STULECIE ODZYSKANIA NIEPODLEGŁOŚCI

Noc Listopadowa, Olszynka Grochowska i… traktat wersalski

Powstanie listopadowe, które swą nazwę zawdzięcza wydarzeniom z nocy
29 listopada 1830 r., wywołanym przez grupę podoficerów wojsk Królestwa Polskiego
z Piotrem Wysockim na czele, jest fragmentem dziejów rozbudzającym wyobraźnię
Polaków przez cały wiek XIX, a nawet znacznie później.

PIOTR SUTOWICZ

Wrocław

Olszynka Grochowska 1831, obraz Wojciecha Kossaka (ok. 1931 r.).
W zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie

WIKIMEDIA COMMONS/LIGIER PIOTR /CYFROWE.MNW.ART.PL

Spory wokół szans powodzenia zrywu i powodów jego podjęcia wybuchały niemal do ostatnich lat. I nie bierze się to raczej z kolejnych odkryć historyków, którzy coś tam nowego mieliby znaleźć w pożółkłych annałach z epoki, lecz zwyczajnie z prób reinterpretacji przeszłości pod kątem jej przydatności dla współcześnie żyjących.
W zasadzie jest to zjawisko pożądane, pod warunkiem że nie wywołuje destrukcyjnej awantury i okopywania się na swoich stanowiskach zarówno zwolenników, jak i przeciwników owego listopadowego buntu młodych oficerów.
W kręgu przyczyn
Pierwszym elementem sporu są przyczyny wybuchu zrywu, które również bywają analizowane politycznie przez jego zwolenników i przeciwników.
Uważa się, że u jego korzenia tkwiła działalność rosyjskiego suwerena, który właściwie od początku lat 20. XIX w. ograniczał swobodę polskiego życia społecznego zarówno w Królestwie, jak i na tzw. ziemiach zabranych, czyli Kresach Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej.
Nie są to zarzuty wymyślone, z tym że należy je odczytywać w nieco szerszej perspektywie czasów.
Po pierwsze, Imperium Rosyjskie, jako twór cywilizacji bizantyjskiej z silnym elementem turańskim, rzeczywiście miało spory problem z tolerowaniem instytucji będących niezależnymi od władzy państwowej, stąd jawna niechęć do zrzeszania się obywateli i ich działalności społecznej czy politycznej.
Polacy w zaborze rosyjskim zderzali się z tym swoistym rosyjskim aksjomatem przez cały wiek XIX, nie trzeba zresztą sięgać do aż tak odległej przeszłości.
Większość z nas miała do czynienia z inną emanacją tej cywilizacji, która aspirowała do władzy nad Polakami od lat 40. ubiegłego wieku, system wprawdzie był inny, chciałoby się powiedzieć, że jeszcze gorszy, ale pryncypia takie same.
Z drugiej strony przeciwnicy powstania stawiają mu zarzut, że zryw był, po pierwsze, nieprzemyślany, a po drugie, ową kulawą i poddaną wspomnianemu naciskowi państwowość trzeba było pielęgnować i ratować, co tylko się dało z polskiej suwerenności, a nie organizować walkę skazaną na przegraną. Po trzecie i najważniejsze – nie może pozostać z boku spostrzeżenie, iż znaczna część zwalczanych przez carat organizacji miała powiązania międzynarodowe, mówiąc ściśle, była częścią europejskiej masonerii i służyła nie interesom polskim, lecz siłom dążącym do zmiany układu sił i ustroju wytworzonego przez kongres wiedeński. Żaden z tych zarzutów nie jest wyssany z palca i należy na niego patrzeć rozsądnie, bez emocji. W tym kontekście zryw 29 listopada byłby po prostu wygenerowaną przez europejskie środowiska wolnomularskie próbą niedopuszczenia do interwencji wojsk polskich i rosyjskich mających na celu zniszczenie rewolucji w Belgii. To, że car miał plan takiego działania, nie ulega wątpliwości. W tle tego wszystkiego leżały jednak realne, coraz silniejsze napięcia społeczne w naszym społeczeństwie, które z jednej strony nakładały się na wspomniane zjawiska, a z drugiej miały też własne oblicze.
W państwie niesuwerennym dyskusja nad ich rozwiązaniem, jak również uruchamianie procesów temu służących są znacznie trudniejsze niż w sytuacji niepodległości, tego też nie trzeba czytelnikowi jakoś przybliżać.
Powstanie i wojna
Rozważając genezę powstania listopadowego, trzeba sobie jasno powiedzieć, że sam termin „powstanie” jest tu nieco nieprecyzyjny. Wypowiadając samo słowo, stawiamy wydarzenia lat 1830–1831 na jednym poziomie z powstaniem styczniowym i innymi zrywami narodowymi. Należy stwierdzić, że tu mamy co najmniej dwie warstwy wydarzeń: po pierwsze w samą Noc Listopadową, a po niej miniwojnę domową.
Spiskowcy, którzy rozpoczęli bunt, nie mieli przywódców, którzy mogliby zapanować nad całym ruchem, stąd wynikały gorączkowe poszukiwania chętnych na stanowiska przywódcze, połączone z zabójstwami tych polskich wojskowych, którzy byli powstaniu przeciwni.

