Od ochrony życia do zasady społecznej, cz. 3

Zasada ochrony życia wynika w Nauce Społecznej Kościoła z zasady
niezbywalnej godności każdego człowieka.

RADOSŁAW MICHALSKI

Wrocław-Florencja

Kara powinna prowadzić do zrozumienia przez
skazanego błędów, poprawy poprzez resocjalizację
i powrotu do społeczeństwa po odbyciu kary

ALEXANDRE VANIER/PIXABAY.COM/FOTOMONTAŻ MWM

Według Nauki Społecznej Kościoła życie powinno być chronione na każdym jego etapie. Istnieje silny społeczny konsensus dotyczący ochrony życia w sensie generalnym. Są jednak wyjątki od tego konsensusu: aborcja, eutanazja, obrona konieczna i kara śmierci.
Pierwsze trzy omówiliśmy w poprzednich numerach „Nowego Życia”. Ostatni z wyjątków od konsensusu, tj. kwestia kary śmierci, wydaje się uregulowana przez prawo państwowe. W krajach europejskich (wyjąwszy Białoruś) nie jest ani zasądzana, ani tym bardziej wykonywana, jednak pojawia się jako postulat polityczny.
Kara śmierci
Trudno we współczesnym rozumieniu nawet nazwać ją karą. Na tę składają się bowiem zarówno wymierzenie sprawiedliwości, jak i zarazem szansa poddawanego karze na poprawę swojego życia. Współcześnie duży nacisk kładzie się na ten drugi element. Kara powinna prowadzić do zrozumienia przez skazanego błędów, poprawy poprzez resocjalizację i powrotu do społeczeństwa po odbyciu kary.
Trudno mówić o takiej szansie w przypadku kary śmierci.
Zdajemy sobie jednak sprawę, że istnieją osoby, których resocjalizacja wydaje się niemożliwa, a przynajmniej co do których istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, graniczące z pewnością, że po odbyciu kary podejmą na nowo zbrodnicze działania. Mowa tu o szczególnie brutalnych zbrodniarzach, głównie mordercach czy terrorystach.
Innymi słowy, chodzi o osoby, które ze względu na wagę popełnianych czynów i przewidywalną niezdolność do poprawy będą musiały być odseparowane od społeczeństwa na całe swoje życie. Przy czym samo odseparowanie jest jeszcze czym innym niż sama kara śmierci.
Ważnym argumentem przeciwko niej może być choćby niedawna i głośna sprawa Tomasza Komendy. Oskarżony o gwałt i morderstwo, skazany prawomocnym wyrokiem spędził w więzieniu 18 lat. Sprawa morderstwa 15-latki w Miłoszycach, za którą trafił do więzienia, była wyjątkowo głośna ze względu na okrucieństwo sprawcy. Nietrudno sobie wyobrazić, że przy podobnej presji społecznej towarzyszącej tej bulwersującej sprawie jeszcze kilkadziesiąt lat temu sprawca mógłby zostać skazany na śmierć. Tymczasem dzisiaj pojawiły się poważne, a ignorowane wcześniej dowody na potwierdzenie niewinności skazanego oraz wskazujące na świadome niedopatrzenia ze strony prokuratury, która koniecznie chciała sprawę zamknąć.
W przypadku orzeczenia i wykonania kary śmierci najprawdopodobniej dziś nikt już nawet nie ruszyłby akt sprawy i nie zrehabilitował niesłusznie skazanego człowieka, nie mówiąc o tym, że nie dałoby się przecież przywrócić mu życia. Ten właśnie argument „jednego niewinnego” jest moim zdaniem wystarczający do opowiedzenia się przeciwko takiej karze w sensie generalnym.
Stanowisko Kościoła
Kościół w nauczaniu skierowanym do wierzących, choć nie zakazuje całkowicie kary śmierci, to jednak obwarowuje ją bardzo silnymi zastrzeżeniami.

Kluczowe są te zapisane w katechizmie (p. 2267) w słowach: „Kiedy tożsamość i odpowiedzialność winowajcy są w pełni udowodnione, tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. Jeżeli jednak środki bezkrwawe wystarczą do obrony i zachowania bezpieczeństwa osób przed napastnikiem, władza powinna ograniczyć się do tych środków, ponieważ są bardziej zgodne z konkretnymi uwarunkowaniami dobra wspólnego i bardziej odpowiadają godności osoby ludzkiej”. Oznacza to, że owszem, można sobie wyobrazić sytuację, w której dla bezpieczeństwa innych ludzi trzeba będzie odebrać życie skazanemu, ale tylko wówczas, gdy odseparowanie go nie będzie z jakichś względów możliwe, a jego przebywanie poza miejscem odseparowania nie może być stale i skutecznie kontrolowane.
Możliwe wydają się tylko dwa takie przypadki: konflikt zbrojny lub poważny kataklizm czy klęska żywiołowa.
Od „kultury śmierci” do „kultury życia”
Pojęcie szacunku do życia ludzkiego jest, jak pokazał opisywany „konsensus”, problemem złożonym, szczególnie we współczesnej debacie publicznej. O ile każdy normalny człowiek zgodzi się, nawet odruchowo, że nie możemy zabijać innych ludzi, o tyle przedstawione tu „wyjątki” od takiego myślenia wskazują na konieczność pracy organicznej i uświadamiającej – czym jest życie i jaką wartość stanowi.
Ważna w tym jest wychowawcza rola prawa. Samo jednak prawo nie zmieni sposobu myślenia o człowieczeństwie.
To długofalowy projekt zmieniania kultury, jak pisał Jan Paweł II w Evangelium Vitae, od „kultury śmierci” w stronę „kultury życia”. Swoje słowa kierował do wszystkich członków Kościoła, wzywając ich do zaangażowania się na rzecz zmiany kultury myślenia.
Nie tylko można, ale i trzeba prowadzić pracę na rzecz zmian na płaszczyźnie niereligijnej, nieocierającej się o przestrzeń wiary, tak aby pokazać, że problem, o którym mówimy, jest w istocie problemem antropologicznym, a nie religijnym (choć także religia daje nań odpowiedź). W ten sposób nie wykluczymy z dialogu osób uznających się za niewierzące i odrzucających wszystko, co ma religijne podwaliny. Pamiętajmy, że Katolicka Nauka Społeczna zwraca się do wszystkich, opierając się na tym właśnie przekonaniu, że są w człowieku prawdy wyryte tak głęboko, że może je odnaleźć i zrozumieć, nawet nie odnalazłszy Boga i wiary, lub też postrzegając te sprawy inaczej.
Z zasady ochrony życia wynika kolejna tzw. zasada społeczna, która mówi o tym, że nie wystarczy uznać, iż życie ludzkie ma niezbywalną wartość, ale trzeba też zrozumieć, że odbywa się ono i kształtuje w wymiarze społecznym.
O tym, na czym ów wymiar polega, przeczytamy w kolejnym numerze „Nowego Życia”.