PIĘĆ WARUNKÓW DOBREJ SPOWIEDZI

Rachunek sumienia

Arytmetyka poza logiką

Ludzka arytmetyka jest zupełnie różna od niebiańskiej.
Warto o tym pamiętać, podejmując refleksję nad
pierwszym warunkiem dobrej spowiedzi, jakim jest
rachunek sumienia.

KS. ADAM R. PROKOP

Budziszyn

Wyznacznik rachunku sumienia, jakkolwiek go czynimy, pozostaje
zero-jedynkowy. Co było dobre? Co było złe?

KS. ROMAN TOMASZCZUK/FOTO GOŚĆ

Tytułowy bohater opowiadania Marcela Aymé (1902–1967), które w polskim tłumaczeniu ukazało się w tomie Przechodzimur (Warszawa 1979), jest komornikiem. Po nocnym wydarzeniu, zinterpretowanym przezeń jako druga szansa, zaczyna prowadzić rejestr dobrych uczynków.
Ich długa lista powoduje nawet powstanie powiedzenia Dobry jak komornik.
Wszystko to jednak finalnie okazuje się nieistotne w porównaniu ze śmiercią poniesioną w obronie osoby ubogiej.
Niezależnie od specyficznego poczucia groteski u francuskiego pisarza, jak również jego wyobrażenia Boga, wyraźnie zabarwionego nutą socjalizmu, pokazuje on wyraźnie, iż ludzka arytmetyka całkiem różni się od niebiańskiej.
Warto o tym pamiętać na początku refleksji o pierwszym warunku dobrej spowiedzi, jakim jest rachunek sumienia.
Sumienie
Sumienie to ten organ w antropologii chrześcijańskiej, któremu przysługuje pierwotna władza królewska, czyli odróżnianie dobra od zła. Tymczasem człowiek w demokracji przywykł do trójpodziału władzy: na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Pierwsza ustala reguły gry, druga kontroluje ich zachowanie, a trzecia rozstrzyga w sytuacjach spornych. Monarsze prerogatywy nie zawsze opierały się na drobiazgowo rozpisanych przepisach, nie inwigilowały społeczeństw aż do granic możliwości, a decyzję odnośnie do określonych czynów podejmowały – w sytuacji idealnej – na podstawie etycznych przesłanek. Nie chodzi tutaj bynajmniej o porównanie systemów państwowych, ale jedynie o pokazanie problemu horyzontu rachunku sumienia, gdy przyzwyczajony do dzisiejszych rozwiązań człowiek staje przed tym wyzwaniem.
Akt pokuty
Skondensowaną wersję pierwszego warunku dobrej spowiedzi stanowi niewątpliwie najpopularniejsza forma aktu pokuty przewidziana podczas liturgii Mszy św. Najpierw zostaje zarysowana w niej perspektywa audytorium: Bóg Wszechmogący, bracia i siostry, ponadto Najświętsza Maryja Dziewica oraz wszyscy aniołowie i święci. Każdy grzech ma swój wymiar zarówno doczesny, jak i wieczny, a zawsze jest aktem wymierzonym przeciw Jahwe, wspólnocie lub samemu sobie.
Ów akt dokonuje się zgodnie z polskim tłumaczeniem za pomocą myśli, mowy, uczynku lub zaniedbania. Zmarły niedawno opolski logik Józef Herbut (1933–2018) podkreślał podczas swoich wykładów, że zaniedbanie jest w tym kontekście powtórzeniem, gdyż jest to tylko jedna z wypadkowych uczynku.
Bardzo ważna jednakowoż, aczkolwiek chętnie ignorowana, podobnie zresztą jak grzechy myśli i mowy.
Czy tylko grzech?
Jakże często można usłyszeć, że ktoś się nie musi spowiadać, bo przecież nikogo nie zabił, nikogo nie okradł. Jest to z pewnością dobry początek, by szkielet rachunku sumienia oprzeć na dekalogu.
Można dołączyć doń jeszcze zestaw siedmiu grzechów głównych, tudzież przykazań kościelnych. Ale nawet przy wszystkich suplementach pozostanie to refleksją minimalistyczną, opierającą się na jurystycznej zasadzie, że wystarczy nie przekraczać prawa. Z punktu widzenia dobrej spowiedzi to za mało.
Chrystus jest maksymalistą. Od swoich wyznawców nie żąda standardów, ale przekraczania granic. Nie wystarcza mu, aby człowiek nie robił źle, On pragnie, aby czynił dobrze. Tutaj pojawia się tak naprawdę największa trudność każdego rachunku sumienia, gdyż nie ma wyczerpującego formularza, który pozwoli na ewaluację decyzji podjętych pomiędzy jedną spowiedzią a kolejną, nie tylko w odniesieniu do faktów dokonanych, ale także w kontekście tego, co mogło być, ale się nie stało na skutek określonych zaniechań.
Stosunkowo najprościej da się przeprowadzić taką refleksję w perspektywie bliźnich. Drugi człowiek najszybciej zakomunikuje nie tylko swoją krzywdę, ale także niespełnione oczekiwania, choć naturalnie nie wszystkie. Czasem samemu się wie, kiedy nie zrobiło się nic złego, ale i tak zachowanie nie było w porządku.

