Na straży katedralnego sacrum

Są ludzie, którzy tak bardzo kojarzą się nam z pewnymi miejscami, że we
wspomnieniach stają się jednym. Tak właśnie było z siostrą Sylwiną, zakrystianką
posługującą bez mała 40 lat w katedrze na wrocławskim Ostrowie Tumskim.

KS. MICHAŁ MRACZEK

Wrocław

Siostra Maria Sylwina Małgorzata Licau SSND

ARCHIWUM SSND

Siostra Maria Sylwina Licau SSND przyszła na świat 8 sierpnia 1931 r. we wsi Łowiec, nieopodal Lęborka na Pomorzu Gdańskim.
Pochodziła z rodziny rolniczej, miała dwie siostry i brata. Na chrzcie otrzymała imię Małgorzata. Z domu rodzinnego siostra Sylwina wyniosła szczerą pobożność, nabożeństwo do Matki Najświętszej i znajomość języka niemieckiego.
Droga do zakonu
Powołanie w młodej Małgorzacie rodziło się powoli, pod wpływem rekolekcjonistów odwiedzających pomorską parafię. Do Zgromadzenia Sióstr Szkolnych de Notre Dame wstąpiła 26 września 1957 r., idąc w ślady swych umiłowanych sióstr Trudi i Hildy. Wstępującej do Zgromadzenia Małgorzacie Licau towarzyszyła wdzięczność za łaskę powołania oraz przekonanie o opiece ze strony Matki Najświętszej, z którą „spotkała się” podczas minionych rekolekcji.
Ufała, że to Matka Boża zawiodła ją wprost do Maryjnego Zgromadzenia. Do nowicjatu została przyjęta 2 lutego 1959 r. Przy obłóczynach otrzymała imię Maria Sylwina.
Miała wówczas 28 lat, co stawiało ją w gronie – tzw. późnych powołań. Nie była to częsta sytuacja w tamtych latach. Pierwsze śluby zakonne złożyła 16 lipca 1960 r.
Posługa we wrocławskiej katedrze
Posługę we wrocławskiej katedrze siostra Sylwina rozpoczęła w 1966 r., kiedy Kościół w Polsce świętował Milenium – Tysiąclecie Chrztu. Początkowo pracowała z siostrą Hildelitą, posługującą w katedrze od 1938 r. To właśnie siostra Hildelita, mając świadomość nadchodzącego frontu, możliwych bombardowań i grabieży, ukrywała szaty i paramenty liturgiczne, co z czasem okazało się opatrznościowym działaniem.
Dzięki temu, mimo ogromu zniszczeń katedry, precjoza i vestimenta przetrwały wojenną zawieruchę.

Ze względu na swoje przywiązanie do katedry zdecydowała się zostać we Wrocławiu po wojnie i nauczyła się języka polskiego, by nadal móc wypełniać posługę zakrystianki.
Zarówno siostra Hildelita, jak i siostra Sylwina odznaczały się szczególną dbałością o liturgiczne sprzęty znajdujące się w katedrze. Podczas wypełniania wspólnych obowiązków siostry rozmawiały o historii i przeznaczeniu powierzonych im przedmiotów.
Dyskutowały również o historii Matki Kościołów Śląska. Dzięki temu siostra Sylwina posiadła wiedzę pozwalającą na oprowadzanie osobistości odwiedzających wrocławską świątynię.
Śmiało można dziś powiedzieć, że w dużej mierze jej zasługą jest to, że nasza katedra może się cieszyć tak dobrze zachowanym wyposażeniem. To chyba pod wpływem swojej poprzedniczki była niechętna, by wypożyczać mienie katedralne, nawet jeżeli miała to być muzealna wystawa. W czasach, kiedy spisywanie stosownych umów do tego celu nie było jeszcze tak powszechne i oczywiste jak dziś, było to działanie bardzo roztropne.
Strzegła dostępu do skarbca katedralnego, a jeżeli już ktoś tam wchodził, to tylko w jej obecności. Oznaką największego zaufania ze strony siostry Sylwiny była sytuacja, w której wręczała klucze i prosiła o pomoc w skarbcu.
Bardzo przestrzegała również tego, by najcenniejsze szaty liturgiczne były używane tylko na największe uroczystości.
Szaty były podzielone na te dla kapłanów i na te zarezerwowane tylko dla biskupów. To również dzięki temu najcenniejsze vestimenta zachowały się w tak dobrym stanie. Mimo upływu lat zawsze pamiętała, gdzie znajduje się potrzebny kielich, monstrancja czy ornat. Warto dodać, że nie miała tego nigdzie zapisanego, a szafki nie były w żaden sposób opisane.

