KS GRZEGORZ SOKOŁOWSKI

redaktor naczelny

Demokracja

Rządy ludu, przez lud, dla ludu” – tak zdefiniował demokrację prezydent Stanów Zjednoczonych Abraham Lincoln. Złożoność tej niby prostej definicji pokazuje, jak skomplikowane jest rozumienie demokracji. Tym bardziej, gdy do rozważań teoretycznych dodamy problemy praktycznych ograniczeń, to już nie będzie łatwo zrozumieć demokracji. W demokracji elity nieustannie konkurują o wpływy i poparcie wyborcze, co powoduje często nieskuteczność w dążeniu do dobra wspólnego, gdyż dobro większości może być różne od dobra wspólnego. Może też się zdarzyć, że ustalony przez większość cel zostaje narzucony całej społeczności politycznej. Państwo wykluczające część osób z procesu stanowienia prawa, któremu będą podlegać obywatele, przestaje być państwem demokratycznym.
Ludzie nie mogą podjąć prawomocnej decyzji, nawet jeśli zrobiliby to zgodnie z procedurą demokratyczną, by pozbawić się praw, które są konstytutywnym elementem demokracji. Demokracja ma zapewnić więcej autonomii większej liczbie ludzi niż jakikolwiek inny system.
Coraz częściej można spotkać wprzęgnięcie w procedury demokratyczne demagogii, czyli pozyskiwania zwolenników poprzez odwoływanie się do ich emocji, oczekiwań, składanie nierealnych obietnic. Często jest to schlebianie najniższym gustom, wpływanie na opinię publiczną poprzez działanie obliczone na szerokie poparcie, poklask. Czy nie jest to zatem wyzbycie się wartości, a jak pisał Jan Paweł II: demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm. Kościół, poprzez swoją naukę społeczną, broni porządku demokratycznego przez promowanie społeczeństwa obywatelskiego jako przestrzeni, w której prowadzona jest działalność społeczna wielu osób. Jest ono rzeczywistością, która czyni obywateli wzajemnie odpowiedzialnymi, sprawia, że czują się wspólnotą, dzięki której człowiek jest gotowy ofiarować swoje zdolności dla innych.