Niewolnictwo po Bożemu

ANNA RAMBIERT-KWAŚNIEWSKA

Wrocław

Czy ktoś wpadłby na tak abstrakcyjny pomysł,
by osobiście wskoczyć w buty niewolnika,
a do tego jeszcze umrzeć, aby skruszyć
zniewalające innych ludzi okowy słabości?

Chrystus ubiczowany, drewniana
rzeźba polichromowana, XVI/XVII w.
Ze zbiorów Muzeum
Archidiecezjalnego we Wrocławiu

KS. STANISŁAW WRÓBLEWSKI

Pochodzący ze stanu ekwitów, średniej klasy społecznej w rzymskiej republice, Katon Starszy (pradziadek Marka Porcjusza Katona, który z własnej woli nie dożył narodzin cesarstwa) wsławił się zawziętą nienawiścią względem Kartaginy. Uchodził jednocześnie za wzór cnót – rzymskich oczywiście, gdyż greckie mu nie odpowiadały.
Nic dziwnego, że potomni skrupulatnie przechowywali i przekazywali jego słowa, wśród których znalazło się takie oto powiedzenie: quot servi, tot hostess – „tylu wrogów, ilu niewolników”. Choć zapewne nie taka była intencja autora, te cztery słowa wiele mówią o marnym losie osób pozostających w niewoli. Aż trudno uwierzyć, że karygodne praktyki zniewalania ludzi trwały w zachodnim świecie aż do XIX w., a i współcześnie wskazać można na mapie świata skazy – miejsca, w których handluje się ludźmi i zakuwa się ich w kajdany niewoli.
Niewolnicy Jezusa?
Wydarzenie Wcielenia Jezusa w ciało osoby z niezbyt zamożnej rodziny zadziwia swoją przemyślnością. I próżno przywoływać na nowo niewyobrażalne wręcz uniżenie kryjące się w samym fakcie, że „Bóg stał się człowiekiem”. Bóg w swojej mądrości nakazał Synowi żyć w miejscu, w którym nie musiał On bezpośrednio konfrontować się z wielkim problemem społecznym trapiącym ludzkość niemal od początków jej istnienia – niewolnictwem. Czy łatwo byłoby nam przyjąć Mesjasza, który… miał niewolników? Być może niektórym tak, ale świat wyglądałby zgoła inaczej – dzieliłby się na tych z wolną wolą i innych, podlegających swym panom (nawet jeśli wolnych wewnętrznie). Trudno wyobrazić sobie tak niedorzeczny scenariusz. Bóg w Swej wszechwiedzy postawił naukę Jezusa ponad czasem, czyniąc ją na tyle uniwersalną, że wciąż aktualną w świecie diametralnie różnym od realiów Palestyny za czasów rzymskiej dominacji. Nie tylko aktualną, ale nawet przerastającą moralnie wszelkie konwencje i deklaracje praw człowieka.
Nie sługa, lecz niewolnik
Niewtajemniczonych w meandry greki zadziwić może informacja, że niektóre słowa wyrażające w Nowym Testamencie „służbę” nieodłącznie związane są z niewolnictwem.
Dotyczy to głównie rzeczownika doulos, który kryje się pod większością nowotestamentowych „sług”. Dlaczego więc tłumacze stronią od nazywania Pawła „niewolnikiem Jezusa Chrystusa” (Rz 1, 1), a samych niewolników nieco czulej zwą „sługami”? Być może chodzi o pewne obce nam, współczesnym, standardy. Sługę można zatrudnić, nie naruszając jego wolności. Trudno nie tylko pojąć, ale i pogodzić się z wizją, że jedna osoba posiada akt własności drugiej. Nie wszyscy jednak wiedzą, że w starożytności niewolnictwo nie zawsze oznaczało hańbę. Historia zna niewolników, którzy zaszli wysoko, jak choćby Marek Tuliusz (po panu) Tiron, niewolnik i sekretarz, a później wyzwoleniec szlachetnego Marka Tuliusza Cycerona, o którym ów słynny mówca wyrażał się z niezwykłą czułością.
„Nie znam bowiem nikogo uczciwszego i pilniejszego od tego młodzieńca” – pisał w 50 r.,

