KS JAN SIENKIEWICZ

Moczydlnica Klasztorna

Być ministrem

Za nami wakacje. Z beztroskiego czasu wypoczynku pozostały zdjęcia i wspomnienia.
Lipiec nad polskim morzem nie rozpieszczał wczasowiczów zbyt piękną pogodą. Jednak jak się okazuje, nie ona decyduje o tym, czy wyjazd można zaliczyć do udanych. Opowieści znajomych o ich urlopie nad Bałtykiem zdominowane były zachwytem nad uprzejmością właścicieli pensjonatu, w którym się zatrzymali. Na każde wezwanie, o każdej porze, w jakiejkolwiek potrzebie.
Zawsze z uśmiechem, z ogromną życzliwością, a nawet z troską. Można pomyśleć – cóż w tym nadzwyczajnego, w końcu płacili, więc mieli prawo oczekiwać dobrej obsługi. Niby racja, ale doskonale wiemy, że nie zawsze tak jest. Czasem, nawet jak się nam coś należy, czy mamy do czegoś prawo, zamiast tego, czego się spodziewamy, spotykamy się raczej z niechęcią, opieszałością, brakiem zrozumienia.
Użyte w tytule słowo minister pochodzi z łaciny i znaczy ni mniej, ni więcej tylko… sługa. Mamy więc jasny obraz tego, kim w życiu społecznym powinni być wszyscy sprawujący jakąkolwiek władzę. Wybierani, delegowani, powoływani czy namaszczani do realizowania zadań dla wspólnego dobra. Swoje kompetencje powinni opierać na fundamencie, którym jest człowieczeństwo.
W porządku logicznym najpierw przecież jest się człowiekiem, a dopiero później lekarzem, urzędnikiem, księdzem czy prezydentem.
Św. Paweł pisze w 1 Liście do Koryntian: Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Jako ludzie wierzący, powinniśmy pamiętać, że robiąc cokolwiek dla innych, służymy samemu Bogu, bo On jest obecny w naszych bliźnich i od Niego też pochodzi wszelka władza.
I każdy z nas może być ministrem, służąc najlepiej jak potrafi i spełniając swoje obowiązki – od tych zwyczajnych, domowych, codziennych, aż po te podejmowane na wszelkich szczeblach władzy.