Świętość małżeńskiego ciała

Pan Bóg wymyślił małżeństwo jako na wskroś cielesne!
Chrystus, przypominając Boży zamysł, naprawił relację
kobiety i mężczyzny, podnosząc ją do rangi sakramentu.

ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA

Wrocław

Święty Paweł przebywa w domu
Akwili i jego żony Pryscylli.
Grafika, J. Sadeler. Ze zbiorów
Wellcome Library, Londyn

WELLCOME LIBRARY, WELLCOME IMAGES, LIC. CC BY 4.0

Grecja jest krajem bezsprzecznie wyjątkowym – słowa te potwierdzi zarówno przyrodnik, jak i filozof. Jej zróżnicowany krajobraz zadowoli miłośników wyspiarskiego (każdy znajdzie coś dla siebie w archipelagach Dodekanezu czy Cyklad), małomiasteczkowego życia (maleńkie miejscowości półwyspu Mani na Peloponezie), ambitnych wspinaczy (cudne krajobrazy Parnasu i majestatyczny masyw Olimpu), osoby poszukujące ciszy i samotności (może w tajemniczych monastyrach tesalskich Meteorów) czy wymagających turystów, chętnie korzystających z miejskich atrakcji (w Atenach czy Salonikach). Jest jednak w Grecji miejsce wyjątkowe, tam gdzie Morze Egejskie (czyli Zatoka Sarońska) spotyka się z Morzem Jońskim (za pośrednictwem Zatoki Korynckiej).
Mowa o Istmie Korynckim, przez który przez wieki silni marynarze przeciągali swe statki (kanał wodny powstał tu dopiero w 1893 r., choć plany jego wykopania sięgają VI w. przed Chr.), unikając tym samym niebezpieczeństw czyhających u skalistych brzegów Peloponezu i skracając sobie drogę do oraz z Brundisium. Piękno portowych krajobrazów często nie koresponduje jednak z moralnością, z której upadkiem borykali się mieszkańcy niemal nadmorskiego Koryntu. To do tej gminy Paweł kieruje słowa sławiące czystość, zwłaszcza tę cielesną. Wychwala ją do tego stopnia, że nie omieszka również dopiec małżonkom, pisząc: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. I doznaje rozterki.
Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem, i duchem.
Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi” (1 Kor 7, 32-34). Czy rację miała brytyjska, nota bene bardzo płodna, pisarka Taylor Caldwell, przedstawiając Pawła jako człowieka, który swą faryzejską naturą epatował od maleńkości, dlatego nawet w wieku młodzieńczym nie w głowie mu były amory? Czy ta intuicja wyjaśnia niepokojące nas, małżonków, słowa gorliwego apostoła? Czy małżeństwo jest gorszą z dróg do świętości?
Ad fontes
Bóg stworzył małżeństwo wraz z powołaniem do życia ludzkości w wersji męskiej i żeńskiej (Rdz 1, 27) lub, jak to stoi w drugim opisie stworzenia, zaraz po zaistnieniu kobiety (Rdz 2, 22-24). Ta ścisła więź mężczyzny i kobiety ma więc swój rajski rodowód, a wszystko, co złe – wielożeństwo, wykorzystywanie niewolnic w celach prokreacyjnych, rozwody, a nawet lewirat (czyli przejęcie obowiązków małżeńskich przez brata lub najbliższego męskiego krewnego) – wyłoniło się po ludzkim nieposłuszeństwie. Losy małżeństw starotestamentowych już od patriarchów (Rdz 12nn) nie należą z pewnością do poradników z serii „Jak stworzyć szczęśliwy dom”, a ich historie częściej niepokoją, niż służą za wzór. Na szczęście z pomocą przyszedł sam Jezus, uzmysławiając ludzkości, jaki był Boży pomysł na małżeństwo, mówiąc o monogamii i nierozerwalności.
Odkupiwszy ludzkość, Chrystus naprawił również relację kobiety i mężczyzny, podnosząc ją do rangi sakramentu.
Cielesne do szpiku kości
Co więc takiego mogło przeszkadzać Pawłowi w małżeństwie? Być może chodzi o cielesność? Ale przecież Pan Bóg wymyślił małżeństwo jako na wskroś cielesne! Mało tego, że w pierwszym opisie stworzenia autor natchniony posługuje się pojęciami wprost nawiązującymi do seksualności (Rdz 1, 27), czyli, posługując się eufemizmami, przypomina, że człowiek jest samcem i samicą (sic!), to na domiar złego, mówiąc o jedności małżeńskiego ciała, wspomina o hebr. basar (gr. sarx), czyli… ciele fizycznym, a nawet mięsie (!), a nie o osobie.