Znamienne niech będzie, że 29 listopada 1841 r. władze rosyjskie wzniosły w Warszawie pomnik zamordowanych 11 lat wcześniej oficerów lojalistów, który został rozebrany w roku 1917 za zgodą okupujących wówczas Warszawę Niemców.
Dalszym konsekwencjom wydarzeń listopadowych – będących po trosze spiskiem, po trosze rewolucją – próbowały zapobiec polskie władze Królestwa, które z jednej strony za wszelką cenę dążyły do pacyfikacji nastrojów rewolucyjnych, z drugiej zaś podejmowały rozmowy z carem Mikołajem na temat przywrócenia sytuacji prawnej z 1815 r. Jedno i drugie okazało się daremne – radykalizacja nastrojów społecznych postępowała, a sztywna postawa imperatora zaowocowała jego detronizacją, co nastąpiło 25 stycznia 1831 r. Wydarzenia te były początkiem regularnej wojny polsko-rosyjskiej, trwającej do jesieni tego roku. To jest owa druga warstwa zdarzeń, która czyni powstanie zjawiskiem niepowtarzalnym na przestrzeni całego XIX stulecia. Przeciwko interweniującym Rosjanom stanęło regularne wojsko polskie z własną kadrą dowódczą, łącznie z generalicją, co prawda niekiedy nieprzekonaną do tego, co robi, ale jednak momentami spisującą się jak należy, choć bez wątpienia lista zmarnowanych sytuacji jest nader długa. Tak jak niszczące naród skutki, jakie po jego klęsce nastały.
Czy wojna mogła skończyć się polskim sukcesem? Osobiście uważam to za mało prawdopodobne, niemniej byli i pewnie nadal są historycy, którzy rozpalali i dalej rozpalają wyobraźnię Polaków w tej kwestii. Warto tu przypomnieć Jerzego Łojka, który pisał o szansach powstania listopadowego w czasach, kiedy społeczeństwo zastanawiało się, jak pozbyć się sowieckiego okupanta. Mniej znana jest natomiast powieść Teodora Parnickiego pt. Muza dalekich podróży, na której kartach powstanie jest udane, a jego dyktatorem jest… Adam Mickiewicz. W kulturze polskiej powstanie, a właściwie jego mit pozostawił jednak znacznie trwalszy ślad. Stanisław Wyspiański poświęcił mu kilka dramatów (Noc Listopadowa, Lelewel, Warszawianka), a postać starego wiarusa zagranego przez Ludwika Solskiego w przedwojennej ekranizacji Warszawianki pewnie staje przed oczami starszych czytelników. Napisana w roku 1831 pieśń pod tym samym tytułem, pióra francuskiego poety Casimira François Delavigne’a, z muzyką Karola Kurpińskiego i w przekładzie Karola Sienkiewicza, pozostała do dziś dnia świadectwem sporów społecznych epoki, ale też weszła do kanonu naszych utworów patriotycznych, a w różnych przeróbkach tekstowych bywa wykorzystywana przez przeciwne sobie obozy polityczne. Zapisany w drugiej zwrotce werset „Hej, kto Polak na bagnety!” stał się zawołaniem do walki nawet w czasach, kiedy wyszły one z użycia.
Taki sobie epizod
W kontekście powstania listopadowego warto przytoczyć opowieść, której ramy fabularne nadała Elżbieta Cherezińska w wydanej parę lat temu powieści Turniej cieni. W pierwszym rozdziale spotykają się główni bohaterowie książki, których losy rozchodzą się potem dramatycznie. Rzecz dzieje się 25 lutego 1831 r. w trakcie bitwy o Olszynkę Grochowską. Z pomocą domowników – tzn. pewnej wdowy i jej dzieci – powstańcy ratują dobytek z płonącego dworku. Wszyscy uchodzą z tej akcji z życiem. W trakcie odpoczynku jeden z uczestników wydarzeń chwali 15-letniego, najstarszego syna gospodyni za dzielną postawę i pyta o imię. „Jestem Walenty Dmowski – odkrzyknął zdeterminowany wyrostek. – Syn kościuszkowskiego powstańca”.
Pomijając fabułę, zdarzenie jest prawdziwe: dom Dmowskich rzeczywiście spłonął w rzeczonej bitwie, rodzina jednak przeżyła. Dla nas ważne jest to, że 88 lat później syn owego nastolatka, wnuk „kościuszkowskiego powstańca”, sam uchodzący za sztandarowego wręcz przeciwnika powstań, w imieniu odrodzonej Rzeczypospolitej podpisywał traktat wersalski, co było dla niego ukoronowaniem wieloletnich działań mających na celu przywrócenie Polski na mapę Europy.