KS. ADAM CZTERNASTEK

Czepielowice

Idę…

Jeszcze pamiętamy czasy słusznie minione, kiedy był przymus uczestniczenia w wyborach.
W Europie Zachodniej są kraje (choćby Belgia), w których uczestnictwo w wyborach jest obowiązkowe, a nieoddanie głosu jest obłożone grzywną. Przed nami kolejne wybory, bardzo nam bliskie. Bo przecież wybierać będziemy tych, którzy tworzyć będą swoimi decyzjami nasze „otoczenie”, pięknie nazywane „małą Ojczyzną”. A jednak tak wielu się nie chce. Przyczyn jest zapewne też wiele i każdy jakoś uzasadni, dlaczego nie oddał głosu.
Samo stwierdzenie „oddać głos wyborczy” jest pozytywne i powinno być bodźcem dla niechętnych wyborom.
Każdy z nas ma w takiej sytuacji przysłowiowe „swoje pięć minut”. Poprzez wrzucenie karty do głosowania do urny oddaję głos, jestem ważny, bo mój głos właśnie teraz jest brany pod uwagę. Nie mam innej możliwości zabrania głosu w debacie, a różnych debat jest sporo. Ale mnie tam nie ma.
To właśnie teraz mogę oddać głos za tym, z czym się utożsamiam. I to jest mój wolny wybór. Przede wszystkim jednak biorę odpowiedzialność za „dobro wspólne”. O tym uczył nas Jan Paweł II.
Mamy zatem okazję pokazać, jak naszego Wielkiego Świętego słuchaliśmy.
Dlatego idę, tak jak to robiłem przez wszystkie lata, przede wszystkim po przemianach 1989 r.
Chociaż niekiedy wyniki wyborów mogą nas zaskakiwać, bo wygrał ktoś, kto nie był naszym faworytem, jednak nie straciliśmy szansy, aby oddać głos. I do tego powinniśmy się wspólnie zachęcać. Każdy każdego, nie pytając o preferencje wyborcze, ale zachęcając do obecności przy urnie.
A czy Kościół powinien też to robić? Oczywiście że tak. Zachęcanie do spełnienia swojego obywatelskiego obowiązku nie jest mieszaniem się do polityki. To jest przejaw odpowiedzialności za te wspólnoty, w których wspólnoty kościelne funkcjonują. Dlatego razem spotkajmy się w miejscach, w których będę miał możliwość powiedzenia mojego TAK. TAK, IDĘ…