BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

Prowokacja na co tydzień

KS. ADAM R. PROKOP

Jedna ze słownikowych definicji prowokacji opisuje ją jako działanie, którego celem jest wywołanie emocji lub niekontrolowanych zachowań.
W tym znaczeniu pozostaje ona ukierunkowana na wytrącenie człowieka z codziennego marazmu, aby wzbił się ponad przyziemną rutynę, przekroczył szarość żmudnych truizmów, odetchnął głębiej, ogarnął wzrokiem więcej i szerzej.
Niektórzy nie lubią prowokacji, gdyż burzy ona tak zwany święty spokój, gdzie nikt nie zadaje fundamentalnych pytań, nie pokazuje, że można inaczej, lepiej, piękniej. Inni są za takie momenty bardzo wdzięczni, dzięki nim potrafią dostrzec głębię nadziei, sens miłości bądź odkryć na nowo wiarę.
Niezależnie jednak od preferencji ludzkich w tym względzie, Bóg w całej historii zbawienia nie raz udowadniał, że zasłużył na miano pierwszego prowokatora.
Jedną z takich kulminacyjnych prowokacji pozostaje niedzielna Eucharystia.
Znaczy ona dzień Zmartwychwstania, czyli jest pamiątką wydarzenia niepowtarzalnego, centralnego dla dziejów wszechświata, ale także istotnego dla każdego człowieka, zwłaszcza chrześcijanina, który ma świadomość, że śmierć nie jest i nie będzie kresem egzystencji, a jedynie inauguracją własnego życia w wieczności. A to nieodzownie wiąże się z przekonaniem, że jakość owego przyszłego bytowania związana jest z decyzjami podejmowanymi teraz, dzisiaj, już.

„ALEGORIA EUCHARYSTII”, ALEXANDER COOSEMANS, MUSÉE DE TESSÉ/WIKIMEDIA COMMONS


OLGA MAJCHRZAK

apokalipsa i czerwone wino

rodziłam się wśród legend których tylko ja słuchałam
o snach w samotności i mrozach
a potem zamiast nauczać w świątyni krzywo szłam prostą drogą
ciągle pod górę nawet jak dół

wczoraj umarłam
długie samo-się-zbawienie
mdli mnie już samo wspomnienie

moszczę się teraz w mieście zwanym zmartwychwstaniem
jem piję kocham i chociaż wciąż dużo to nadal nie do syta

życie po śmierci pełne jest niespodzianek
nieznajomi wkładają mi palce w dziurę między nerką a sercem
próbując dotknąć duszy
czasem proszą o autograf albo błogosławieństwo
śmieję się
przecież to wszystko każdego z nich czeka

próbuję pisać swoją ewangelię listy smsy
idzie mi średnio
litery wypłynęły ze mnie razem z krwią
gdzieś czeka na mnie mój ukochany duch zaklęty w świętym ciele

Olga Majchrzak, od lat oddana poezji absolwentka studiów z psychologii, z powołania towarzysząca w procesach zmian, z pasją uprawiająca sport. Motto życiowe zawdzięcza E. Guevarze (1928–1967): „Bądźmy realistami.
Żądajmy niemożliwego”. O sobie pisze, że „zmienia poglądy, kolory, daty, nazwy; to, co stałe w jej życiu, to Sztuka i Miłość”.

Niewątpliwie nieco banalnie brzmią stwierdzenia, że człowiek sam nie podoła zasłużyć na zbawienie, na powstanie z martwych w glorii i chwale nieba, ale stwierdzają one pewien fundamentalny fakt. By się jednak człowiek nie załamywał, nie poddawał, otrzymuje w Eucharystii Ciało i Krew samego Jezusa Chrystusa, Pana i Boga. Czy wybrzmiał cały paradoks tego stwierdzenia, tej coniedzielnej, a dla niektórych codziennej prowokacji? Czy też przyzwyczajenie oraz rutyna dokonały swego, a liturgia pozostaje jedynie częścią pewnej tradycyjnej, spetryfikowanej rzeczywistości, bez znaczenia i odniesienia do konkretnych problemów egzystencji ludzkiej?
Prezentowany wiersz prowokuje właśnie we wspomnianych wyżej kontekstach.

Do języka liturgii i teologii można łatwo się przyzwyczaić, niektóre sformułowania wymagają więc literackiej transformacji, by uświadomić na nowo wagę wydarzenia i jego znaczenie dla każdego człowieka. Ponieważ niedzielna Eucharystia nie jest celebrowana przez kapłana sobie a aniołom, w zawieszeniu między eonami Boga i Kościoła. Powinna być ona centralnym wydarzeniem dla katolika, stawać się dla niego osią podejmowanych decyzji, a zarazem podstawą oceny minionych.
Siłę, by żyć po Bożemu, wbrew światu i ludziom, dają ciału przeistoczone chleb i wino, intelekt zaś relatywizuje Duch Święty. Stąd na czas celebrowania Zmartwychwstania Pańskiego życzenia, by było więcej świętych prowokacji, a mniej świętego spokoju.