Słudzy na wzór Sługi

W Ewangelii wg św. Łukasza Jezus przedstawia się nam w zdumiewający sposób:
Ja jestem wśród was jako ten, który służy” (Łk 22, 27). Jest to najpiękniejsze
zaproponowane przez Niego określenie siebie samego – Ten, który służy.

S. KLARA WITKOWSKA

Wrocław

Mistrz Księgi Domowej,
Chrystus myjący nogi apostołom, fragment ołtarza pasyjnego z 1475 r.
W zbiorach Galerii Malarstwa w Berlinie

WIKIMEDIA COMMONS

Najbardziej czytelną ilustracją tej właśnie postawy Jezusa jest scena umycia uczniom nóg (J 13, 1-15).
W Ewangelii wg św. Jana nie znajdziemy słów opisu ustanowienia Eucharystii. Widzimy jedynie Jezusa jako Sługę klęczącego z ręcznikiem i wodą przy brudnych nogach apostołów. To niezwykła dla nas lekcja. Jakie płyną z niej konsekwencje? Tę czynność wykonywali niewolnicy.
Jezus mówi: Jeśli Ja, wasz Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi.
Dałem wam przykład, jak sami macie służyć ludziom jako moi uczniowie, jeśli będzie to konieczne – aż do oddania za nich swego życia. Gest Jezusa wobec uczniów do dziś budzi zdziwienie. A Jezus mówi prosto: „Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili” (J 13, 15). Jeśli chcemy doświadczać Kościoła jako naszego domu, to musi w nim zapanować duch służby. Takiej postawy możemy nauczyć się tylko od Jezusa, który dla nas stał się sługą, by otworzyć nam drogę do domu Ojca.
Umycie nóg
W naszej wspólnocie zakonnej mamy taki zwyczaj, że każdego roku w Wielki Czwartek spotykamy się właśnie po to, by przeżyć obrzęd umycia nóg. Każda z sióstr przychodzi w wyznaczone miejsce z miską i ręcznikiem. Po słowie wprowadzenia i modlitwie, w ciszy klękamy przed sobą i czynimy ten prosty gest wobec siebie nawzajem, który za każdym razem budzi spore emocje. Klękam przy bosych stopach sióstr już od 25 lat, bo tyle żyję w ślubach.
Zadałam sobie pytanie: czego Jezus nauczył mnie tym, co odtwarzam w tym geście z ostatnich chwil Jego życia?
Myślę, że przede wszystkim szacunku wobec przebytej drogi każdej siostry i każdego człowieka, którego spotykam. Mam na myśli drogę jako historię życia, na którą się składa wiele jego tajemnic – i tych radosnych, i tych bolesnych, wiele zmagań, zwycięstw, ale też porażek, odejść i powrotów. W Kościele często brakuje szacunku.
W jego miejsce pojawia się ocena, szybka klasyfikacja osób, czasem bolesna, bo bardzo uproszczona. Ktoś powiedział: jeśli nie wierzysz, że historia życia danego człowieka jest święta, to daj mu święty spokój. Służyć Jezusowi w braciach, których spotykamy, to przede wszystkim okazać im szacunek niezależnie od ich wieku, wykształcenia czy ludzkich możliwości.
Gesty mówią czasem więcej niż słowa. Kiedy Jezus mył nogi uczniom, był w osobistym kontakcie z każdym.
W każdym widział obecność Ojca, którego kocha i któremu służy. To kolejna lekcja ducha służby z Wieczernika. Jako siostry staramy się nawiązywać bliskie relacje z ludźmi, wśród których żyjemy. Czasem rozmowa z kimś, przypadkowe spotkanie w tramwaju albo w kolejce do kasy w sklepie stają się okazją do wymiany uśmiechu, ciepłego spojrzenia czy kilku serdecznych słów. I tak – wierzę w to mocno – głosimy Ewangelię przez prostą obecność, która ostatecznie jest znakiem Bożej Obecności i Jego życzliwości wobec nas.
Jest jeszcze jeden aspekt bardzo ważny w Kościele, gdy mówimy o służbie, jakim jest sposób sprawowania władzy. Myjąc nogi uczniom, Jezus nie umniejsza swojej władzy. Mówi o sobie, że jest „Panem i Nauczycielem”.
Chce jednak objawić nowy sposób sprawowania władzy w pokorze, służbie i miłości, poprzez komunię serc, która oznacza bliskość i otwartość. To bardzo ważna lekcja dla wszystkich przełożonych – nie przeceniać swojej roli, ale też nie umniejszać jej. Patrzymy na Jezusa, który nie z wysoka, ale z niska sprawuje władzę. Ostatecznie Jezus oddał na Krzyżu życie za tych, których kocha. Złożył w ofierze samego siebie.
„Służcie sobie nawzajem tym darem, jaki każdy otrzymał” (1 P 4, 10)
Słowa św. Piotra tak można sparafrazować: kto nie służy – służy do niczego. Wszyscy chorujemy na dziwną chorobę – widzimy to, czego nie mamy, a nie widzimy tego, co mamy. A chodzi przecież o to, by służyć na miarę własnych możliwości. Służyć tak, „aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa”. Te słowa Apostoła możemy odnieść do naszego życiowego powołania. To jest ten dar, jaki każdy otrzymał.

