Warto…


przeczytać

Radujmy się bracia w Panu!

Katolik wpisuje się w powszechnym wyobrażeniu jako neurotyk szepczący pacierze z udręczonym obliczem. I tu wkracza James Martin ze swoją książką Radość życia.
To najnowsza pozycja amerykańskiego jezuity. Ukazała się nakładem Wydawnictwa Św. Wojciecha w Poznaniu w 2017 r. Autor rozprawia się z ponuractwem, radośnie piętnując postawę uduchowionego ponuraka. Pokazuje powody posępności w Kościele, próbuje je zrozumieć i jednocześnie wyeliminować, by wreszcie ustanowić miejsce wesołości w religii w ogóle. Pomaga uporać się z obrazem Boga jako surowego sędziego. Pokazuje, że zabieganie o osobiste zbawienie nie musi odbywać się z nieustannym „lękiem i drżeniem”. Uczy, że powinniśmy bardziej skupiać się na cnocie, a nie grzechu. Uzmysławia, że święci byli ludźmi wesołymi. Wszak świętość przybliża nas do Boga, a trudno o większy powód do radości. Martin chce wdrożyć radość w życie duchowe, choć oczywiście pierwszym krokiem jest humor w życiu samym w sobie. Dzieli się własnymi spostrzeżeniami, ale też odwołuje się do mądrości żydowskich, buddyjskich czy muzułmańskich.
Wskazuje to na uniwersalizm religijnej radości. Pomiędzy rozdziałami przeprowadza refleksje nad fragmentami ST i NT. Trzy ustępy Pisma: psalmisty, św. Łukasza i św. Pawła są swoistą autoryzacją radości w chrześcijaństwie.
Książka ta doskonale wypełnia lukę, którą wszyscy trochę nieopatrznie stworzyliśmy. Dzięki niej zobaczymy Boga, który potrafi „puścić do nas oko” i czasem nas z humorem zdyscyplinować. Przed nami beztroskie lato. Zakosztujemy „popołudni bezkarnie cytrynowych”. Martin to doskonała lektura na ten radosny czas. Na koniec żart z książki.
W domu generalnym jezuitów w Rzymie stoi figura św. Ignacego Loyoli, a pod rzeźbą są słowa, które wypowiedział on do św. Franciszka Ksawerego: „Idź i rozpal świat”. Obok rzeźby na ścianie wisi gaśnica. Przeczytajcie Martina! Życie jest radością, a radość życiem!

AGNIESZKA BOKRZYCKA


obejrzeć

Miłość to wojna

Najnowszy film Pawła Pawlikowskiego można by nazwać dziełem kompletnym. Jest doskonale wyreżyserowany, co doceniło jury festiwalu w Cannes, nagradzając Polaka Złotą Palmą. Dzięki temu Zimna wojna już jest legendą, a w historii polskiego kina reżyser i jego dzieło zostaną zapisane złotymi zgłoskami. Co jest aż tak zachwycającego w tym filmie? W pierwszej chwili uwagę przyciąga tytuł.
Wskazuje bowiem na okres historyczny, który większa część naszego społeczeństwa przeżywała świadomie.
Jest on związany z komunizmem, który nasz naród musiał znosić przez lata, będąc pod wpływem ZSRR. Myślę, że rok 2018 jest dobrym momentem do rozważań o tematyce niepodległościowej, do których zmusza nas Pawlikowski.
Tu jednak niepodległość przechodzi z gruntu polityczno-historycznego na obszar relacji między dwójką głównych bohaterów. Noszą oni imiona rodziców reżysera, co wskazuje na jego bardzo intymne zaangażowanie w dzieło. Jest to najbardziej osobisty film Polaka. Zazwyczaj tego typu filmy są pewnym podsumowaniem twórczości, dziełem życia, testamentem. Czy tak będzie i tym razem? Czas pokaże. Innym elementem, który daje do myślenia, jest muzyka. Ilustruje kolejne etapy przechodzenia w głąb.
Teksty piosenek są nadzwyczaj wymowne w kontekście sytuacji głównych bohaterów. Tym jednak, co spaja nie tylko kolejne sceny, ale także aktorów, jest wątek miłosny.
Przedstawioną na ekranie miłość między kochankami można przyrównać do wojny, która toczy się nieustannie pomiędzy namiętnościami a rozsądkiem. Uczucie staje się tu czymś więcej niż tylko sumą wyrafinowanych kalkulacji.
Jest nieustanną walką, co nadaje całemu dziełu wymiaru tragicznego. Bohaterowie stają się przez to postaciami dramatycznymi. W tym kontekście rodzi się pytanie o miłość, jej korzenie, o to, co sprawia, że wciąż istnieje, ale też o jej kres. Warto się nad tym zastanowić, warto na to spojrzeć przez pryzmat wolności.

