BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

Bez różowych okularów

KS. ADAM R. PROKOP

Każdy lubi czasem spojrzeć na świat oraz życie przez różowe okulary. Promienie wiosennego słońca, wzrastające i rozkwitające rośliny, jasne, długie wieczory, a nawet rzewne pieśni potrafią spotęgować tę potrzebę. Można także okres pięćdziesięciu dni świętowania Paschy Zbawiciela wpisać do powyższego zestawu, ale wbrew pozorom byłaby to interpretacja jednostronna, a ponadto nieco płytka. Nie da się bowiem oddzielić radości chwały Zmartwychwstania od pasyjnej tajemnicy Wielkiego Piątku.
A tej ostatniej nie sposób godziwie się przyglądać w różowych okularach.
Także Chrystus ukazujący się uczniom aż do wniebowstąpienia zachowuje ślady swojej męki, zaskakując ich realnością niejednego niedowiarka.
To co odnosi się do najistotniejszego momentu historii zbawienia, zachowuje też swoją adekwatność w przypadku każdego ludzkiego życia.
Banałem trąci zasada znana od tragedii greckiej po amerykański film komercyjny, że bohater musi upaść, aby stać się postacią przekonującą. Osoby doświadczone cierpieniem, które potrafiły mimo wszystkich przeciwności losu poradzić sobie z własną egzystencją, otacza nimb wręcz wieszczej mądrości.
Na przeciwległym krańcu tej powszechnej i niekoniecznie błędnej opinii znajdują się osoby zbyt często ulegające pokusie blichtru powierzchowności, byle tylko nie musieć stawić czoła okolicznościom, prześlizgnąć się przez życie, wymigawszy się od odpowiedzialności, by uspokajać sumienie założeniem różowych okularów.
Niekiedy natomiast nieodparte wydaje się wrażenie, iż religia albo wiara powinny być w mniemaniu wielu ludzi właśnie sposobem na uzasadnienie postrzegania rzeczywistości przez różowe okulary. Bo przecież Pan Bóg pogłaszcze, przytuli, pomoże, rozwiąże problemy, pocieszy, a najlepiej jakby jeszcze wykonał za człowieka pracę, pomnożył dochody i usunął z jego drogi wszystkie postacie ośmielające się na krytykę, niechęć, tudzież wymagania. Tymczasem to tak nie działa. Prawdziwy chrześcijanin musi być prawdziwym bohaterem, który podobnie jak Mistrz upada wiele razy, a blizny z tych upadków pozostają nawet po tryumfie zmartwychwstania.
Taki kontekst ideału stawania się wartościowym człowiekiem można wyczytać z prezentowanego wiersza.
Człowiek nie powinien być w swoim wnętrzu ani jednowymiarowy jak drewno lub kamień, ani w swym działaniu równie nieokiełznany jak żywioł.

ROMAN BOBRYK

* * *

gdybyśmy byli
z drewna lub kamienia

gdybyśmy byli
jak woda
jak ogień

twardzi i czyści

lecz nasze oczy
bez żyłek
cierpienia

byłyby
puste

*

Wprawdzie wierzący chrześcijanin ma w swoim ideale wypisaną drogę utwardzania się od drzewa poprzez węgiel aż po diament, a do tego potrzebna mu jest swoista odporność na niszczące działanie ognia czy wody, ale wymagana jest też umiejętność wykorzystania tych elementów dla własnego dobra. Sporo wysiłku i niejedno cierpienie poprzedzają drogę, której perspektywę wyznacza nadzieja zmartwychwstania, dostrzegana przenikliwym wzrokiem pobłogosławionym mądrością.

KS. ADAM R. PROKOP

Roman Bobryk (ur. 1971) – literaturoznawca, związany z Instytutem Polonistyki i Neofilologii Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach. Za poetę uważał się w czasach technikum mechanicznego i na studiach polonistycznych. Z wieszczą aureolą rozstał się w czasie półrocznej służby wojskowej, choć czasem jeszcze przytrafiają mu się takie wybryki jak powyższy.