BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

Pozytywny negatyw

KS. ADAM R. PROKOP

GERD ALTMANN/PIXABAY.COM LIC. CC0

Leciwe fotografie mają w sobie tyle uroku, że mało kto potrafi się oprzeć celebrowaniu ich oglądania w rodzinie lub ze znajomymi.
Naturalnie są to wydarzenia okazjonalne, bez adnotacji w terminarzu, aczkolwiek sprawiające wiele radości, choć zarazem nastrajające sentymentalnie, a czasem niepozbawione krzty smutku.
Nietrudno bowiem odnaleźć na starych zdjęciach osoby, które odeszły do wieczności, a także przyjaciół, z którymi więzi się rozluźniły albo zostały z premedytacją przecięte.
Zwłaszcza oglądanie swoich uprzednio utrwalonych podobizn bywa nośnikiem różnorakich emocji. Tu nie brak truistycznych, czysto estetycznych spostrzeżeń, że niektóre procesy biologiczne przebiegają jednokierunkowo i nie dają się zatuszować najlepszym makijażem, ani zatrzymać najwymyślniejszym treningiem. Ówdzie pojawiają się inne refleksje, z jednej strony związane z tym, że dawniej uśmiech był szerszy, oczy żywsze, gesty bardziej spontaniczne, ale z drugiej świadomość własnej drogi zostaje unaoczniona: już nie jest się tak naiwnym, zdobyło się nowe doświadczenia czy umiejętności, dojrzało…
Człowiek definiujący siebie wyłącznie poprzez cielesność w ostatecznym rozrachunku może poczuć się jedynie rozczarowany podczas przeglądania albumu własnych fotografii.
Nawet jeśli efekty mniej lub bardziej wyszukanych zabiegów upiększających czy doskonalenie rzeźby ciała dają się jednoznacznie prześledzić na zdjęciach, to prędzej lub później czas udowadnia każdemu, że czysto biologiczna perspektywa ujmuje życie – w nawiązaniu do tytułu znanego filmu Zanussiego – zaledwie jako śmiertelną chorobę.
Alternatywą pozostaje wyjście poza wąski gorset pojmowania siebie tylko zewnętrznie. Człowiek to znacznie więcej niż tylko jego ciało. Dla duszy okres ziemskiej egzystencji jest czasem na wzrastanie i doskonalenie się.
Tym bardziej zadziwia, że niewiele mówi się o jej zdrowiu. Zarówno Biblia, jak i katechizm stanowią pierwsze podręczniki w tej materii, ale nie mogą one pozostawać martwą literą.
Troska o zdrowie duchowe powinna w praktyce być tak samo ważna, jeśli nie ważniejsza, jak dbałość o ciało; to dzięki jej efektom można przeglądać album ze zdjęciami jako drogę wzwyż, na której człowiek ma szansę zwyciężyć.

Oglądanie własnych zakurzonych fotografii przez pryzmat zdrowej duszy pozwala na zachowanie tożsamości od dzieciństwa poprzez młodość i dojrzałość aż po starość.
Prawdziwym sobą jest się wtedy, gdy dzięki wypielęgnowanemu, wytrenowanemu wnętrzu oczy nie tracą blasku, gesty szczerości, a śmiech głębi, ponieważ odniesieniem pozostaje niezmiennie kochający Bóg. Warto starać się zostać kliszą dla Jego fotografii.

JAN WALKUSZ

Fotografia
Pana Boga

Stare fotografie
ciągle kłamią od nowa
i dziadek dawno już wąsy stracił
już nie jest ten sam więc inny
melonik czarny jak gawron leniwy
wypłowiałym rondem
zatacza przebrzmiałe historie
i babcia śmieszna
z wiatrem we włosach
jakby był jej własny

Ludzie ciągle robią sobie fotografie
potem się śmieją
albo krzywymi łzami płaczą
bo nie widzą
czy dawniej czy teraz są prawdziwi

Stare fotografie
ludzi okłamują od nowa
tylko Bóg nie ma fotografii
choć nie wierzą w to poważni święci

On jest ciągle ten sam

Jan Walkusz, ur. 1955, pochodzący z Kaszub kapłan diecezji pelplińskiej, profesor nauk teologicznych na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim im. Jana Pawła II. Poza rozlicznymi publikacjami naukowymi, zwłaszcza w zakresie historii Kościoła, od 1977 r. wydaje także poezję, powyższa pochodzi z tomu Przez okno czasu (Pelplin 2014).

Wszystkich chętnych do publikacji swoich prób lirycznych
w „Nowym Życiu” prosimy o przesłanie do pięciu tekstów
z załączonym biogramem.