Katolik na wakacjach

EWA PORADA

Katowice

Włochy, Montecatini Alto

Gdzieś w Europie…
Idziemy w grupie kilkudziesięciu osób, zwiedzamy kolejne zabytki miasta. Żar leje się z nieba, każdy z uczestników szuka nieco wytchnienia w cieniu. Przewodniczka zapowiada, że kolejnym obiektem przez nas zwiedzanym będzie katedra. Musimy jednak chwilę zaczekać, bo właśnie trwa Msza Święta, jednak za chwilę się skończy. Przed drzwiami kościoła stoi kobieta w średnim wieku, bacznie obserwując wchodzących. Tym, którzy mają nieodpowiedni strój podaje chusty. Turyści bez zastanawiania biorą, nakładają na siebie, traktując to niejako kolejną „atrakcję” wycieczki. Wchodzimy do środka. Odruchowo wzrokiem szukam czerwonej lampki, świadczącej o obecności Gospodarza Miejsca. Jest przy ołtarzu, przyklękam… większość grupy nieco zdumionym wzrokiem patrzy na mnie. Już po chwili przewodniczka opowiada nam o bogactwie architektury miejsca. Na szczęście mamy tour guide, zatem można przekazywać informacje nie zakłócając zbytnio ciszy miejsca. Po kilku minutach przechodzimy do skarbca znajdującego się tuż za ołtarzem głównym. Droga wiedzie obok tabernakulum… jestem jedną z nielicznych osób, która oddaje cześć Panu Jezusowi, reszta przechodzi w ciszy, niczym w kolejnym muzeum.

Myślę o naszym chrześcijaństwie, w pamięci przewijają mi się podobne obrazy jak ten, z Rzymu, Paryża, Dubrownika, Krakowa, Wrocławia i wielu innych miejscowości Europy. W większości tych miejsc coraz częściej kościoły są traktowane przez turystów, jak kolejne zabytki, dla wielu nie różnią się wiele od muzeum czy też innych miejsc – niesakralnych.

Świątynia Pana…
W wielu zabytkowych kościołach, często odwiedzanych przez zwiedzających, Najświętszy Sakrament został przeniesiony gdzieś do bocznych kaplic. Zdarza się, że Najświętszego Sakramentu nie można odnaleźć wcale. Taka praktyka pojawia się zapewne dlatego, żeby nie dochodziło do profanacji, żeby nie zakłócać ciszy i spokoju modlącym się. Jest w tym dużo racji. Sama niejednokrotnie denerwowałam się na turystów przelewających się poprzez kościoły, komentujących półgłosem piękno ich wnętrza, robiących setki zdjęć, niebaczących ani na sprawowanie Eucharystii, ani na modlących się w nich wiernych.

Niejednokrotnie przychodziła mi wtedy na myśl scena, kiedy to Pan Jezus wyrzucał przekupniów ze świątyni, ze słowami: „Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”. Łk 19, 46. Można zadać sobie pytanie: czyż te słowa nie odnoszą się dzisiaj także i do nas chrześcijan?

Co się dzieje z naszym katolicyzmem, z naszymi świątyniami, gdzie Gospodarza Miejsca przenosi się do bocznych kaplic, zamiast honorować Go na głównym miejscu? Dlaczego kościoły traktowane są często jak zwykłe obiekty muzealne? Czy my wierzący naprawdę nie potrafimy zachować się w obecności Stwórcy wszelkiego dobra?

W poszukiwaniu odpowiedzi, warto zajrzeć do – uważanej przez wielu za zlaicyzowaną – Francji. W Paryżu, na wzgórzu Montmartre mieści się Bazylika Sacre Coeur. Tam już od 125 lat w dzień i w nocy trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Pamiętam pierwsze wrażenie tego miejsca. Po zwiedzaniu kolejnych zabytków Paryża, w tym też kościołów trafiliśmy tam, na wzgórze Montmartre. Po wejściu do Bazyliki na centralnym miejscu znajdowała się duża monstrancja, a Pan Jezus bez wątpienia był Centrum tejże świątyni. We wnętrzu, zamiast „tradycyjnego” już gwaru panowała cisza i skupienie, atmosfera modlitwy. Także zwiedzający z większą czcią i uznaniem traktowali to święte miejsce. Wszystko było na swoim miejscu: Pan Jezus, jako Gospodarz w głównym ołtarzu, świątynia była domem modlitwy, a turyści w pełni świadomi, z należytą czcią zwiedzali miejsce kultu.

