BUDOWANIE KOŚCIOŁA DOMOWEGO

Tradycje rodzinne – a co to takiego?

Byłoby wielkim błędem przekonanie, że przed nami
nic sensownego się nie działo i dopiero od nas wszystko się zaczyna.
Warto zatem zatroszczyć się o rodzinne tradycje: poznać je,
ubogacić tym, co mamy do dyspozycji,
i przekazać jako cenny depozyt następnym pokoleniom.

KS. ALEKSANDER RADECKI

Wrocław

Zadbajmy o nasze pamiątki rodzinne

CONGERDESIGN/PIXABAY.COM, LIC. CC0

Tradycja – przekazywane z pokolenia na pokolenie treści kultury (takie jak: obyczaje, poglądy, wierzenia, sposoby myślenia i zachowania, normy społeczne), uznane przez zbiorowość za społecznie doniosłe dla jej współczesności i przyszłości. To prosta i jasna definicja z encyklopedii.
Czy dawniej było łatwiej pielęgnować i przekazywać rodzinne tradycje?
W rodzinach wielopokoleniowych z całą pewnością tak. Można i warto sobie wyobrazić rytm życia wspólnot rodzinnych sprzed kilku pokoleń, zwłaszcza na wsi. Nasi przodkowie… mieli czas: dla siebie, na pielęgnowanie kultury swojego regionu, wreszcie dla Pana Boga. Skąd mieli ten czas?
Nie pracowali w niedziele i święta, nie pracowali w nocy. A wieczory mieli absolutnie dla siebie w rodzinach, gdyż zdani byli na siebie. Stąd: modlitwy, pieśni, lektura hagiograficzna, rękodzieło, opowieści, w których było także miejsce na przekazywanie tradycji: rodzinnych, religijnych, patriotycznych.
Ci z nas, którzy mają krewnych mieszkających zwłaszcza w starych, wiejskich domach, albo też zwiedzili jakiś skansen wsi polskiej, mogą mieć choćby przybliżone wyobrażenie bogactwa duchowego i materialnego, które już nie jest naszym udziałem.
Kto nas okradł?
Straciliśmy mnóstwo skarbów właściwie na własne życzenie, bo daliśmy się zwieść: wygodzie, tandecie, lenistwu, pieniądzom, zmysłowości, pogaństwu, cudom techniki…
Najstarsi z nas, patrząc chociażby na współczesne dzieci, mogą z rozrzewnieniem wspominać swoje dzieciństwo, które było na ogół biedne, ale naprawdę szczęśliwe! Kto pamięta pierwszokomunijne śniadanie z kakao i słodką bułką w ogrodzie księdza proboszcza – jak się to ma do dzisiejszych „wypasionych” imprez organizowanych obecnie z tej samej okazji w lokalach?
Porównajmy współczesne bloki mieszkalne z kamienicami sprzed stu lat pod kątem ich piękna. Przypomnijmy sobie, co potrafimy zaśpiewać przy okazji imienin czy na wycieczce. Popatrzmy na stroje ludowe i zestawmy je z kreacjami współczesnych mistrzów mody.
Zwróćmy uwagę, jaką furorę robią dziś potrawy tradycyjnych kuchni regionalnych.
Porównajmy, jak zubożała tradycja świąt religijnych i państwowych w ostatnich dziesięcioleciach…
Czym możemy się naprawdę pochwalić jako pokolenie, gdyby zabrano nam współczesną technikę?
Siła narodu = siła rodzinnej tradycji
Zawsze tak było, że rodzina stanowiła podstawową ostoję formacji kolejnych pokoleń. Ona jest „Kościołem domowym”, „małą Ojczyzną”, fundamentem cnót wszelkich, do którego odwołujemy się do końca życia.
Każda rodzina ma swoją historię: swoich przodków, własne zwyczaje, konkretne relacje. Przy dzisiejszych środkach technicznych i elektronicznych potrafimy wszelkie pamiątki rodzinne reanimować, uporządkować, utrwalić i przekazać krewnym z odpowiednim komentarzem, dopisując „ciąg dalszy” swoimi działaniami. Bezcenna jest pamięć starszego pokolenia, którą warto zamienić na opowieści, druk czy nagrania. Byle tylko chcieć się spotykać „w realu” i uznać, że przeszłość jest dla naszego szczęśliwego rozwoju bardzo istotna, gdyż nie można bezkarnie odcinać się od własnych korzeni.
W kontekście pielęgnowania tradycji rodzinnych warto przywołać przejmujące słowa św. Jana Pawła II, który podczas swej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny powiedział na krakowskich Błoniach: „I dlatego – zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, – abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”.

