BUDOWANIE KOŚCIOŁA DOMOWEGO

Rodzinna szkoła kształcenia wyobraźni miłosierdzia

Miłosierdzie. Słowo odmieniane przez wszelkie możliwe przypadki, a jednak wcale nie takie proste
w realizacji. Jeśli rodzina nie będzie najbardziej podstawową szkołą, w której ten „przedmiot” będzie
wykładany i stosowany na co dzień, to w najlepszym wypadku będziemy mogli liczyć jedynie na mniej
lub bardziej spektakularne „akcje” dobroczynne.

KS. ALEKSANDER RADECKI

Wrocław

Abp Józef Kupny z wizytą u chorych dzieci
z Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego w Jaszkotlu

MACIEJ RAJFUR/FOTO GOŚĆ

Tymczasem miłosierdzie ma stać się stylem chrześcijańskiego życia, wręcz drugą naturą wyznawców Jezusa. Jak do takiego ideału dorastać? „To jest jedno wielkie złodziejstwo, gdy chrześcijanie wydają bezmyślnie pieniądze, podczas gdy wokół nich panuje bieda i nędza” (bł. Rupert Mayer SJ). Może trwający właśnie Rok św. Brata Alberta Chmielowskiego natchnie nas do kolejnych przemyśleń w klimatach Kościoła domowego?
„Czym skorupka za młodu nasiąknie…”
Nie rodzimy się altruistami. Popatrzmy kiedyś na maleńkie dziecko, by zauważyć, jak ono „dba” o siebie – aż do granic… terroryzmu, wymuszając wszelkie potrzebne mu działania ze strony otoczenia. Nie liczy się ze zmęczeniem matki czy ojca, nie zna pojęcia ciszy nocnej, nie respektuje godzin modnego serialu w TV czy meczu – krzykiem i płaczem domagając się pomocy. I to jest zrozumiałe. I wszyscy mamy to w swojej historii życia. Dramat zaczyna się wtedy, gdy z takiej skrajnie egocentrycznej i egoistycznej postawy dziecko nie wyrasta przez długie lata – może nawet do końca swego życia.
Jeśli dziecko nie jest rozpieszczanym jedynakiem, ma mądrych rodziców, którzy nie na wszystko pozwolą, nie spełniają wszelkich dziecięcych kaprysów, uczą sztuki dzielenia się, mają dla dziecka czas, stawiają mu odpowiednie dla wieku wymagania i granice, pielęgnują w rodzinie przykazanie miłości bliźniego jak siebie samego – jest szansa na wychowanie pięknych i odpowiedzialnych ludzi.
Ów proces wychowywania powinien jak najszybciej wejść w etap samowychowania, kontynuowanego do końca życia. Dlaczego? Bo pokusa wzbogacania się i troszczenia jedynie o siebie wciąż będzie się pojawiała i odżywała, a przecież: ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy (1 Tm 6, 9-10).

Miłosierdzie musi iść w parze z ubóstwem
Postawy miłosierdzia oczekuje od nas sam Bóg i ma być ono konkretną odpowiedzią na Jego Miłosierdzie, które oznacza ludzkie „być albo nie być” w doczesności i wieczności. Opis Sądu Ostatecznego nie pozostawia nawet cienia wątpliwości, z czego będziemy pytani (zob. Mt 25, 31-46). Stąd – jak uczy Katechizm – „wszyscy chrześcijanie powinni starać się należycie kierować swymi uczuciami, aby korzystanie z rzeczy ziemskich i przywiązanie do bogactw wbrew duchowi ewangelicznego ubóstwa nie przeszkadzało im w osiągnięciu doskonałej miłości” (KKK 2545).
Ubóstwa, poprzestawania na tym, co niezbędne, powstrzymywania się od „idiotyzmu konsumpcji” domaga się także najbardziej podstawowa sprawiedliwość i solidarność międzyludzka.
„Podczas gdy ogromne mnóstwo ludzi odczuwa jeszcze brak rzeczy koniecznych, niektórzy, nawet w krajach słabo rozwiniętych, żyją wystawnie i trwonią majątek. […] Podczas gdy garstka ludzi skupia w swym ręku ogromną władzę w zakresie podejmowania decyzji, wielu nie ma prawie żadnej możliwości działania z własnej inicjatywy i na własną odpowiedzialność, a nierzadko znajdują się w warunkach życia i pracy niegodnych osoby ludzkiej” (KDK 81).
Przyznajmy: stwierdzenia tej soborowej nauki sprzed pół wieku także w Polsce nic nie straciły na aktualności; najwyraźniej każde pokolenie musi na własny rachunek odpowiedzieć na wyzwanie nędzy, z którą się wciąż spotyka.
Zauważmy: żadna z organizacji charytatywnych nie zaradzi biedom świata, gdyż nie zastąpi osobistej postawy miłosierdzia każdego z nas.
Św. Bazyli Wielki (329–379), biskup Cezarei, pisał tak: „Do Pana zaś poniesiesz sławę twoich dobrych czynów.

