Zdrowie psychiczne a chrześcijański cel życia

Współczesne trendy na gruncie psychologii i medycyny akcentują,
że zdrowie psychiczne nie jest jedynie brakiem zdiagnozowanej choroby
czy zaburzenia. Definicja WHO (1948) określa zdrowie jako „stan kompletnego
dobrostanu fizycznego, psychicznego i społecznego, rozumianego
nie tylko jako brak choroby czy niepełnosprawności”.

EWA SOŁTYS

Wrocław

GORDON JOHNSON/PIXABAY.COM

Mamy różne definicje zdrowia psychicznego: medyczne, psychologiczne i socjologiczne. Każda z dziedzin będzie akcentowała inne elementy istotne dla zdrowia psychicznego. Na ogół jednak definicje te bywają nieostre, rodzą wiele wątpliwości.
Przyjrzyjmy się pewnej definicji psychologicznej: „Zdrowie psychiczne jest dynamicznym stanem wewnętrznej równowagi, która umożliwia osobom wykorzystywanie ich umiejętności w harmonii z uniwersalnymi wartościami społecznymi.
Podstawowe umiejętności poznawcze i społeczne; zdolność rozpoznawania, wyrażania i modulowania własnych emocji, a także współczucia dla innych; elastyczność i zdolność radzenia sobie z niekorzystnymi zdarzeniami w życiu i pełnienia funkcji w rolach społecznych; a także harmonijny związek między ciałem a umysłem to istotne składniki zdrowia psychicznego, które przyczyniają się w różnym stopniu do stanu równowagi wewnętrznej” (S. Galderisi, A. Heinz, M. Kastrup). Nie jest jasne, czym są uniwersalne wartości społeczne – wartością jest życie, a łatwo zaobserwować zupełnie skrajne postawy wobec jego ochrony. Trudny do określenia wydaje się też harmonijny związek między ciałem a umysłem. Zdolność radzenia sobie z trudnościami czasem rozwija się… w konfrontacji z trudnościami. Utrzymywanie równowagi łączy się nieraz z chwilową jej utratą.
Podobne zarzuty można wysunąć wobec definicji akcentujących zaspokajanie własnych potrzeb, samorealizację czy dobrostan. Czasem zaspokajanie własnych potrzeb może służyć utrzymaniu wewnętrznej równowagi i zadowolenia – zarazem hamując rozwój osoby i działając na jej szkodę. Wyobraźmy sobie kogoś o dużej potrzebie bezpieczeństwa i znacznym poziomie lęku. Działanie na rzecz zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa zaowocuje spokojem i stabilizacją, ale podtrzyma lęk. Z kolei frustracja potrzeby bezpieczeństwa będzie destabilizującym wyzwaniem, ale pozwoli na konfrontację z lękiem (a to prowadzi do jego zmniejszenia). Łatwo wskazać też sytuacje, w których wierność wyznawanym wartościom będzie psychologicznie trudna – zabieganie o jedność małżeńską mimo pojawiających się konfliktów czy przebaczenie tym, którzy nas skrzywdzili.
Czasem nie są spełnione kryteria zaburzeń psychicznych, jednak można stwierdzić, że człowiek doświadcza trudności psychologicznych, przejawia niedojrzałość w jakimś obszarze, ma problemy adaptacyjne itp. Sytuacje te wymagają wysiłku, rozwoju i stanowią okoliczność naszego dążenia do świętości.
Wokół przyczyn zaburzeń
Choroby psychiczne mają złożoną etiologię. Podejście holistyczne uwzględnia uwarunkowania biologiczne, psychologiczne, społeczne i środowiskowe.
Udział poszczególnych czynników w powstawaniu i przebiegu konkretnych zaburzeń będzie oczywiście różny.
Czasem wystąpienie danego zaburzenia będzie zależało od czynników wyzwalających.
Wyobraźmy sobie osobę, która dotychczas nie cierpiała na depresję, choć w rodzinie były takie przypadki (obciążenie genetyczne).
Dodajmy, że ma niskie poczucie własnej wartości i ambiwalentne relacje ze swoją rodziną pochodzenia. Dotychczas układało jej się nieźle, ale niespodziewanie straciła pracę. Nie mogąc znaleźć zatrudnienia i nie wierząc w swoje możliwości (niskie poczucie własnej wartości), zaczęła popadać w coraz większe przygnębienie i pesymistyczne wizje przyszłości. Brak wsparcia ze strony bliskich dodatkowo wzmocnił negatywizm tej osoby. Po pewnym czasie pojawiła się depresja. Jest to oczywiście obraz uproszczony, nie uwzględnia zasobów i czynników ochronnych. Przykład ten został wymyślony, by pokazać, jak mogą współgrać różne czynniki przy powstawaniu pewnych zaburzeń.

