Służyć Bogu i Ojczyźnie

ZDJĘCIE JĘDRZEJ RAMS/FOTO GOŚĆ

Z ks. prof. Stanisławem Araszczukiem
o kapłańskiej służbie dla ludzi pracy
rozmawia

WOJCIECH IWANOWSKI

Nowe Życie

Wojciech Iwanowski: 30 czerwca br. w sali kolumnowej Urzędu Wojewódzkiego miała miejsce podniosła uroczystość: zasłużonym Dolnoślązakom wręczono Krzyże Wolności i Solidarności.
Wśród odznaczonych był również Ksiądz Profesor. Czym jest dla Księdza to wyróżnienie?
Ks. Stanisław Araszczuk: Wyróżnienie to ma dla mnie wyjątkowe znaczenie.
Mój dziadek, Jan Araszczuk, otrzymał w latach trzydziestych ubiegłego stulecia Krzyż Niepodległości za walkę o niepodległą Polskę. Jako dziecko wsłuchiwałem się w jego opowiadania o tamtych czasach i jego walce. Z dumą pokazywał dyplom i Krzyż Niepodległości oraz uczył mnie miłości do Ojczyzny.
Należy przypomnieć, że Krzyż Wolności i Solidarności został ustanowiony przez parlament równocześnie z aktem restytucji Krzyża Niepodległości, do którego chlubnej tradycji nawiązuje. Można więc powiedzieć, że walka o niepodległość Polski to taka nasza rodzinna tradycja.
Zapewne wiele osób zastanawia się, za co można otrzymać tak wysokie i prestiżowe odznaczenie. Jak było w Księdza przypadku?
Krzyż Wolności i Solidarności ustanowiono w 2010 r. dla nagradzania działaczy opozycji wobec dyktatury komunistycznej, którzy od 1 stycznia 1956 do 4 czerwca 1989 r., z wyłączeniem okresu od 31 sierpnia 1980 do 12 grudnia 1981 r., na terytorium Polski co najmniej przez 12 miesięcy byli aktywnymi członkami nielegalnych organizacji stawiających sobie za cel odzyskanie przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowanie praw człowieka w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, albo prowadzili zagrożoną odpowiedzialnością karną lub represjami działalność na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości i suwerenności lub respektowania praw człowieka w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. We wrześniu 2010 r. Prezes Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu uzyskał wyjątkową prerogatywę, będącą jednocześnie zaszczytnym obowiązkiem. Uprawnia ona do występowania do Prezydenta RP z wnioskiem o przyznanie zasłużonym działaczom opozycji tego wyjątkowego odznaczenia państwowego. W moim przypadku chodziło o represje, jakich doznałem, będąc duszpasterzem ludzi pracy ziemi dzierżoniowskiej. Nowa formuła działań opozycyjnych, wspierana i chroniona przez Kościół, miała w zamyśle utrudnić represje wobec uczestników i pomóc im organizacyjnie.
Inicjatywie Duszpasterstwa Ludzi Pracy patronował abp Henryk Gulbinowicz (od maja 1985 r. kardynał), a odpowiadał za nie, w archidiecezji wrocławskiej, ks. Stanisław Orzechowski z Wrocławia. To on bezpośrednio kontaktował się z kapłanami, którzy kierowali pracami DLP, do niego zwracali się w razie problemów i trudności.
Za swoją działalność zostałem uznany za osobę poszkodowaną przez władzę PRL, a w 2014 r. Rada Miejska Dzierżoniowa przyznała mi Honorowe Obywatelstwo Dzierżoniowa.