To, że jestem osobą konsekrowaną, nie jest żadną moją zasługą. Moja rola polegała tylko na tym, żeby ten dar przyjąć i na tej drodze uczyć się kochać tak jak Jezus, aż do końca. Tym co łączy wszystkie powołania jest słowo oddanie. Szczególną szkołą takiej właśnie miłości jest powołanie do małżeństwa. Kapłani i osoby konsekrowane uczą się właśnie od małżonków, jak być oddanym Panu Bogu i ludziom. Oni nas wielokrotnie zawstydzają. Wystarczy być uważnym obserwatorem, żeby tej sztuki tracenia siebie od nich się uczyć.
Życie konsekrowane
Najczęstsze pytanie, z którym się spotykamy, dotyczy tego, dlaczego nie zakładamy rodziny i rezygnujemy z miłości małżeńskiej i fizycznego macierzyństwa. Sama tego do końca nie wiem. Wiem tylko tyle: tak żył Jezus. To on był czysty, ubogi i posłuszny. I to mi wystarczy. To ostatecznie nadaje sens wszystkiemu. Wybór Chrystusa jako największej miłości, w przedziwny sposób daje wolność naszemu sercu. W jaki więc sposób mogę służyć ludziom, będąc siostrą?
Zrozumiałam to całkiem niedawno na nowym, głębszym poziomie. W moim życiu, choć żyję w wielu bliskich relacjach z ludźmi, nie ma osoby wyłącznej, pierwszej dla mnie, wokół której byłoby skupione moje życie. Każdy więc, kto do mnie przychodzi, może poczuć się właśnie jako ten „pierwszy”, dla którego mam uwagę i czas. Myślę, że tego właśnie znaku czułej obecności Boga potrzebują ludzie.
Przekonania, że są ważni i mają prawo z całym swoim pięknem, a czasem z całym swoim zagubieniem być przyjęci i wysłuchani. Kiedyś w czasie rekolekcji dla rodzin, które prowadziłam razem z siostrami, pewne małżeństwo, które przyjechało pierwszy raz, powiedziało: wreszcie będąc z wami zrozumieliśmy, że Kościół jest naszym domem, że jest w nim miejsce na bliskość, na relacje, na serdeczność i na to, że możemy być takimi, jacy jesteśmy naprawdę.
Jako siostry naszą misję wypełniamy w sposób właściwy kobietom konsekrowanym. To znaczy najpierw same staramy się pogłębiać swoją przyjaźń z Chrystusem, ale też do tej przyjaźni zapraszamy ludzi, których spotykamy. To jest chyba ten obszar naszej służby, który jest najistotniejszy: przyprowadzać ludzi do ŹRÓDŁA i uczyć ich trwać przy NIM, bo dzięki temu spotkaniu dokonuje się uzdrowienie, oczyszczenie i jest możliwe nowe życie. Chcemy, aby cała nasza działalność apostolska właśnie temu służyła.
Służba słuchania
Jest jeszcze jeden wymiar służby. Jest nim słuchanie.
Od wielu lat towarzyszę ludziom świeckim. Spotykam ich w czasie rekolekcji, które prowadzimy, w parafii, gdzie pracujemy, i w różnych wspólnotach, grupach formacyjnych.
Wydaje mi się, że to jest ważne zadanie. Słuchać ludzi z uwagą i ze zrozumieniem. Jeśli o to poproszą, to powiedzieć im, co mogą zrobić, żeby przeżywać dane sytuacje razem z Jezusem. Ostatecznie słuchanie służy temu, że oddaję tych ludzi Bogu z nadzieją, że On wie, czego potrzebują. Mówię wtedy: Jezu, pomóż im przez to przejść. I pomaga. Bo często te trudne momenty to tylko pewne etapy na drodze rozwoju. Dyskretne towarzyszenie ludziom i modlitwa za nich to coś, co sobie bardzo cenię w moim powołaniu. I nie myślę wtedy, że im służę. To się po prostu dzieje. Tak samo, gdy mama w nocy wstaje do dziecka, żeby je nakarmić, też nie myśli wtedy o służbie.
Jak się kocha, to wiele rzeczy robi się tylko dlatego, że nie można inaczej.
Pamiętam rozmowę z jedną osobą, która powiedziała mi kiedyś: nie mów mi o modlitwie. Pokaż mi, że się modlisz. Można to pragnienie rozszerzyć: nie mów mi o służbie. Pokaż mi, że służysz, że jesteś dyspozycyjna, gotowa na zmianę swoich planów, otwarta na zaskakujące czasem propozycje, otwarta na ludzi, na ich potrzeby. To bardzo wysoka poprzeczka, ale ludzie mają prawo tego od nas oczekiwać. I nie jest to droga dla odważnych, ale dla pokornych. Dla tych, którzy wiedzą, że pierwszym, który nam służy, jest Chrystus. To On każdego dnia pyta nas: co jeszcze mógłbym zrobić dla Ciebie?