W klasyfikacjach diagnostycznych opisuje się PTSD (Post-traumatic Stress Disorder), czyli zespół stresu pourazowego.
Jest on diagnozowany u osób, które przeżyły wydarzenie o charakterze wyjątkowo zagrażającym (np. kataklizm, porwanie, gwałt, wypadek), doświadczają uporczywego przypominania sobie zdarzenia, przebłysków (tzw. flashbacks), unikają okoliczności przypominających traumę i nie mogą w pełni odtworzyć tego zdarzenia lub utrzymuje się u nich np. nadmierna czujność, problemy ze snem. W przypadku PTSD kluczową rolę ma wydarzenie o charakterze katastroficznym. Na ogół nie mamy na nie wpływu, nie da się go przewidzieć, stąd trudno mówić o jakiejś odpowiedzialności człowieka za powstanie PTSD.
W gestii osoby leży jedynie to, co (w ramach swoich możliwości) zrobi z pojawiającym się zaburzeniem. Podobnie wygląda to w przypadku zaburzeń psychicznych spowodowanych uszkodzeniem lub dysfunkcją mózgu (np. urazy, choroby neurodegeneracyjne) i chorobą somatyczną (np. toczeń, ostra porfiria przerywana).
Przykłady powyżej obrazują, jak złożona może być etiologia zaburzeń psychicznych.
Pokazują też, że niektóre z przyczyn pozostają poza możliwościami oddziaływania człowieka (np. katastrofy, czynniki genetyczne). W związku z tym trudno jest orzekać o odpowiedzialności człowieka w takich przypadkach. Nie oznacza to, że w żadnym przypadku ludzkie działanie nie ma znaczenia dla rozwoju zaburzeń psychicznych. Długotrwałe zaniedbywanie swoich potrzeb fizycznych, świadome szkodzenie sobie przez brak snu i odpoczynku, sięganie po substancje szkodliwe, psychoaktywne, nadużywanie jedzenia czy picia – to nie tylko lista moralnych przewin, ale zarazem czynników sprzyjających występowaniu chorób somatycznych i problemów psychicznych.
Choć zachowania te mogą również być skutkiem pewnych trudności psychologicznych.
Jaki mamy cel?
To co jest, co odkrywamy i napotykamy w naszym życiu, niekoniecznie zależy od nas. Zawsze jednak zależy od nas, co z tym zrobimy – nawet jeśli to dotyczy jedynie naszej postawy czy sposobu myślenia. Jeśli widzę, że jest źle, że notorycznie sobie szkodzę, tylko ode mnie zależy, co z tym zrobię. Podobnie, jeśli nieustannie krytykuję siebie, źle o sobie myślę, narzucam sobie nierealne wymagania – trudno oczekiwać dobrych owoców po takich myślach.
U schyłku życia św. Ludwik Martin podupadł na zdrowiu.
Encefalopatia naczyniowa dała objawy psychiczne – zachowywał się w sposób dziwny, niezrozumiały, znikał.
Umieszczono go w zakładzie Dobrego Zbawiciela w Caen.
Opinia środowiska była jasna: biedny wdowiec postradał zmysły, bo nawet ostatnia z jego córek wstąpiła do Karmelu.
Jednak pan Martin mówił: „Czuję się tu dobrze i przebywam tu z woli Boga. Potrzebowałem tej próby. Wierzę, iż ma ona osłabić moją pychę… Poza tym szerzę wokół mnie wiarę. Wielu potrzebuje nawrócenia. […] Byłem przyzwyczajony do rozkazywania, teraz muszę okazywać posłuszeństwo. To trudne. Wiem jednak, dlaczego dobry Bóg zesłał na mnie tę próbę; nigdy nie doznałem upokorzeń, potrzebowałem ich”. Św. Ludwik Martin przyjął chorobę, która pojawiła się w jego życiu. Nie stracił przez to wiary w Boga. Przeciwnie, wykorzystał trudne okoliczności, by pogłębić swoją relację z Bogiem przez cierpliwe znoszenie cierpienia.
Cel życia chrześcijanina leży poza nim samym. Co więcej, celem tym nie jest jakieś optimum psychologiczne rozumiane jako zupełny brak frustracji. Z perspektywy chrześcijańskiej celem tym jest chwała Boga, dążenie do zbawienia, a nie samorozwój zawężony do Ja. Dążenie to jest czasem trudne, wymagające wysiłku, przezwyciężenia swoich wad bądź uznania własnej słabości i pogodzenia z tym, na co nie mamy wpływu.