By każdy mógł się rozwijać

O znaczeniu Uniwersytetu dla rozwoju regionu i Polski,
zbliżających się zmianach w szkolnictwie wyższym
oraz współczesnych studentach
z prof. Adamem Jezierskim,
rektorem Uniwersytetu Wrocławskiego,
rozmawia

WOJCIECH IWANOWSKI

„Nowe Życie”

Empora muzyczna w Auli Leopoldyńskiej
Uniwersytetu Wrocławskiego

AGATA COMBIK/FOTO GOŚĆ

Wojciech Iwanowski: Magnificencjo, Panie Rektorze, spotykamy się w niezwykłym czasie dla wrocławskiego Papieskiego Wydziału Teologicznego, kiedy to przeżywa on 50. rocznicę wznowienia studiów akademickich teologii we Wrocławiu. Dzieje Wydziału Teologicznego we Wrocławiu są nierozerwalnie złączone z historią Akademii Leopoldyńskiej – późniejszego Uniwersytetu Wrocławskiego. Co dziś łączy Papieski Wydział Teologiczny i Uniwersytet Wrocławski?
Prof. Adam Jezierski: Oczywiście łączy nas historia. O niej wciąż pamiętamy.
Wydział Teologiczny był pierwszym wydziałem Akademii Leopoldyńskiej.
Po połączeniu z Uniwersytetem Viadrina były nawet dwa wydziały teologii: katolicki i ewangelicki. Były to dwa silne wydziały teologiczne, prowadzące ze sobą ciągłą dyskusję. Za to należy się im chwała. Nie było mowy o sporze, ale o konstruktywnym dialogu.
O tym wszystkim pamiętamy. A co dziś nas łączy? Wiele wspólnych inicjatyw.
Przede wszystkim konferencje naukowe.
Bardzo intensywnie współpracuje z teologią nasza filozofia. Bardzo wysoko sobie cenię tę współpracę. Uważam, że teologia i filozofia są na zawsze złączone.
Nie wolno ich rozdzielać.
Świadectwem dobrej współpracy jest wykład inauguracyjny, jaki dane mi było wygłosić podczas rozpoczęcia roku akademickiego na Papieskim Wydziale Teologicznym. Uniwersytet Wrocławski i Papieski Wydział Teologiczny uczestniczą we wszystkich inicjatywach wrocławskiego środowiska akademickiego.
Znaną płaszczyzną współpracy jest Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola. Akurat na uniwersytecie w Opolu jest Wydział Teologii, u nas go nie ma.

Należy zaznaczyć, że żadne poważne rozmowy na temat połączenia Papieskiego Wydziału Teologicznego i Uniwersytetu Wrocławskiego się nie toczą. Sądzę jednak, że współpraca konferencyjna i wydawnicza – to co stanowi sedno nauki – rozwija się właściwie.
Wiemy, co nas łączy. A co dziś dzieli 
obie uczelnie?
Nasza uczelnia jest zdecydowanie większa niż Wydział Teologiczny. Choć niektóre kierunki się pokrywają, jak pedagogika czy filozofia. Nie jest to konkurencja, raczej się uzupełniamy.
Chciałbym zaznaczyć: bardzo cenimy sobie współpracę z PWT na wielu polach.
Administracyjnie jesteśmy dwiema uczelniami i to zapewne się nie zmieni. Jednak teraz otwiera się perspektywa tworzenia federacji i prowadzenia wspólnych działań naukowych.
Choć to zależy od losów nowej ustawy.
Ostatnimi czasy media donosiły o restauracji historycznych wnętrz Uniwersytetu.
Z czego uczelnia może być dumna w wymiarze materialnym?
W tej chwili prowadzimy prace w Auli Leopoldyńskiej – naszej reprezentacyjnej sali, w której odbywają się uroczystości akademickie. Jest to dość kosztowne przedsięwzięcie. Jak do tej pory, głównie dzięki pomocy finansowej miasta Wrocławia i innych dotacji, udało się wyremontować część Auli. To wyjątkowe miejsce jest pełne symboliki, nie tylko akademickiej, ale i mitycznej, biblijnej oraz historycznej.
To swoista wizja stworzona przez jezuitów, będąca nie tylko świadectwem epoki, ale także otwartości pierwszego uniwersytetu z 1702 r. Warto się zastanowić, czy jesteśmy spadkobiercami tamtych – Leopoldyny i Viadriny – uczelni. Do pewnego stopnia tak.
Wystarczy spojrzeć na gmach uniwersytecki i wciąż żywe tradycje. Fakt, była inna organizacja państwowa. Musimy jednak o tej przeszłości pamiętać.

