzrost powołań wśród miejscowego społeczeństwa zarówno do kapłaństwa, jak i życia konsekrowanego. Czy zatem posługa misjonarzy z Europy jest ciągle potrzebna na kontynencie afrykańskim?
Ludność tego kontynentu czeka ciągle na misjonarzy, również na misjonarzy świeckich, na dobrych misjonarzy, którzy zaakceptują człowieka takim, jakim on jest, z jego „innością” kulturową i mentalną.

Którzy również zaakceptują tutejsze warunki klimatyczne i materialne, stan dróg, brak elektryczności i dostępu do Internetu. Potrzeba misjonarzy, których troską będzie posługa tutejszemu człowiekowi, przybliżając mu Osobę Jezusa Chrystusa, który może uszczęśliwić każdego z nas.
Papież Franciszek ogłosił październik Nadzwyczajnym Miesiącem Misyjnym.
Pragnął przez to m.in. rozbudzić na nowo w ludziach entuzjazm misyjny.
W jaki sposób osoby mieszkające w Polsce mogą zaangażować się w działalność misyjną Kościoła?
Jedną z głównych form wspierania misji jest osobista i wspólnotowa modlitwa za misje i misjonarzy oraz za młody Kościół afrykański. Następnie trzeba poznać działalność Kościoła misyjnego poprzez lekturę, wizyty oraz różne publikacje na ten temat. Kolejną formą pomocy jest kontakt bezpośredni z misjonarzem i jego posługą i dziełami, poprzez które dociera często do najbardziej potrzebujących.
Trzeba również mówić o misjach.
Dzięki temu uświadamiamy sobie nawzajem, że w tym samym czasie w innym miejscu na ziemi są ludzie, którzy żyją w innym środowisku, w innej sytuacji, często niemający środków do życia, leczenia i nauki. Potrzebują oni konkretnej pomocy.
Pamiętam, jak jedna dziewczynka po operacji sfinansowanej przez dobroczyńców z Polski powiedziała do swojej matki: „Mamo, biali są dobrzy”.
Serdecznie dziękuję za rozmowę i spotkanie, które jak Ksiądz Biskup zauważył, ubogaca obydwie strony.