Można zacząć od porównań z wysokiego C: nie trzeba nikogo zabić, by zatruwać mu powoli, acz skutecznie życie; nie trzeba nikogo okłamać, a i tak nie powiedzieć większej części prawdy; nie trzeba nic ukraść, aby permanentnie niszczyć cudzą własność. Bodaj największym wyzwaniem pozostaje przykazanie szóste, w którym przecież nie chodzi o zachowanie wierności, ale przede wszystkim o szacunek i miłość do wybranej osoby.
Autorefleksja
Trudniej już o wymiar autorefleksyjny.
Współczesna kultura przyzwyczaja do skoncentrowania na sobie w kontekście niwelowania potrzeb i hołubienia zachcianek, jednak rzadko kiedy zwraca uwagę na to, co jest dobre. Rzeczy, które są dla konkretnej osoby najlepsze, wymagają nierzadko intensywnej pracy, ogromnego wysiłku i wyrzeczeń, niemających wiele wspólnego z natychmiastowym spełnianiem życzeń oraz zaspokajaniem pragnień.
Niekiedy bardzo trudno orzec, czy prokrastynacja w danym momencie jest zbawiennym odpoczynkiem czy zaniedbaniem prowadzącym do nieosiągnięcia określonych celów. Także jeśli wszystko się udało, należałoby zadać sobie pytanie, ile było zasługą zainwestowanego trudu, a ile łutem szczęścia. Warto przy tym pamiętać, że łut jest jednostką miary stosowaną na określenie promilowych, a nie lwich części srebrnej monety.
Boski horyzont
Najtrudniej niewątpliwie dookreślić horyzont Boski rachunku sumienia. Niezależnie od tego, co człowiek zrobi, nie osiągnie doskonałości i bezgrzeszności Stwórcy. Znana homiletyczna anegdota opowiada o uczniu, który pytał mistrza o konieczność częstej spowiedzi.
Zamiast odpowiedzi uzyskał polecenie wzięcia zakurzonego sita i przyniesienia wody z rzeki. Żak niechętnie je wykonał, aby po kilku próbach stwierdzić awykonalność zadania. Jego nauczyciel uśmiechnął się, po czym orzekł, że jednak osiągnął cel: sito było czyste. Metafora spowiedzi oraz świętości jest tutaj jak najbardziej uzasadniona. Grzeszny, upadający człowiek pozostaje dziurawym naczyniem, które jednak nadal można utrzymać za pomocą sakramentu pojednania w czystości. Akcent leży bardziej na staraniach i wysiłkach, niźli na optymalnym, efektywnym osiąganiu celów.
Perspektywa bliźniego
Niemniej jednak ważkie pozostaje stawianie sobie określonych celów.
Jednym z popularnych obecnie jest walka z mową nienawiści. Język jest medium, które każe wrócić do perspektywy bliźniego, ale już nie w odniesieniu do uczynków. Ile negatywnych emocji, także tych zaliczanych do plejady grzechów głównych, jak pycha, gniew czy zazdrość, znajduje swój wyraz właśnie w słowach? Naturalnie nie można powiedzieć do nikogo, że jest głupi, nie mając na to żadnego potwierdzenia. Ale nawet mając empiryczne dowody w postaci na przykład wyników testów IQ, czy warto komuś to mówić? Tu znów można posłużyć się homiletycznym przykładem pustelnika, którego nawiedził uczeń, aby mu coś przekazać. Komunikat poprzedzają cztery pytania: 1. Czy jest to prawda? 2. Czy jest to konieczne? 3. Czy jest to dobre? 4. Dlaczego ma być to przekazane? Odsiew dzisiejszego natłoku informacji na podstawie tych pryncypiów mógłby doprowadzić do zamilknięcia niejednej agencji informacyjnej. Ale zanim zacznie się sądzić innych, warto osądzić siebie.
Perspektywa ludzkich myśli i czynów
Na zakończenie pozostała jeszcze myśl, a przecież ani jedno słowo nie padło dotychczas na temat szacunku dla rodziców, świętowania dni ku temu przeznaczonych, nabożności względem Jahwe i jego imienia, nieumiarkowania, chciwości… Rachunek sumienia zaczyna się rozrastać w nieskończoność ludzkich czynów, słów i decyzji codzienności, ale wyznacznik pozostaje zero-jedynkowy. Co było dobre? Co było złe? Początkiem jest chęć refleksji nad własnym życiem. Klasycznie za źródło grzechu uważana jest pycha, pozwalająca na przekroczenie Boskich wyroków. W otaczającej rzeczywistości prym wypadałoby jednak przyznać lenistwu, które w oryginalnym znaczeniu mniej się odnosi do braku aktywności fizycznej, a bardziej do pewnej ociężałości umysłowej. Takiej, która słysząc hasło rachunek sumienia, poddaje się, zamiast walczyć.