Przez lata uczelnia dorobiła się wielu noblistów i wybitnych naukowców. W czym przoduje obecnie?
Tutaj należy sięgnąć do rankingów polskich i międzynarodowych. Oczywiście nie ujmują one wszystkiego.
W polskim rankingu Komitetu Ewaluacji Jednostek Naukowych wysoko notowane są wydziały: Biotechnologii, Nauk Historycznych i Pedagogicznych, Chemii, Fizyki i Astronomii, Matematyki, Informatyki oraz Prawa. W rankingach międzynarodowych, gdzie ocenia się dziedziny, wysoko notowana jest nasza fizyka teoretyczna, która ma bardzo duży dorobek, jeśli chodzi o ważne publikacje międzynarodowe. Ponadto wysoko notowana jest chemia, biotechnologia, matematyka i archeologia.
Warto zaznaczyć, że według założeń nowej ustawy także w naszej ojczyźnie mają być klasyfikowane dyscypliny naukowe, a nie wydziały. Uczyni to obraz polskiej nauki bardziej klarownym.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego szykuje się do wprowadzenia reformy funkcjonowania wyższych uczelni, o której wspomniał już Pan Profesor. Co dziś jest największym problemem uczelni? Jaka jest kondycja współczesnego Uniwersytetu?
Okażę się materialistą, bo zacznę od pieniędzy. Nauka jest wyraźnie niedofinansowana. Niedawno miałem okazję być w Dreźnie, na zaproszenie rektora tamtejszego uniwersytetu. Dotacja jest tam blisko pięciokrotnie wyższa od naszej, przy podobnej wielkości uczelni. Wrażenie robi np. poziom dofinansowania biblioteki. Okazuje się, że nie jest ona w stanie wydać całej kwoty dotacji. U nas sytuacja jest odwrotna.
Biblioteka generuje ogromny deficyt, a problem mamy nawet z samym przeniesieniem zbiorów do nowych pomieszczeń. Mamy więc do czynienia z permanentnym niedofinansowaniem nauki. Tak jest od lat. Co gorsza, w związku z procedowaniem nowej ustawy żyjemy teraz w pewnym zawieszeniu, także jeśli chodzi o finanse.
Dużego dofinansowania z pewnością nie będzie, ale jeżeli Ministerstwo chce widzieć awans polskich uczelni w różnego rodzaju rankingach, to wzrost nakładów na naukę jest konieczny. Dla porównania – budżet Uniwersytetu Harvarda jest równy nakładom na całą naukę w Polsce…
Oczywiście są też sprawy, które nie są bezpośrednio związane z pieniędzmi. Na przykład kwestia współpracy.
Znów odwołam się do przykładu Drezna. Istnieje tam organizacja skupiająca wszystkie placówki naukowe Drezna.

Wszystkie one ze sobą współpracują, często zresztą bezgotówkowo. Wiadomo, że konkurencję można albo zwalczać, albo z nią współpracować. Zawsze twierdziłem, że ta druga metoda jest lepsza.
Wrocław jest miastem silnie naznaczonym 
obecnością wspólnoty akademickiej. Jakie są profity, a jakie zagrożenia związane z tym stanem rzeczy?
Na wszystkich robi wrażenie liczba naszych studentów. We Wrocławiu jest to 120 tys. Pytanie, czy potrafimy zapewnić odpowiednio wysoki poziom kształcenia. Czy to są ludzie, którzy chcą coś osiągnąć? Tylko tacy liczą się w nauce. Ta ogromna wspólnota studentów podzielona jest między uczelnie wrocławskie. Dzięki temu unikamy nadmiernej masowości, a to ważne dla zachowania poziomu nauczania. Warto raz jeszcze podkreślić znaczenie współpracy między uczelniami, bo jest to zjawisko budujące akademicki klimat miasta. Sam tego doświadczam, we wtorki prowadzę zajęcia na Studium Generale i uczestniczą w nim głównie studenci innych uczelni. A w dniu naszej rozmowy na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii odbywa się konferencja studentów i doktorantów organizowana we współpracy z uniwersytetami z Opola i Szczecina. Dokładnie o to chodzi. Jeśli nowa ustawa stworzy stabilne ramy współpracy międzyuczelnianej, to będzie to bardzo dobre.
Co w skali Dolnego Śląska i Polski wnosi, poza oczywistymi badaniami, środowisko naukowe Wrocławia i regionu?
My, jako Uniwersytet Wrocławski, powinniśmy być ponadregionalni. Zawsze tak było. Historycznie na naszej uczelni studiowało np. wielu mieszkańców Wielkopolski, w tym powstańcy styczniowi, jak gen. Marian Langiewicz.
Współcześnie Uniwersytet Wrocławski także oddziałuje ponad region Dolnego Śląska. Mamy np. instytut, mieszczący się w dawnej synagodze w Ostrowie Wielkopolskim, zajmujący się badaniem historii Żydów w południowej Wielkopolsce. Studentów mamy z całej Polski, oferujemy bowiem dość szerokie spektrum możliwości naukowych i dydaktycznych.
Są też kierunki, których nie ma na innych uczelniach. Uniwersytet powinien być nastawiony na pewne regionalizmy, przy czym nie może zapominać o kontekście ogólnym. Oznacza to, że jeśli mówimy o historii Śląska, to należy to robić w perspektywie nie tylko Polski, ale i Europy.

