W STRONĘ PEŁNI ŻYCIA

Wielki Post – czas nawrócenia, by służyć Bogu żywemu i prawdziwemu

W tym roku w dniu walentynek rozpoczyna się w Kościele Wielki Post.
Kiedy więc ludzie w tym dniu będą biec do swoich miłości życia, by wręczyć im
jakiś znak swojego uczucia, Kościół wezwie nas do zastanowienia się,
kto lub co jest tak naprawdę największą miłością naszego życia.

KS. JANUSZ MICHALEWSKI

Świdnica

Najbardziej popularnie Wielki Post rozumiany jest jako czas duchowego przygotowania się do Świąt Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa. W liturgii centralnym wydarzeniem tych Świąt będzie noc Wigilii Paschalnej, w trakcie której będzie się celebrować Zmartwychwstanie Jezusa. Wierni uczestniczący w tej liturgicznej celebracji zostaną wezwani podczas jej trwania do ponowienia swojego aktu chrztu. Akt ten można rozumieć jako decyzję, że ostatecznym kryterium ludzkich wyborów staje się dla przyjmującego chrzest osoba Jezusa Chrystusa. Stąd ważne jest pytanie, które warto postawić sobie na początku okresu Wielkiego Postu – czy rzeczywiście dla mnie jako chrześcijanina w centrum mojego ośrodka decyzyjnego najważniejszym kryterium dokonywania wyborów jest osoba Jezusa?
Czy może jednak zamieszkuje tam inny bóg, który sprawia, że moje codzienne życie tak naprawdę jest wyznawaniem wiary w niego, a nie w osobę Jezusa?
Ktoś z moich znajomych kiedyś powiedział, że każdy ma swojego boga, tylko czasami o tym nie wie. W ten sposób wyraził przekonanie, że każdy z ludzi ma jakąś wartość centralną, która kieruje jego życiem, a zwłaszcza staje się podstawowym kryterium jego decyzji i wyborów. W przypadku chrześcijanina może się zdarzyć sytuacja, że będzie on wyznawać w słowach, iż jego Bogiem jest Jezus Chrystus, kiedy praktycznie w jego świadomości wartością centralną będzie jednak ktoś lub coś innego.
Bożek ludzkiej opinii i uznania
Dla wielu ludzi taką wartością centralną, wokół której koncentrują swoje życie, która staje się ich bogiem w wymiarze codziennych decyzji, jest często ludzka opinia i uznanie. W Ewangelii św. Jana Jezus mówił do swoich słuchaczy: „Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?” (5, 44). Chrystus wskazuje w tych słowach, że przeszkodą dla wiary jest dążenie do szukania ludzkiego uznania zamiast uznania pochodzącego od samego Boga. W Kazaniu na Górze wyraźnie nauczał, że prawdziwa wiara nie ma nic wspólnego z wykonywaniem czynów pobożnych dla uzyskania ludzkiego aplauzu: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie” (6, 1).
Lęk przed ludzką opinią i brakiem uznania ze strony innych staje się często jedną z głównych motywacji kształtujących codzienne zachowanie niejednego z nas, którzy deklarujemy siebie jako chrześcijan. Powoduje on, że wielu wierzących przeżywa z tego powodu poważne konflikty między wiernością Bogu a chęcią sprostania ludzkiej opinii i nienarażenia się na ludzkie odrzucenie. Niestety w tej konfrontacji często wygrywa bożek ludzkiej opinii i uznania.
Sposób działania bożka ludzkiej opinii i uznania w sercu człowieka
Odwołując się do analiz K. Horney, niemieckiej psychoanalityk i psychiatry, zawartych w książce Nerwica a rozwój człowieka, można wskazać, jak taki bożek ludzkiej opinii i uznania działa we wnętrzu człowieka. Przejawia się on z jednej strony w tym, że podpowiada człowiekowi, jaki musi się stać, by cieszyć się uznaniem i poważaniem ze strony innych. Z tego względu podpowiada on system nakazów i zakazów, czyli tego, co trzeba robić, a czego unikać, by stać się doskonałym i w ten sposób zasługującym na aplauz ze strony innych. Ten swoisty system można potraktować jako sposób na uzyskanie „zbawienia” w oczach ludzi. Z drugiej strony jego destrukcyjna siła przejawia się zalewem serca człowieka lękiem i straszeniem doznania kar, kiedy w jakikolwiek sposób okaże się on słaby i niedoskonały w wypełnianiu wcześniej wspomnianego systemu nakazów i zakazów. Rodzi się wtedy w człowieku złość na siebie samego, która rozładowywana jest na cztery sposoby.
Jeden ze sposobów polega na kierowaniu jej do słabszych lub zależnych od nas ludzi, ale na których opinii i uznaniu nam nie zależy. Można ją wobec nich odreagowywać w różny sposób, bardzo często kojarzony dziś ze stosowaniem przemocy – fizycznej, emocjonalnej czy też słownej. Okazując ją w tej sytuacji wobec innych, pokazujemy w gruncie rzeczy, jak siebie traktujemy za to, że nie wypełniliśmy doskonale systemu nakazów i zakazów.
Drugi ze sposobów polega na podejmowaniu działań pomagających nam zapomnieć o własnej niedoskonałości i znaleźć pocieszenie w obliczu doznanej wizerunkowej klęski. Stąd chętnie podejmujemy wtedy działania, które dają nam poczucie przyjemności, siły i pocieszenia. To na tej tendencji powstają w nas też różnorodne uzależnienia.
Trzeci ze sposobów polega na wewnętrznym atakowaniu siebie samego przez słowa pogardy i poniżania siebie samego.
Niektórzy mogą doświadczać wtedy wewnętrznej postawy wyzywania siebie, negatywnego etykietowania siebie oraz wmawiania sobie, że nie zasługują na miłość, przebaczenie czy też dobroć ze strony innych i Boga.