Na czym polegało Księdza zaangażowanie w działalność opozycyjną?
Po święceniach prezbiteratu w 1984 r. zostałem skierowany do pracy duszpasterskiej w parafii NMP Matki Kościoła w Dzierżoniowie. Byłem współzałożycielem, opiekunem i duchowym przewodnikiem Duszpasterstwa Ludzi Pracy w Dzierżoniowie.
Ośrodkiem duszpasterstwa była parafia, w której pracowałem.
W tym kościele oraz innych świątyniach dzierżoniowskich organizowałem spotkania formacyjne, na które przychodzili opozycjoniści. Zawsze centrum takiego spotkania była Msza Święta za Ojczyznę.
Oczywiście powstanie DLP w Dzierżoniowie nie umknęło uwadze władz.
Od początku szczególną „opieką” otoczyła je SB. I choć działały od 1984 r., organizując uroczystości i spotkania z okazji świąt religijnych i wplatając w scenariusze akcenty patriotyczne i solidarnościowe, to dopiero wzrost ich aktywności doprowadził do założenia przez dzierżoniowską SB sprawy operacyjnego rozpracowania o kryptonimie „Prolog”. Celem SOR „Prolog” stało się dokładne rozpoznanie zamierzeń i możliwości działania wymienionych wyżej osób, przejęcie kontroli operacyjnej nad urządzeniem poligraficznym, wykorzystanie istniejących osobowych źródeł informacji (OZI), oparcie działań na współpracy z pionami IV i V SB w Dzierżoniowie oraz inspektoratem 2 WUSW we Wrocławiu, umocnienie TW „Kaligula” w nielegalnych strukturach, wymiana informacji z SB we Wrocławiu i Jeleniej Górze, a w odpowiednim momencie przecięcie wrogiej działalności i likwidacja zagrożenia.
Jak reagowała na Księdza działalność władza państwowa i kościelna? Mówiło się, że za przeniesienie ks. Araszczuka wydano zgodę na budowę kościoła.
Rozpracowując DLP, szczególną uwagę SB zwracała na pielgrzymki, gromadzące dużą liczbę wiernych i dające możliwość propagandowego oddziaływania na nich przez członków DLP, przygotowujących transparenty, flagi czy ulotki na te uroczystości. Wtedy też najlepiej widać było bezkompromisowość i zaangażowanie księży wspierających DLP. Już od 1987 r. grupa IV SB w Dzierżoniowie prowadziła operację, której celem było przeniesienie mnie na inną placówkę duszpasterską. Szczegóły tych działań znajdują się w materiałach IPN, a także zna je kard. H. Gulbinowicz. Prawdą jest, że w 1988 r. zostałem odwołany z wikariatu w Dzierżoniowie i wysłany na studia specjalistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, chociaż miałem plany związane z działalnością Duszpasterstwa Ludzi Pracy. Decyzje władz diecezji, zgodnie z zamierzeniem SB, mocno skomplikowały pracę DLP w Dzierżoniowie i na pewien czas zmniejszyły jego aktywność. Nowym opiekunem został ustanowiony ks. Leonard Nowak, wikariusz w parafii św. Jerzego, kapłan o głębokiej duchowości, nieangażujący się w działalność polityczną.

Obecnie Delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy jest abp Józef Kupny.
Na zdjęciu: Abp Kupny święci sztandary podczas I Archidiecezjalnej Pielgrzymki Ludzi Świata Pracy.
Henryków, 15 maja 2016 r.

MACIEJ RAJFUR/FOTO GOŚĆ

Krzyże Wolności i Solidarności wręcza się za „służbę ojczyźnie i wspólnocie”. Kto był dla Księdza inspiracją – wzorem służby?
Podziwiałem zawsze Jana Pawła II. We wrześniu 1978 r. rozpocząłem swoją drogę ku kapłaństwu i na początku tej drogi, bo w październiku, kard. Karol Wojtyła został papieżem. Mogłem przez cały okres formacji seminaryjnej wczytywać się w jego pisma, analizować jego wypowiedzi i poznawać tę niezwykłą postać. Kilkakrotnie mogłem spotkać się z papieżem i zamienić kilka słów. Zawsze było to dla mnie ogromne przeżycie. Nauczanie Papieża stoi na gruncie personalistycznego charakteru pracy, jej godności i ludzkiej osobowości. Podkreśla miejsce i znaczenie pracy w realizacji powołania człowieka oraz dzieła zbawienia.
Zdaniem Jana Pawła II problematyka ludzkiej pracy sprowadza się nie tylko do techniki i ekonomii, ale do jej kategorii podstawowej – do człowieka.
Jan Paweł II określa pracę jako każdą ludzką działalność, która należy do całego bogactwa czynności, do jakich jest człowiek zdolny i dysponowany przez samą swoją naturę, poprzez całe swoje człowieczeństwo. Stąd też moja praca duszpasterska stawała się służbą człowiekowi pracującemu w drodze do zbawienia. Już na początku kapłańskiej drogi postawiłem sobie cel, którym jest: być dla ludzi i żyć z ludźmi. Myślę, że realizacja tego celu wpisuje się w program „szkoły służby”.
Drugą postacią, którą się fascynowałem, był ks. Jerzy Popiełuszko. Słyszałem o jego działalności i wielkich dziełach, których dokonał. Świadectwo jego męczeńskiej śmierci stało się dla mnie motywem do jeszcze głębszych działań na rzecz odnowy naszego narodu i spraw ludzkich.
Służba to nie tylko radości, ale i smutki. Jakie były najtrudniejsze chwile Księdza podczas tych pierwszych lat kapłaństwa?
Trudne chwile przeżywałem wówczas, kiedy dowiedziałem się, że są kapłani, którzy współpracują z SB.
Swoje odwołanie z Dzierżoniowa „zawdzięczam” TW „Zacisze”, który w rozmowie z por. Kiejnichem powiedział: „pomogłem wam w przeniesieniu ks. Araszczuka, ciekawy jestem, w czym wy mi pomożecie”. Wiedza o takich postawach księży na pewno powodowała smutek, ale także mobilizację na rzecz służby Kościołowi.
Przez lata służby spotkał Ksiądz na swojej drodze wielu ludzi. Czy o kimś może Ksiądz powiedzieć, że był naprawdę wyjątkowy?
Moim kierownikiem duchowym jest ks. Stanisław Orzechowski. Jeszcze jako student Akademii Rolniczej chodziłem na spotkania do Duszpasterstwa Akademickiego przy ul. Bujwida.