MICHAŁ ŻÓŁKIEWSKI


zwiedzić

W skalnych labiryntach Gór Stołowych

MATERIAŁY PRASOWE URZĘDU MARSZAŁKOWSKIEGO WOJ. DOLNOŚLĄSKIEGO

To jedyne takie góry w Polsce. Wielu twierdzi, że wręcz bajkowe. Spacerując pod kapeluszami skalnych grzybów, przeciskając się między wysokimi pionowymi ścianami, chodząc po wyglądającym jak wielki płaski stół szczycie Szczelińca Wielkiego (na zdjęciu) czy depcząc w dole po miękkich mchach, wydaje się, że jesteśmy w krainie baśni.
Takie są właśnie Góry Stołowe w północno-zachodniej części ziemi kłodzkiej. Niezbyt wysokie, łatwo dostępne, ze świetnie rozwiniętą siecią szlaków turystycznych i z dobrą bazą noclegową – idealnie nadają się na piesze czy rowerowe wędrówki.
Źródeł oryginalnego kształtu Gór Stołowych należy szukać w fascynujących zjawiskach geologicznych sprzed prawie 100 milionów lat, kiedy było tu morze. Zresztą nie tylko tu – pod wodą znalazł się zarówno obszar, na którym dziś mamy Sudety, jak i niemal całe terytorium naszego kraju. W wodzie zaczęły się odkładać grube warstwy piasku, które w ciągu kolejnych milionów lat stały się skałą, piaskowcem z naprzemiennie ułożonymi warstwami twardszych i bardziej kruchych skał. Po ustąpieniu morza na skutek różnych procesów geologicznych (górotwórczych, wietrzenia i erozji) słabsze skały uległy zniszczeniu, a te, które oparły się mrozowi, wodzie i wiatrowi, zaskakują teraz np. płaskim niemal jak stół szczytem (Szczeliniec Wielki). Podobnym procesom zawdzięczamy powstanie innych form w Górach Stołowych. Podczas ruchów tektonicznych kształtowały się pionowe spękania i gdy ich gęsta sieć zamieniała się w szerokie szczeliny, zwarta początkowo skała piaskowca przekształcała się w pojedyncze skałki, a wietrzenie usuwało mniej odporne jej dolne fragmenty, pozostawiając czapę grzyba w górnej części. I tak możemy podziwiać w Górach Stołowych skalne grzyby. Większe zaś nagromadzenie skałek ze szczelinami, dodatkowo pogłębionymi przez wodę i wdzierającą się roślinność, dało początek labiryntom (Błędne Skały).
Piękno tego miejsca dla turystyki odkryto pod koniec XVIII w. podczas planowania sieci fortyfikacji wzdłuż ówczesnej granicy prusko-austriackiej. Wzrost popularności Szczelińca wiąże się z zainteresowaniem przyrodą w epoce romantyzmu, bliskością miejscowości uzdrowiskowych (Duszniki-Zdrój, Kudowa-Zdrój i Polanica-Zdrój), a także wizytami wybitnych polityków i ludzi kultury,

m.in. Fryderyka Wilhelma II i Fryderyka Wilhelma III, J.W. Goethego i J. Quincy Adamsa, późniejszego prezydenta USA.
Przyczyniły się też do tego opisy Gór Stołowych pojawiające się w wydawanych wtedy wspomnieniach z podróży czy pierwszych przewodnikach. Ruch na Szczelińcu wzrastał i już w 1804 r. zaczęto pobierać od turystów opłaty za wejście na szczyt (4 gr od dorosłych, 2 gr od dzieci i służących), z których finansowano budowę schodów (najpierw drewnianych, potem 665 kamiennych, służących do dziś), ścieżek i poręczy, punktów widokowych, np. na skale Fotel Pradziada.
W poł. XIX w. wybudowano na szczycie Szczelińca Wielkiego schronisko, stylem nawiązujące do szwajcarskich schronisk górskich, służące turystom do dziś. Gdy już do niego dotrzemy, widok wynagrodzi nam wszelkie trudy.
Na Szczelińcu zachwyci nas różnorodność form skalnych oraz liczne tarasy widokowe. To tutaj znajduje się Tron Liczyrzepy – najwyższy punkt Szczelińca – oraz inne, równie chętnie fotografowane formy skalne o baśniowych kształtach: Małpolud, Kwoka, Słoń, Kaczęta, Wielbłąd. Wielkie wrażenie robią długie, wąskie, przepaściste szczeliny Piekiełka. Trzeba zaznaczyć, że w mrocznych czeluściach Szczelińca Wielkiego nieraz przez cały rok może zalegać śnieg i warto wziąć ze sobą cieplejsze ubrania, nawet gdy na dole panuje upał.
Labirynt Błędnych Skał to trasa wijąca się mrocznymi szczelinami, wąskimi przesmykami i pomiędzy skalnymi grzybami. Wiedzie po drewnianych kładkach, wymaga poczucia humoru, gdy będziemy wciągać brzuchy przeciskając się przez wąskie przejścia, pochylać się pod niskimi skałami, czasem przykucać… I tak przez 40 min wędrówki.
Podsumowując: Góry Stołowe to miejsce, które potrafi zachwycić. Doceni je każdy, kto kocha przyrodę i wypoczynek.
W najbliższych okolicach warto wstąpić do Wambierzyc, zwanych śląskim Jeruzalem, do pięknej bazyliki – Sanktuarium Matki Bożej Wambierzyckiej Królowej Rodzin.

umwdTekst ADAM PACZEŚNIAK
MATERIAŁ PRZYGOTOWANY
PRZEZ WYDZIAŁ PROMOCJI
WOJEWÓDZTWA