KS ANDRZEJ DRAGUŁA

Zielona Góra

Kazanie, czyli dziurawe wiadro

Częstym tematem krytyki Kościoła jest kaznodziejstwo. Na nim znają się wszyscy. Oprócz zdrowia, piłki nożnej i polityki – należy do kategorii wiedzy, w której każdy czuje się specjalistą. Kaznodziejstwem ludziom dogodzić nie jest łatwo. Ten mówi zbyt tradycyjnie, tamten – za nowocześnie. Dla jednych za mało w nim polityki, dla drugich – za dużo.
Jedni tęsknią za grzmieniem z ambon („Kiedyś to były kazania!”), inni oczekują spokojnej medytacji. Ilu wiernych, tyle gustów, zdań, opinii i oczekiwań. I jak tu uczyć kaznodziejstwa?
Nie umniejszając odpowiedzialności kaznodziei za to, co mówi, trzeba, dla sprawiedliwości, upomnieć się także o odpowiedzialność słuchacza. Istnieje bowiem nie tylko technika mówienia, ale też technika słuchania, nie tylko teologia głoszenia, ale i teologia słuchania.
Średniowieczni mówcy, często bardziej dosadni i nieprzebierający w słowach niż my, problem ten podejmowali w kazaniach. Wielu utyskiwało z powodu niegorliwego słuchania, począwszy od krytyki zwyczaju uczestnictwa we Mszy św., a więc i słuchania kazania przed kościołem. Nie wszyscy też, którzy już weszli do kościoła, skupiali się na tym, co się w nim dzieje. W instrukcjach wizytacyjnych bp. Macieja z Gołańczy (XVI w.) pytano, czy parafianie w czasie Mszy i na kazaniu śmieją się lub rozmawiają. Widocznie nie były to odosobnione praktyki.
Do słuchania kazania należało się przygotować. Jeden z kaznodziejów wyliczał, że do spełnienia są cztery warunki owocnego słuchania: pokora, spokój od trosk ziemskich, brak pogardy dla mówiącego, uczucia czyste i niezepsute, a umysł niezaślepiony. Słuchacz do słuchacza jednak niepodobny. Jakub z Vitry wyróżniał 120 kategorii słuchaczy!
A Piotr z Miłosławia – cztery. Pierwsza to ci, którzy słuchają chętnie, ale szybko popadają w grzechy, bo co jednym uchem usłyszeli, drugim wypuścili; druga – ci, którzy chętniej niż kazania słuchają opowiadań i ciekawostek; trzeci rodzaj to słuchający słów Bożych, by się pochwalić ich znajomością; czwarty – ci, którzy słuchają, by naprawić swoje życie.
Ci słuchają „uszami serca”. Skuteczność kazania to nie tylko owoc krasomówczych zdolności kaznodziei, ale też właściwego nastawienia słuchacza i, co istotne, łaski Bożej. Jaki przyniesie skutek współpraca kaznodziei, słuchacza i Boga – nigdy nie wiadomo.
Zaczynają się wakacje. To szczególny czas życia duchowego.
Będziemy na Mszach św. w innych kościołach i posłuchamy innych kaznodziejów. Dajmy im szansę. Wsłuchajmy się w to, co ujawnia się czasami poza i między słowami. Bóg, jeśli zechce, objawi się nawet „na zgliszczach składni”. W każdym kazaniu można znaleźć dla siebie jakąś myśl, słowo, nawet jeśli wydaje się bardziej ludzkie niż Boże, bo przecież nie jest głoszone bez Boga. Nawet dziurawe wiadro, choć wody nie doniesie, pozostaje mokre. Takim dziurawym wiadrem może być jednak nie tylko słaby kaznodzieja, ale i niechętny do słuchania słuchacz.