Ale my, zdaje się, nie dbamy o to, co czeka nas w niebie, kiedyś. […] Umiesz tylko to jedno: «nie mam, nie dam, sam jestem biedny». O tak, biedny jesteś i nie masz naprawdę niczego: nie masz miłości, nie masz dobroci, nie masz wiary w Boga ani nadziei wiekuistej.
[…] Chleb, który macie w nadmiarze, jest chlebem zgłodniałych; szata wisząca w waszej szafie jest ubraniem dla tych, którzy są nadzy; obuwie, którego wy nie nosicie, jest obuwiem ubogich; pieniądze, które wy trzymacie w ukryciu, są pieniędzmi ubogich; uczynki miłości, których wy nie wykonujecie, są także niesprawiedliwością, którą wy wyrządzacie”.
Chodzi o konkret!
Katechizmowa definicja miłosierdzia – teoretycznie znana nam od czasów I Komunii Świętej, brzmi następująco: „Uczynkami miłosierdzia są dzieła miłości, przez które przychodzimy z pomocą naszemu bliźniemu w potrzebach jego ciała i duszy.
Pouczać, radzić, pocieszać, umacniać, jak również przebaczać i krzywdy cierpliwie znosić – to uczynki miłosierdzia co do duszy. Uczynki miłosierdzia co do ciała polegają zwłaszcza na tym, by głodnych nakarmić, bezdomnym dać dach nad głową, nagich przyodziać, chorych i więźniów nawiedzać, umarłych grzebać. Spośród tych czynów jałmużna dana ubogim jest jednym z podstawowych świadectw miłości braterskiej; jest ona także praktykowaniem sprawiedliwości, która podoba się Bogu” (KKK 2447). Proste? Jasne? Zatem – do czynu!
Papież Franciszek zaproponował nam wszystkim, by w Roku Miłosierdzia podjąć program realizacji uczynków miłosierdzia co do duszy i ciała. W każdej rodzinie i w każdym środowisku znajdziemy codziennie nieskończoną liczbę okazji do takiego działania. Temat nigdy nie ulegnie przedawnieniu!

Św. Cezary (470/471–542), biskup z Arles, zwraca naszą uwagę na ścisłe powiązanie miłosierdzia okazywanego tu na ziemi z tym, którego oczekujemy w niebie: „Wszyscy pragną miłosierdzia, ale, niestety, nie wszyscy tak postępują, aby na nie zasłużyć. […] Jak można prosić o coś, czego sam nie chcesz ofiarować? Kto zatem pragnie dostąpić miłosierdzia w niebie, powinien wyświadczać je na ziemi. Na czym polega miłosierdzie ludzkie? Na tym, abyś pamiętał o ubogich. Na czym zaś miłosierdzie Boże? Zapewne na darowaniu win. Toteż wszystko, co wyda miłosierdzie ludzkie podczas drogi, miłosierdzie Boże odda w Ojczyźnie. […] Ten, który w niebie pragnie dawać, chce otrzymywać na ziemi”.

Cytaty tekstów Ojców Kościoła
zaczerpnięto z Liturgii godzin.

PYTANIA
DO ZASTANOWIENIA:

▸ Czy umiesz oszczędzać: czas, energię elektryczną, wodę, pieniądze…?
▸ Czy masz w mieszkaniu rzeczy niepotrzebne, nieużywane, które należałoby albo wyrzucić jako nieprzydatne, albo oddać potrzebującym?
▸ Twoim ideałem jest luksus czy życie skromne, poprzestawanie na tym, co niezbędne do godnego życia?
▸ Czy Ty i Twoi bliscy (dzieci, wnuki) umiecie się dzielić z potrzebującymi?
▸ Jesteś już gotów do uczciwej dziesięciny lub innej, konkretnej formy wspierania potrzebujących w sposób materialny lub/i w ramach wolontariatu?