Osobność

W każdym stanie życia, w każdym wieku, w różnym
stopniu: potrzebujemy ludzi. Oczywiście nie wszyscy
tak samo. Są ludzie, którzy świetnie funkcjonują
w samotności. Wybierają dystans i tego dystansu bronią.

JOANNA NOSAL

Oława

PIXABAY.COM

Dopóki jednak nawiązują i podtrzymują relacje z innymi – dopóki jest to wybór, a nie przymus – jest to akceptowalny styl życia. Większość wybiera jednak bycie między ludźmi jako stan codzienny i naturalną kolej rzeczy. Dobierają się w pary, zakładają rodziny, wychowują dzieci, budują związki rodzinne, zawodowe, koleżeńskie, przyjacielskie, grupy wspólnych zainteresowań, kręgi religijne – różne przynależności o różnej intensywności zaangażowania.
Trudy dojrzewania w człowieczeństwie
Rozwijając się i dojrzewając w swoim człowieczeństwie, każdy – prędzej czy później – doświadczy kryzysu. Stanie wobec wielkiego pytania o to, kim jest jako JA, wobec Drugiego, wobec tajemniczego TY. Dzieci uczą się przestrzegania zasad broniących granic wolności własnych i cudzych. Prędzej czy później doświadczają zderzenia własnych pragnień – z równorzędnymi i równie ważnymi – pragnieniami drugiej osoby. Dlaczego moje JA – nie jest ważniejsze od tego drugiego ja?
Dlaczego nie mogę zawsze i wszędzie przeprowadzić własnej woli i mojego „ja chcę!”? Dlaczego są sytuacje, w których należy ustąpić, odstąpić, oddać, poddać się, uchylić? Uczy się tego każde dziecko w rodzinie, dziecko w grupie, nastolatek, a potem dorosły.
Nigdy nie umiemy raz na zawsze, bo ciągle spotykamy nowe światy: zupełnie nowych ludzi, z których każdy jest równie jak JA cenny i wartościowy. I ta nauka będzie trwała całe życie.
Jedyna droga – Jezus
Niezależnie od tego, jaki stan życia wybieramy – droga do przejścia jest bardzo podobna. Bo to Jezus jest jedyną drogą. I tylko przez Niego wejdziemy do Królestwa. Życie każdego z nas – choć przebiega tak różnie od życia innych – jest poszukiwaniem tej Jedynej Drogi.
Jeżeli towarzyszy Ci żona – to choć szukacie razem – każde z Was znajduje osobno. Droga małżeńska (tę znam najlepiej) jest najprostszą z możliwych.
To nie znaczy: najłatwiejszą. Żadna nie jest łatwa. Małżeńska jest prosta, bo zawsze masz obok siebie kogoś, kto cię skoryguje. Nie utkniesz w iluzji własnej doskonałości, wystarczalności, skończoności…
Masz w pakiecie cały zestaw osób, które codziennie przywrócą cię do rzeczywistości, wytrącą z samozadowolenia, z uporu, z zacietrzewienia, z lenistwa, z chciwości, z terytorialności, zaborczości i wszystkich wad głównych i pobocznych. Czy skorzystasz z tej pomocy – zależy oczywiście od ciebie. Ale pomoc jest. O ile trudniej jest singlom!
Oni muszą mierzyć się ze swoim człowieczeństwem w pojedynkę.

Niestety może to prowadzić do deformacji – jeśli nie poddadzą się dobrowolnie kierownictwu, a przynajmniej – towarzyszeniu kogoś, komu pozwolą na krytykę. Życie we wspólnocie – jakiejkolwiek – zabezpiecza (z założenia) przed popadnięciem w błąd, przed zejściem z drogi, jaką jest Jezus. Ale – jak wiadomo – to tylko pobożne życzenia. Zarówno we wspólnocie, w małżeństwie, w singielstwie… wszędzie jesteśmy narażeni na to, że obronimy się przed Jezusowym wezwaniem do całkowitej przemiany życia – z miłości do Boga i drugiego człowieka. Każdy podejmuje tę decyzję sam i ma szansę podjąć ją wielokrotnie w ciągu życia – bo ciągle dostaje drugą szansę.
Kryzys wezwaniem do przemiany
W małżeństwie takimi szansami są zwykle kryzysy, które są nie do uniknięcia. Nikt nie chce kryzysu. To boli, niekiedy rozszarpuje na strzępy, rani nie tylko tych najbliższych, ale wszystkich w okolicy. Kryzys to kryzys.
Sytuacja graniczna. Dojście do muru własnych możliwości, pokładów cierpliwości, sprawdzenie znaczenia słów i deklaracji. To coś, czego sobie nie życzymy – z całego serca wolelibyśmy nie przeżywać. Jednak to wtedy ujawniają się nasze prawdziwe motywacje, spadają maski, wypowiadamy słowa, które wolelibyśmy przemilczeć, i słyszymy słowa, które zadają nam ból. To wtedy przekonujemy się, do czego jesteśmy zdolni, i widzimy możliwości naszych najbliższych. Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono – oto sytuacja sprawdzająca i generująca wzrost. Bo kiedy kryzys mija – jesteśmy inni. Boleśnie zdjęta stara skóra okazuje się nieprzydatną wylinką, która uciskała nasze nowej JA – domagające się zupełnie innej powłoki dla zupełnie nowej jakości.
Wiele osób nie wytrzymuje kryzysu.
Myślą, że ból, który przeżywają, jest nie do wytrzymania i uciekają – odchodzą od męża, opuszczają zakon, zdejmują sutannę. Szukają nowej drogi, bo ta okazała się za trudna – nie do wytrzymania! Straszna strata czasu! Bo wchodząc na nową drogę – znowu dojdziesz w to miejsce! Ten kryzys, który okazał się zbyt wielki – jest konieczny, byś dowiedział się, kim jesteś! Ty SAM!
Byś przekonał się, do czego jesteś zdolny, jakie są Twoje możliwości – dokąd zmierzasz i kim mógłbyś się stać – gdybyś współpracował ze swoim Stwórcą.
A ponieważ Bogu zależy na Tobie – znowu tam dojdziesz.
Więc dla własnego dobra: nie uciekaj! Spotkaj się ze sobą. Dowiedz się – kim jesteś. Kim są Twoi Bliscy. Dowiedz się, do jakich wielkich rzeczy jesteście powołani i zapraszani.