Gmach główny Uniwersytetu Wrocławskiego, pod którego budowę kamień
węgielny położono 6 grudnia 1728 r., w miejscu zburzonego dużo wcześniej
średniowiecznego zamku piastowskiego

ARCHIWUM „NOWEGO ŻYCIA”

Warto wspomnieć o rosnącej liczbie studentów z zagranicy, mamy bowiem wiele kierunków prowadzonych w j. angielskim, jak np. biotechnologia.
Uniwersytet jest także bardzo popularnym miejscem wymian w ramach programu Erasmus. Choć oczywiście przybywa nam też studentów spoza Europy. Mamy w swoim gronie żaków z Azji.
W swoich strukturach mamy Instytut Konfucjusza, zajmujący się kulturą chińską. Jest to ośrodek o znaczeniu ponadregionalnym, a zainteresowanie nauką j. chińskiego, i to odpłatną, jest bardzo duże. Blisko nas, za Odrą, znajduje się Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta. To także ośrodek o zasięgu ponadregionalnym.
Centrum prowadzi szeroko zakrojoną działalność międzynarodową.
Sam Uniwersytet zawarł ponad 600 umów międzynarodowych. Ciekawym ośrodkiem oddziałującym na okolice jest Katedra Judaistyki.
Rozwinęła się ona z Wydziału Filologii Polskiej. Uznano, że tradycja judaistyczna jest częścią kultury polskiej. Katedra mieści się w dawnych zabudowaniach klasztornych, w których do niedawna gospodarzem była Biblioteka Uniwersytecka.
Na uroczystościach otwarcia Katedry gościł premier Morawiecki, a kilka instytucji ufundowało stypendia dla judaistów. Nowością cieszącą się dużą popularnością jest kryminalistyka.
Nie jest to samo prawo, ale połączenie wielu dziedzin naukowych. Świetnie obrazuje to ideę uniwersytetu jako miejsca łączącego różne kierunki i potrzeby.
Dzięki temu powstał kierunek atrakcyjny i pozwalający podjąć pracę w ciekawych zawodach. Również na chemii funkcjonuje nowy i atrakcyjny kierunek – chemia i toksykologia sądowa.
Wymaga on specjalistów z wielu dziedzin, dlatego działa we współpracy z Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu.
Corocznie mamy na ten kierunek po kilkudziesięciu kandydatów na jedno miejsce.
Przed laty głośno było o tzw. Deklaracji Pawłowickiej. Czy zjednoczenie wrocławskich uczelni to temat jeszcze aktualny?
Zjednoczenie chyba jest nie najlepszym słowem. Implikuje ono pytanie: na jakich warunkach? Połączenie z Uniwersytetem Przyrodniczym nam nie wyszło, ponieważ dotychczasowe zasady dawały właściwie jedynie możliwość wchłonięcia jednej uczelni przez drugą. Powodowało to utratę podmiotowości, a wówczas pojawiały się pytania o dorobek uczelni inkardynowanej. Czy nie ulegnie on rozmyciu…
Znów można postawić pytanie, na jakich warunkach miałaby dokonywać się federalizacja według nowej ustawy.
Tutaj wciąż możemy jedynie się domyślać. Osobiście bardzo bym się cieszył, gdyby istniały jakieś przepisy przejściowe umożliwiające tworzenie federacji.
Kiedy się działa razem, można osiągnąć więcej. Ważne, aby federacja nie pozbawiła tożsamości mniejszych uczelni, lecz umożliwiła wspólne działanie.
Warto pamiętać, że swoistą przeszkodą dla łączenia jest siła i ambicja uczelni naszego miasta. Mamy mocne Uniwersytet i Politechnikę oraz kilka mniejszych, ale też silnych uczelni.
W związku z tym trudno rezygnować z własnej tożsamości i pozycji. Ministerstwo wielokrotnie wskazywało na preferowanie współpracy i staramy się to we Wrocławiu robić. Funkcjonuje wspomniane KRUWiO – rektorzy spotykają się regularnie, a i nasi naukowcy często prowadzą wspólne badania.