ILUSTRACJA MWM

Czwarty sposób polega na tłumieniu złości. Może ona wtedy przejawiać się pod postacią obsesyjnych myśli, natręctw, skrupułów czy też bluźnierstw.
Efektem podejmowania tych działań jest po pewnym czasie poczucie winy, które z kolei prowadzi do postanowienia odpokutowania zarówno popełnionej niedoskonałości, jak i popełnionych czynów zrodzonych pod wpływem złości do siebie. Pokuta natomiast polega na postanowieniu, by jeszcze bardziej dążyć do wcielenia w życie przyjętego systemu nakazów i zakazów. W ten sposób tworzy się błędne koło, łatwo bowiem można po pewnym czasie okazać się słabym i niedoskonałym w ich przestrzeganiu. Tak więc znów powstaje złość na siebie, z którą człowiek zaczyna radzić sobie poprzez sposoby wcześniej opisane.
Po pewnym czasie rodzi się zatem poczucie winy, które prowadzi do postanowienia odpokutowania i cały cykl zaczyna się od nowa. Tak wielu ludzi, w tym niestety chrześcijan, może żyć z tego powodu do końca swoich dni w nieustannym lęku, frustracji, niezadowoleniu, zgorzknieniu i zwątpieniu.
Co rodzi taki styl życia, dobrze opisuje św. Paweł w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian (por. 1, 18-32). Pisze on, że poganie nie rozpoznali Boga w dziele stworzenia i „…nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce”.
Skutkiem tego „zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów”– czyli w miejsce Boga wprowadzili bożki. W świetle naszych rozważań możemy powiedzieć, że niektórzy zamienili chwałę Boga na chwałę doświadczania za wszelką cenę uznania od ludzi. Paweł następnie wymienia cały katalog zachowań ludzkich, które są skutkiem życia, kiedy człowiek zamiast koncentrować swoje serce wobec Boga, koncentruje je wokół swojego bożka. Ciekawe, że K. Horney opisuje w swojej książce podobne skutki omawianego stylu życia.
Droga nawrócenia i uzdrowienia
Wyjście z tego stylu życia dobrze wskazuje Psalm 131. Autor biblijny woła w nim: „Panie, moje serce się nie pyszni i oczy moje nie są wyniosłe.
Nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta moje siły. Przeciwnie: wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza. Izraelu, złóż w Panu nadzieję odtąd i aż na wieki!”. System nakazów i zakazów mających przynieść człowiekowi doskonałość, dającą mu uznanie wśród innych („zbawienie”), jest w gruncie rzeczy gonitwą za tym, co wielkie i przerastające ludzkie siły.
Obiecuje osiągnięcie ładu i spokoju, ale jak pokazuje zarówno św. Paweł, jak i K. Horney, skutkuje czymś przeciwnym – często wielkim nieładem, lękiem oraz postawą ludzkiej niewrażliwości.
Wyjściem z tego stanu jest, według psalmisty, powierzenie się Bogu na podobieństwo niemowlęcia powierzającego się miłości swojej matki.
Prośmy zatem wzajemnie dla siebie, by czas Wielkiego Postu był czasem zerwania z naszymi bożkami, a zwłaszcza z bożkiem ludzkiej opinii i uznania. By był to czas naprawdę głęboko duchowego odkrycia i doświadczenia źródła naszego prawdziwego i jedynego zbawienia, a przez to autentycznego i z głębi serca płynącego powierzenia się Jezusowi jako naszemu Bogu. W końcu – by był to czas, który dzięki takiej decyzji przyniesie naszym udręczonym sercom doświadczenie Bożego ładu i Bożego pokoju.