Rodzi się zatem pytanie: czy oby przez usuwanie w cień krużganków Pana Boga sami nie prowadzimy do zobojętnienia religijnego? I kolejnym pytaniem, które także zostaje bez odpowiedzi jest to, o granicę, o swoiste rozróżnienie, a może współgranie między sobą wymiaru sakralnego i historyczno-kulturowego naszych świątyń. Jest to też pytanie o naszą tożsamość „katolickich turystów”, zachwycających się pięknem świątyń i obiektów kultu.

Niedziela…
Nadeszła niedziela i kolejna refleksja… Jest Dzień Pański, przebywamy na terenie katolickiego kraju, kościoły można spotkać niemalże na każdym rogu (czymś innym jest oczywiście częstotliwość odprawia w nich Mszy Świętych), jednak… w ciągu dnia program zwiedzania jest tak napięty, że nie ma możliwości uczestniczenia w Eucharystii.

Więcej czasu wolnego mamy dopiero wieczorem, organizujemy się więc w kilka osób, wyruszamy na poszukiwanie kościoła, w którym będzie sprawowana wieczorna Msza Święta, nie jest to jednak proste, większość kościołów o tej porze jest już zamknięta. Spotykamy jednego z mieszkańców, który mówi, że w pobliskiej parafii mieszka ksiądz z Polski… próbujemy go odszukać, przedstawiamy nasz problem… rozmawiamy chwilę, w końcu kapłan godzi się odprawić nam Mszę Świętą. Eucharystia odbywa się w kameralnym gronie, w małej kapliczce… dziękuję Bogu za ten czas, za możliwość uczestnictwa we Mszy Świętej.

My mieliśmy taką możliwość, jednak nie zawsze jest ku temu okazja. Rodzi się, zatem pytanie czy na wycieczce, organizowanej przez biuro podróży z Polski (a więc kraju, gdzie znakomita większość deklaruje się, jako katolicy) nie można by zorganizować możliwości uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej? Czy nikt o tym nie pomyślał? W luźnej rozmowie zastanawiamy się nad tą kwestią. Wśród argumentów szerszego grona można usłyszeć między innymi takie: przecież to nie grzech, jeśli nie ma możliwości uczestniczenia we Mszy Świętej, w końcu jesteśmy na wakacjach. Tylko czy jedynie o przestrzeganie prawa tu chodzi? Czy urlopem można tak łatwo rozgrzeszyć wakacje od Pana Boga?

Drugi zaś argument brzmi: przecież to nie jest pielgrzymka, trzeba więc uszanować poglądy wszystkich. Jako katolik zadaję sobie pytanie: czy oby na pewno wszystkich? Czy dla katolika chcącego zwiedzać Europę i świat wybór sprowadza się do: samodzielnego zorganizowaniem sobie wyjazdu lub wyjazdu na pielgrzymkę, gdzie wymiar religijny jest zapewniony? A przecież potrzeba tak niewiele: czas wolny w odpowiednim miejscu i czasie. W jaki sposób ten czas wolny zostanie zagospodarowany, to jest już osobistą sprawą każdego.

Doświadczenie tego wyjazdu było też cenne z innego powodu. Myślę, o bogactwie, jakie mamy w Polsce, a którego nie docenia się, póki nie wyjedzie się poza granice naszego kraju. Msza Święta w każdym kościele na wyciągnięcie ręki, niemalże o każdej porze dnia w niedzielę i w tygodniu, kościoły w znakomitej większości są otwarte, w wielu jest adoracja Najświętszego Sakramentu. Także kapłani są dostępni na parafiach, zawsze można podejść porozmawiać, poprosić o sakramenty. W Polsce mamy bogactwo, które warto dostrzegać i doceniać.

Na zakończenie…
…fragment wiersza Elisabeth Browning: „Ziemia jest pełna nieba, a każdy zwykły krzew płonie Bogiem, ale tylko ci, którzy widzą zdejmują sandały; reszta siada i zrywa jagody.”