Małżeńska jedność mężczyzny i kobiety budowana jest w oparciu o relację seksualną – a ta w małżeństwie, o ile naturalna, jest wszak święta! Powróćmy jednak do Pawła i Koryntian i zauważmy, do jakiego napięcia musiało dojść pomiędzy nim a wspólnotą.
W Koryncie spotykają się dwa światy – pierwszy, pałający z powodu Ewangelii gorliwością tak wielką i zazdrosną, że aż wykluczającą możliwość dzielenia życia z kobietą; drugi, naznaczony piętnem seksualnych dewiacji, niewierności i pogańskich kultów promujących nadużycia w sferze intymnej. Doprawdy potężne starcie, niepotrzebujące wyjaśnień w oczekiwanym przez Pawła, rychłym nadejściu Chrystusa! Radykalizm Pawła nie powinien zatem dziwić, zwłaszcza że łagodzi go zaskakujący fakt – w Koryncie apostoł współpracował i mieszkał przecież nie z kim innym, jak z bardzo zaangażowaną parą, Pryscyllą i Akwilą. A nie wydaje się, by tych dwoje wielkich, choć mało znanych świętych miało zły wpływ na Pawłowe postrzeganie małżeństwa.
Nie takie złe, bo… święte!
Apogeum małżeńskiej teologii znalazło się nie gdzie indziej, jak w liście przypisywanym właśnie Pawłowi z Tarsu, skierowanym do gminy borykającej się z podobnymi do Koryntian problemami – do wspólnoty w Efezie.
I choć kult wielkiej macierzy, czy jeśli ktoś woli Artemis-Diany, ostatecznie nie zachęcał do rozwiązłości, grecka mentalność Efezjan bezsprzecznie na nią pozwalała. Tym razem słowa apostoła przybierają formę bardzo przemyślaną i dobrze ułożoną w gatunek tzw. tablic domowych, których ojcem jest sam Arystoteles. Dotyczą one zasad życia domu (oikos), zwłaszcza małżonków, rodziców i dzieci oraz niewolników.
Choć owe „tablice” nie wydają się miłe dla uszu, skoro mówią o poddaniu (wzajemnym! Ef 5, 21), to jednak w wersji oryginalnej zachwycą każdego nie-tylko-teologa. To tam Paweł przypomina o powinnościach męża, który winien żonie miłość agapē, oraz żony, która okazywać powinna mężowi należny szacunek i poddawać się jego ofiarnej miłości (aż do ofiary z życia).
I niech żadnej z Pań nie niepokoją słowa o poddaniu „w bojaźni” – wszak nie o strachu jest tu mowa! A o czym?
O wzajemnym uświęcaniu, ponieważ małżeństwo nie jest postrzegane tylko jako złączenie dwóch ciał (gr. sarkes), ale jedność dwóch osób w jednej sōma (por. Ef 5, 28). Mąż i żona nie są więc już tylko jedną materią, ale małą wspólnotą wszczepioną w większą wspólnotę – w mistyczne Ciało (znów sōma!) Chrystusa.
Choć nieco to skomplikowane, to jednak zaskakująco piękne!
Świętych małżeństw lektura Biblii
Autorzy biblijni zdawali sobie sprawę z trudności zagadnień małżeńskich, dlatego gatunek „tablic domowych/małżeńskich” zagościł również na kartach listów Piotrowych. Apostołowie byli z pewnością świadomi ogromu pokus czyhających na chrześcijańskich małżonków. Czynili więc, co w ich mocy, by poprzez korespondencję zawiłości związane m.in. ze związkami mieszanymi, z przemocą w rodzinie, z zaburzeniem tradycyjnego porządku w niegdyś pogańskim oikos itp. jakoś wyprostować i rozjaśnić. Nas, współczesnych chrześcijan, pozostawili jednak w dość trudnej sytuacji, ponieważ czyha na nas pokusa, by słowa Pisma Świętego czytać pobieżnie i przyjmować bezdyskusyjnie. Trudne i niekiedy gorzkie słowa autorów natchnionych należy tym uważniej studiować, im większy budzą w nas niepokój – a najlepiej czynić to wspólnie, w naszych małżeńskich domowych Kościołach, nie zapominając przy tym, że Wrocław XXI w. różni się nieco od Koryntu z czasów pałającego gorliwością i dlatego bezżennego św. Pawła.