Siostra Sylwina we wrocławskiej katedrze

ARCHIWUM „NOWEGO ŻYCIA”

Siostra Sylwina nigdzie nie czuła się tak dobrze, jak w katedralnej zakrystii. Swoim zdecydowaniem i pewnością siebie nieraz zaskakiwała odwiedzających zakrystię kapłanów. Zawsze miała swoje zdanie, którego nie wahała się wypowiadać. Czyniła to nawet w obecności, a czasem wbrew prałackim godnościom.
W swojej posłudze siostra Sylwina miała do czynienia z całymi pokoleniami kleryków. Starsi koledzy, wprowadzając kolejne roczniki, przedstawiali Siostrę jako dość zasadniczą osobę, której należy bezwzględnie słuchać, czyniąc aluzje do jej pruskiego drylu. Siostra Sylwina ceniła, kiedy przychodzący do pomocy w zakrystii klerycy wypełniali zlecone przez nią zadania. Z biegiem czasu lody topniały i okazywało się, że był to wspaniały człowiek o ogromnym sercu. Przed większymi uroczystościami w katedrze ceremoniarze i asysta przychodzili z dużym wyprzedzeniem, nieraz nawet godzinę przed rozpoczęciem liturgii, by pomóc Siostrze wszystko przygotować, a po zakończeniu ceremonii zostawali, by pomóc w sprzątaniu.
Siostra Sylwina zapraszała ich wówczas na przygotowane smakołyki i kubek ciepłej herbaty na pokrzepienie. Taka postawa była prawdziwą szkołą służby, która ukształtowała wiele kapłańskich serc.
Siostra Sylwina była osobą bardzo głęboko wierzącą, niemal cały dzień spędzała w katedrze, a w różnych momentach dnia oddawała się modlitwie. Często można było ją zastać modlącą się. Była również bardzo świadoma swojego zakonnego powołania i obowiązków. W ostatnim roku swojej posługi w katedrze siostra Sylwina, w Środę Popielcową, przed Mszą Świętą o 18.30, upadła w prezbiterium, schodząc ze schodów. Przy upadku Siostrze spadł welon. Pierwsze, co Siostra powiedziała, to nie, żeby jej pomóc wstać, nie wspomniała też, że boli, ale martwiła się, gdzie jest jej welon. Tak głęboko miała w swojej świadomości to, że jako siostra zakonna powinna mieć zawsze zakryte włosy. Mimo trwającej kilka tygodni rekonwalescencji, nałożonego gipsu, każdego dnia przychodziła do zakrystii.
Skarbnica wiedzy
Siostra Sylwina miała ogromną wiedzę nie tylko w zakresie historii katedry i jej wyposażenia.

Nosiła w sobie również żywe wspomnienie wielu biskupów, m.in. kardynała Bolesława Kominka, pierwszego po wojnie Arcybiskupa Wrocławskiego, czy kardynała Stefana Wyszyńskiego, który niejednokrotnie gościł we Wrocławiu. Chętnie wspominała biskupów tworzących historię naszej archidiecezji po 1945 r., jak bp Wincenty Urban czy bp Józef Marek. To co było świadectwem dla kleryków, przygotowujących się do kapłaństwa, to wielki szacunek do każdego biskupa, w którym widziała następcę Apostołów. Takim samym szacunkiem otaczała każdego kapłana; mogła jednego mniej czy bardziej darzyć osobistą sympatią, ale to schodziło na dalszy plan – przede wszystkim miała głęboką świadomość, że to kapłan udziela sakramentów i daje nam Chrystusa. Niezapomniane zostaną również jej spotkania z kardynałem Joachimem Meissnerem. Kiedy odprawiał Mszę Świętą we wrocławskiej katedrze, osobiście pomagała mu przy zakładaniu szat liturgicznych, rozmawiając z nim po niemiecku. Zarówno Eminencja, jak i skromna zakrystianka nie kryli przy tym wzruszenia.
Ostatni etap
Dużym zaskoczeniem była wiadomość, że siostra Sylwina odchodzi do Otwocka. Miało to miejsce w 2010 r.
Posługa w zakrystii była całym jej życiem. To we Wrocławiu upłynęły najszczęśliwsze lata powołania zakonnego siostry Sylwiny. Nie stało się inaczej, po dwóch latach po odejściu z wrocławskiej katedry Pan powołał ją do wieczności.
Miało to miejsce 15 stycznia 2012 r. Siostra Sylwina, która tak bardzo kochała Kościół – zarówno ten powszechny, jak i doczesny – murowany, zmarła w murach kościoła św. Wincentego à Paulo w Otwocku.
Doczesne szczątki Siostry Marii Sylwiny Małgorzaty Licau SSND spoczęły w kwaterze Sióstr Szkolnych de Notre Dame na cmentarzu parafii katedralnej przy ul. Bujwida we Wrocławiu. Na miejscu spoczynku siostry Sylwiny odwiedzający nekropolię mogą dostrzec palące się znicze i świeże kwiaty. Jest to wyraz wdzięczności tych, którym dane było spotkać tę niezwykłą osobę w swoim życiu.