Z pamiętnika pluszowego Mnicha

ILUSTRACJA MWM

GIENEK, FRYDERYK I GOŚCIE

– Dzisiaj przychodzą do nas goście – ogłosił ksiądz Piotr.
– Ooo, super. A kto przychodzi? – zapytał Gienek.
– Basia i Krzysiek. Znacie ich przecież – odpowiedział ksiądz.
– No jasne! – ucieszył się Fryderyk.  – Lubię gości, a Krzysiek to fajny gość. Będzie ich można ugościć i poprosić, żeby się rozgościli. Żeby wiedzieli, że my tacy gościnni jesteśmy.
– Świetnie. Bierzmy się do przygotowań, żebyśmy potem mogli z gośćmi spokojnie porozmawiać.
– Jasne! – odkrzyknęli obaj.
Zaczęła się krzątanina. Fryderyk przyniósł czysty obrus na stół, Gienek wyciągnął talerze i sztućce, a ksiądz w kuchni zaczął przygotowywać poczęstunek.
– Czy wszystko gotowe? – zapytał ksiądz.
– Obrus na stole, talerze na obrusie, serwetki przy talerzach, sztućce na serwetce…
– dzwonek do drzwi przerwał Fryderykowi wyliczankę.
– Witamy, witamy! Dawno się nie widzieliśmy! Jaka radość! Zapraszamy, zapraszamy! – uściski i powitania wymieniane były z wielką radością.
Po chwili wszyscy wygodnie usiedli i zaczęli rozmawiać.
– Wiecie, u nas w domu to teraz wielka radość, bo… – zaczął Krzysiek.
– Czy może ktoś chce herbaty? Zaraz podam! – przerwał Szop.
– Poproszę – powiedziała Basia.
Freddy czmychnął do kuchni.
– Herbata już gotowa, trzeba tylko przynieść – rzucił za nim ksiądz.
Po chwili Fryderyk pojawił się z tacą i dymiącym czajnikiem.
– Bardzo dziękuję – Basia i Krzysiek nalali sobie herbaty. – Jak mówiłem – kontynuował Krzysiek – wielka radość w domu, bo jak pamiętacie, gdy widzieliśmy się ostatni raz…
– A może z cukrem? To ja przyniosę cukier – ponownie przerwał Fryderyk i popędził do kuchni.
– Freddy, cukier jest tu, na stole w cukiernicy! – próbował go powstrzymać ksiądz, ale bezskutecznie.

Po chwili Szop przyniósł nową cukiernicę. – Może chce tego innego cukru, trzcinowego.
– No, ja to bez cukru, ale dziękuję – uśmiechnęła się Basia.
– Opowiadaliśmy wam, że bardzo czekaliśmy… – zaczął po raz trzeci Krzysiek.
– A do herbaty to są bardzo dobre takie ciasteczka z kokosami, to ja przyniosę więcej – znów wtrącił Fryderyk i znów ruszył do kuchni.
– Proszę księdza, niech coś ksiądz powie Gienkowi, bo ja tu latam, a on nawet mi nie chce pomóc – rzucił za plecy Szop.
– Oj, Freddy, Freddy – zachowujesz się jak Marta z dzisiejszej Ewangelii. Latasz tam i z powrotem i nawet nie zauważyłeś, że nasi goście mają nam coś ważnego do powiedzenia. Przyjmować gości to wcale nie znaczy dać im dużo dobrych ciastek, ale po prostu z nimi być.
– Serio? – Freddy był wyraźnie zmieszany.
– No właśnie, bo przede wszystkim chcemy wam powiedzieć, że Pan Bóg dał nam małego gościa – ogłosiła z radością Basia. – Dużo się modliliśmy i Pan Bóg pomógł nam podjąć decyzję, żeby adoptować jedno z dzieci, których rodzice nie mogli sami przyjąć.
– Ale czad! To superwiadomość! – krzyknął Gienek. – Bo przyjęcie takiego małego gościa to jak przyjęcie samego Pana Jezusa, co nie? – pluszowy Mnich był zachwycony wiadomością.
– Tak, to prawda – powiedział ksiądz. – Pan Jezus mówił: kto przyjmuje dziecko w imię Moje, mnie przyjmuje.
Freddy też już wie, że każdy, kto przychodzi w gości, chce po prostu być przyjęty. To, czy będzie dużo różnych rzeczy, jak ciastka i herbata, ma mniejsze znaczenie. Ważne, że gość czuje się przyjęty i kochany.
– No właśnie – oba pluszaki kiwnęły głowami.
– No to może teraz ciasteczka? – zaproponował Fryderyk.

KS. PIOTR NARKIEWICZ