Ks. Orzechowski pisał mi opinię do Seminarium Duchownego, a potem pomagał w drodze ku kapłaństwu.
Był spowiednikiem w Seminarium Duchownym, a później podczas mojej Mszy prymicyjnej wygłosił kazanie.
To kazanie zapamiętam na całe życie.
Stanowiło ono jakby program na lata kapłańskiego posługiwania. Na obrazku prymicyjnym zamieściłem wówczas słowa: „Spraw Panie, abym zło dobrem zwyciężał”.
Rozmawiając o różnych wymiarach służby, nie sposób przemilczeć zaangażowania Księdza w innych obszarach duszpasterskich. Jak godzić posługę proboszcza i profesora, aby żadne z zadań stawianych przed Księdzem nie ucierpiało?
Wielu ludzi pyta mnie o to, jak godzę posługę proboszcza z pracą na Papieskim Wydziale Teologicznym.
Myślę, że jest to możliwe dzięki łasce Bożej. Po doktoracie przez rok byłem w Rzymie. Obserwowałem pracę instytucji kościelnych, a także pogłębiałem swoją wiedzę liturgiczną. Byłem już wtedy księdzem diecezji legnickiej.
Po rocznym pobycie w Rzymie bp Tadeusz Rybak zlecił mi organizację Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Legnickiej. Wtedy w Legnicy było ponad 120 kleryków, którym należało zapewnić godziwe warunki życia i nauki. Praca w Seminarium Duchownym pozwoliła mi na systematyzację i planowanie działań. I chyba dlatego mogliśmy jako wspólnota seminaryjna, po krótkim czasie przygotowań, dobrze funkcjonować. Ten okres to także nauka pracy w zespole.
A był to zespół wymagający, bo składał się z takich kapłanów, jak ks. Stefan Regmunt, ks. Marek Adaszek i ks. Marek Korgul.
Kiedy zaszła taka potrzeba, bp Tadeusz Rybak poprosił mnie, abym podjął się budowy kościoła i organizacji parafii pw. św. Tadeusza Apostoła. Wspólnie z parafianami wybudowaliśmy w ciągu czterech lat kościół. Był to niewątpliwie wielki wysiłek, ale także bogate doświadczenie organizacyjne.
Myślę, że dzięki zaufaniu Bogu mogę realizować swoje kapłańskie cele, będąc proboszczem, a także wykładowcą na Wydziale Teologicznym we Wrocławiu.
Wielu moich kolegów, pracując na różnych uczelniach, „zapomina”, że bycie księdzem to najpiękniejsza droga. Dlatego nie przeżywają swego kapłaństwa jako wyraz służby Bogu i Kościołowi, ale jako realizacja „swoich interesów”. Dla mnie każde spotkanie z ludźmi – czy w parafii, czy na Uczelni – stanowi okazję do świadectwa kapłańskiego życia, które staje się służbą.

Ks. Stanisław Araszczuk odznaczony Krzyżem Wolności i Sprawiedliwości

KS. PRZEMYSŁAW POJASEK/FOTO GOŚĆ