Science fiction (?)
Czy dadzą się namówić gospodarze zabytkowych polskich chat i skansenów na to, by na czas tzw. weekendów udostępnić (za opłatą, a jakże!) swoje obiekty nie do zwiedzania, ale do zamieszkania przez rodziny? I czy znajdą się tacy rodzice czy dziadkowie, może tatusiowie z synami, którzy wraz z dziećmi (wnukami) zdecydują się na takie doświadczenie, cofając czas o 100–150 (a może i więcej) lat?
Spróbujmy uruchomić swoją wyobraźnię: Po południu w piątek rodzina przybywa do takiej tradycyjnej chałupy i podejmuje wyzwanie przeżycia tam 48 godzin. W domu tym nie ma elektryczności, nie ma miejsca na komórki (brak zasięgu), radia, telewizory czy inny sprzęt elektroniczny. Woda jest w studni. Aby ją zagrzać i zagotować, trzeba samodzielnie zapalić w piecu.
Sprzęt kuchenny to same zabytki, nieznające żadnych współczesnych udogodnień. Łazienki brak – do dyspozycji miska i dzban na wodę. WC na podwórku w formie drewnianego domeczku z serduszkiem w drzwiach.
Małe okienka zagwarantują, że szybko w izbach zrobi się ciemno, nawet letnią porą. Oświetlenie – świece lub lampa naftowa. Przyrządzanie posiłków – płyta kuchni węglowej, pod którą trzeba umiejętnie podtrzymywać ogień.
Wystarczy?
Ale po co komu byłby potrzebny taki eksperyment?
Pierwszym owocem będzie z pewnością po powrocie do własnych domowych luksusów docenienie tego, co posiadamy. Wobec postaw roszczeniowych i wiecznych narzekań młodego pokolenia – ten owoc będzie bardzo istotny. Może on w konsekwencji doprowadzić do wdzięczności Panu Bogu i ludziom za to, co otrzymaliśmy bez naszych zasług. Co więcej: zdobyte doświadczenie może uruchomić wyobraźnię miłosierdzia wobec tylu ludzi, którzy mają prawo liczyć na pomoc bardziej zasobnych bliźnich. Kolejnym zyskiem będzie doświadczenie kontaktu z przyrodą, ciszą – a przede wszystkim z sobą wzajemnie na małej przestrzeni przez dłuższy niż zwykle czas.
Taki niecodzienny egzamin ujawni też, co potrafimy zrobić ze swoim wolnym czasem „sami z siebie”, bez elektronicznych wspomagaczy, i kim dla siebie jesteśmy. Godziny wieczorne mogłaby wypełnić wtedy wspólna lektura, opowieści rodzinne, śpiewy itp., itd. – „jak drzewiej bywało”! Ujawniona wtedy nędza duchowa i kulturalna rodziny powinna doprowadzić do podjęcia konkretnych i właściwych decyzji.

PROPOZYCJE DO PRZEMYŚLENIA

▸ Uporządkować zdjęcia i pamiątki rodzinne, zaopatrując je w stosowne informacje (daty, nazwiska, opis zarejestrowanych wydarzeń itp.).
▸ Zadbać o stworzenie drzewa genealogicznego – niekoniecznie sięgając aż do XVII w., ale rejestrując pradziadków i dziadków z wszystkimi „konsekwencjami” rodzinnymi.
▸ Zebrać i spisać (utrwalić) wszelkie historie (także anegdoty) rodzinne w formie kroniki, którą otrzymają wszyscy członkowie rodziny. Zamieścić w tej publikacji przynajmniej małe CV każdej z osób. (Takie zadanie świetnie wykonają młodzi, oswojeni z komputerami!).
▸ Sporządzić (zaktualizować) listę wszystkich członków rodziny z adresami, numerami telefonów, adresami elektronicznymi, datami urodzin, imienin, ślubów itd. Rozesłać do wszystkich członków rodziny.
▸ Zapraszać się i spotykać „w realu” przy każdej nadarzającej się okazji, a wtedy: modlić się wspólnie, spożywać wspólne posiłki, wypoczywać, opowiadać, dzielić się doświadczeniami, wspierać w potrzebie.