jeszcze przed narodzinami Chrystusa, do swego przyjaciela Attyka Cyceron. A ponieważ niewolnicy stanowili w rzymskim imperium aż 35% populacji, nic dziwnego, że piastowali również ważne stanowiska. Nawet niektórzy niewolnicy z przypowieści Jezusa wydają się osobami na tyle znaczącymi i godnymi zaufania, że sam król bez oporów pozostawia pod ich opieką własny majątek (Mt 18, 23-34). Istnieje jednak pewien znaczący mankament. Ich niższa pozycja społeczna dochodziła do głosu w zwykłych, codziennych sytuacjach.Dotyczyło to choćby posiłków. Napój i pokarm nie należał się niewolnikom aż do momentu, gdy pan pozwolił im zasiąść do stołu – nie tego samego, co on sam, oczywiście (Łk 17, 7-10). Wielu niewolników umierało ponadto w wyniku wyniszczającej pracy na roli czy w budownictwie.
Niewolnik z wyboru
Historia zna przykłady skrajne – osób, które dla poprawienia własnego bytu sprzedawały się w niewolę. Przypuszcza się, że mógł tak postąpić niejaki wspomniany przez Pawła Erast, by awansować na „skarbnika miasta” Korynt (Rz 16, 24). Niewola zapewniała niekiedy doskonałe wykształcenie. Takie zdobył w niewoli Epiktet, filozof jakże bliski światopoglądowo św. Pawłowi.
Co jednak, gdy sam Pan zechce zostać niewolnikiem (Flp 2, 7), gdy Wszechmocny wejdzie w ciało, znosząc wszelkie wynikające z człowieczeństwa niedogodności i ograniczenia?
Stawia świat na głowie. Poucza, posługując się słowami apostołów, by niewolników traktować jak umiłowanych braci (Flm 15-17); Dwunastu instruuje, że największym jest ten, kto stanie się „niewolnikiem wszystkich” (Mk 10, 44); doprowadza do – po ludzku – kuriozalnej sytuacji, ponieważ ci, którzy mają władzę i autorytet, z własnej woli mienią się niewolnikami (z Piotrem i Pawłem na czele!
2 P 1, 1; Rz 1, 1). Istny Boży galimatias! Dzięki tzw. kenozie (uniżeniu, ogołoceniu) Chrystusa niewolnik stał się wolnym w Bogu, pan zaś został niewolnikiem Boga. Pierwszy ustąpił miejsca ostatniemu. Szkoda, że człowiek tak mozolnie zgłębia treść tego iście misternego planu.
Od republiki po cesarstwo
Ponad 120 lat po śmierci nieustraszonego Katona Starszego republika wydała ostatnie tchnienie, a na tronie zasiadł pierwszy z rzymskich cesarzy – usynowiony przez samego Juliusza Cezara Oktawian August. Urodzony pod jego rządami Seneka, kwestionując słowa Katona Starszego, przekonywał swego przyjaciela Lucyliusza, że niewolnicy mogą być wrogami panów, ale to tylko od panów zależy, czy rzeczywiście tak się stanie. Ten radykalny przejaw moralności – dostrzeżenie w niewolnikach ludzi – świadczył o niezwykłej wrażliwości społecznej Lucjusza Anneusza Seneki, zwanego Młodszym. Ale nawet ten empatyczny filozof nigdy nie wpadłby na tak abstrakcyjny pomysł, by osobiście wskoczyć w buty niewolnika, a do tego jeszcze umrzeć, aby skruszyć zniewalające innych ludzi okowy słabości. Iście abstrakcyjny pomysł, przekraczający pojmowanie nie tylko człowieka starożytnego, ale również tego, któremu przyszło żyć w XXI w.