Wspomniał Pan Rektor o planowanej reformie. Czy spogląda na nią Magnificencja z nadzieją czy raczej z obawami?
Obawiam się okresu przejściowego. Będzie trudny. Ważne tutaj są pieniądze skierowane na przemiany. Natomiast na pewne sprawy patrzę z nadzieją.
Doktoranci będą mieli większe stypendia, podniesie się ranga doktoratu, kategoryzacja będzie w ramach dyscyplin.
To wszystko napawa pewnym optymizmem. Zasady oceny dorobku naukowego wydają się zmierzać w dobrym kierunku. Ocena będzie lepiej udokumentowana i transparentna. Możliwe będą pewne zmiany strukturalne, jednak ustawa nie nakłada takiego obowiązku.
Dlatego część uczelni nie będzie chciała zrezygnować z wydziałów. Na pewno zmieni się ich rola, która będzie się sprowadzała do organizacji procesu kształcenia. Mamy zatem świadomość potrzeby zmian, a nowa ustawa stwarza pewne szanse. Wiele kwestii pozostaje wciąż niedoprecyzowanych i stąd nasze obawy dotyczące okresu przejściowego.
Jaki jest dzisiejszy student?
Osobiście mam kontakt głównie ze studentami chemii i biotechnologii. Jest wiele motywów, które towarzyszą wyborowi kierunku studiów. Część uznaje, że trzeba gdzieś studiować, i wybiera kierunek, na który można się dość łatwo dostać. Druga grupa to studenci zdeterminowani i zainteresowani. To oni tworzą koła naukowe, rozwijają swoje badania. Są też studenci, którym do pewnego stopnia obojętne jest, co studiują. Lubią humanistykę czy nauki ścisłe i takie studia wybierają. Kiedy prowadziłem ćwiczenia ze studentami, spotykałem się niekiedy z pytaniem: po co my się tego uczymy? Odpowiadałem truizmem: ktoś to musi umieć.
To są względy społeczne. Od wielu lat narzeka się na małe zainteresowanie biotechnologią, chemią, fizyką. Ale dla rozwoju społeczności, nauki, ktoś musi się tym zajmować. A w przyszłości ci absolwenci będą potrzebni.
Mamy biuro monitorujące losy naszych absolwentów. Okazuje się, że nie mają oni problemu z bezrobociem.
Przemysł absorbuje też humanistów, dla pracodawcy bowiem liczy się otwarty umysł, umiejętność pracy w grupie, zdolność do dyskusji na różne tematy. Einstein powiedział, że „wykształcenie jest tym, co pozostaje, kiedy zapomnimy już wszystkiego, czego nauczyliśmy się do tej pory”. Zatem Uniwersytet to pewna formacja, otwieranie umysłu i sztuka myślenia.
Świat się zmienia tak szybko, że nie jesteśmy w stanie zadekretować, ilu specjalistów i w jakich dziedzinach będziemy potrzebowali. Rozwój nie tylko nauki, ale i świata będzie opierał się na ludziach potrafiących postawić pytanie i poszukać na nie odpowiedzi.
Można się spotkać z opinią, że zbyt dużo młodych ludzi podejmuje studia wyższe. Jaka jest opinia Pana Rektora?
Na pewno wiąże się to z problemem zapewnienia jakości edukacji. To trudne zadanie dla całego środowiska akademickiego. Tendencja jest taka, aby ograniczać liczbę studentów. Ministerstwo opracowało specjalny algorytm, który mniej więcej można sprowadzić to optymalizacji na poziomie 13 studentów na 1 wykładowcę. Problem leży jednak nie w liczbie studentów, lecz w zapewnieniu im należytej oferty. Chodzi o to, by każdy, kto chce się rozwijać, mógł to czynić. Zaczynamy od uniwersytetu dziecięcego, a kończymy na uniwersytecie trzeciego wieku.