Wspomnienie śp. ks. Piotra Niteckiego (1949-2011)

Ekspert od rzeczywistości ziemskich

15 grudnia przypada piąta rocznica tragicznej śmierci ks. prof. Piotra Niteckiego, redaktora naczelnego „Nowego Życia”. Z tej okazji zapraszamy do lektury wspomnienia jednego z Jego uczniów

Ks. Adam R. Prokop

ks. prof. Piotr Nitecki wraz z ks. prof. Janem Kruciną
fot. archiwum Nowego Życia

To byłby rok pełen okrągłych rocznic: czterdziesta uzyskania tytułu magistra na Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu, srebrny jubileusz pracy akademickiej na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, dwudziestolecie osiągnięcia tytułu profesora, ale także i przede wszystkim otrzymania 8. grudnia święceń prezbiteratu z rąk ks. Henryka kard. Gulbinowicza. Niestety dla wszystkich przyjaciół, współpracowników, parafian i studentów ks. prof. dr. hab. Piotra Niteckiego 15. grudnia przypada piąta rocznica tragicznej śmierci tego „dobrego, szlachetnego i mądrego” człowieka.

Pamiętam pierwsze z nim spotkanie podczas Annus Propedeuticus w Herykowie. Potrafił wzbudzić sympatię mimo dystansu, który naturalnie istnieje między alumnem pierwszego roku, rozpoczynającym dopiero studia teologiczne, a doświadczonym kapłanem, ponadto uznanym profesorem. Posiadał niebywały talent wykładania rzeczy nader zawiłych językiem prostym, zrozumiałym, lecz mimo wszystko precyzyjnym. Jak dalece mu się to udawało potwierdzi niewątpliwie każdy, kto kiedykolwiek przeglądając podręcznik ogólnej metodologii nauk wspomina wykłady u profesora Niteckiego.

Jego główne zainteresowania naukowe koncentrowały się wokół wielkich postaci katolickiej nauki społecznej, choć nie tyle jej teoretyków, co praktyków. Należeli do nich ks. Eugeniusz Dąbrowski (1901-1970), wieloletni proboszcz kościoła Bożego Ciała w Warszawie (1944-1970), będącej jednocześnie parafią, gdzie dzieciństwo oraz młodość spędził urodzony w 1949 r. Piotr Andrzej Nitecki; Prymas Tysiąclecia Stefan kard. Wyszyński (1901-1981), który jeszcze w latach siedemdziesiątych prorokował przyszłemu naukowcowi i duszpasterzowi, że jeśli Bóg chce, to otrzyma on święcenia kapłańskie; św. Jan Paweł II Wielki (1920-2005) – postać, której chyba nikomu w Polsce nie trzeba bliżej przedstawiać oraz bł. ks. Jerzy Popiełuszko (1947-1984), z którym łączyły Niteckiego przyjacielskie relacje.

Mimo rozlicznych zajęć, wielu zobowiązań naukowych, pastoralnych, redakcyjnych, publicystycznych oraz innych, wynikających z uznania, jakim darzyły katolickiego profesora rozmaite szacowne gremia, których był członkiem lub które zapraszały go do współpracy, zawsze można było liczyć na spotkanie, czy to na plebanii przy pl. Nankiera, gdzie w parafii Najświętszego Imienia Jezus (uprzednio św. Macieja) ks. Piotr pełnił urząd proboszcza od 2003 r., czy wcześniej na Tarnogaju, w parafii św. Stefana, był tam pierwszym włodarzem, a zarazem było to jego pierwsze probostwo (2000-2003). Rozmowy prowadzone podczas tych spotkań były niezwykle serdeczne, szczere, nawet jeśli odbywały się sporadycznie, a ponadto naznaczone błogą prostolinijnością, tak charakterystyczną dla ks. Niteckiego.

Niewątpliwie jedną z najbardziej newralgicznych umiejętności osoby piastującej odpowiedzialne stanowiska pozostaje zdolność krytykowania. Nie chodzi tutaj o popularne współcześnie krytykanctwo, czy rozpowszechnioną w środowiskach naukowych chęć ukazania własnego profesjonalizmu kosztem innych, mniej utytułowanych osób.

Zarówno w relacji profesor – student, jak również proboszcz – parafianin, czy też w relacji redaktor naczelny – autor artykułu (a owa zależność nie pozostawała ks. Niteckiemu obca, w samym „Nowym Życiu” stał na czele redakcji przez szesnaście lat, od roku 1995) potrzeba wiele taktu i dobroci serca, by nikogo nie skrzywdzić, nie urazić, a jednocześnie wyegzekwować oczekiwane rezultaty. Tak z własnego doświadczenia, jak również ze świadectw innych osób, muszę podkreślić, że dzięki swojej błyskotliwości, pokorze oraz szlachetności, ks. Piotr był niezrównanym krytykiem, który potrafił zarówno docenić zalety, jak wypunktować błędy, bez jednoczesnej dezaprobaty dla popełniającego je człowieka. Nie brakowało mu przy tym poczucia humoru, np. wtedy, gdy komentując swoją obecność na święceniach prezbiteratu w jednej z niemieckich katedr, dziękował za zaproszenie, które dało mu poznać wyjątkowy folklor: ordynariusza idącego na mszę święceń w garniturze.

W tym kontekście można się jedynie uśmiechnąć do lapidarnego stwierdzenia: „W seminarium koledzy darzyli (…) [go] zaufaniem, cenili jego intelekt, wrażliwość, komunikatywność i niewynoszenie się ponad innych. Dał się poznać jako kleryk o niezależnym myśleniu, czasami zbyt szczerze wypowiadający się o zewnętrznych aspektach życia seminaryjnego, co nie zawsze mogło się podobać przełożonym.” [G. Sokołowski, Ks. prof. Piotr Nitecki – znawca i popularyzator katolickiej nauki społecznej, w: „Społeczeństwo”, 1/XXII (2012)]. To połączenie szczerości i krytycznego myślenia z pewnością irytowało wiele osób zarówno w seminarium warszawskim, gdzie przebywał w latach 1969-1974 z dwuletnią przerwą spowodowaną obowiązkową służbą wojskową, jak i poznańskim (1974-1976).

Płonne zwycięstwo osób starających się uniemożliwić przyjęcie święceń kapłańskich przez alumna Piotra zostało przezwyciężone pozytywną decyzją kard. Gulbinowicza, wspartą opinią bp. Zbigniewa J. Kraszewskiego (1922-2004), następcy ks. E. Dąbrowskiego w parafii Bożego Ciała w Warszawie, wprost konstatującą ciągłą obecność w życiu Niteckiego powołania subiektywnego, które czekało jedynie na obiektywne uznanie instancji kościelnych. Jeśli dzięki niezbadanym wyrokom bożym ks. Piotr miałby zostać wyniesiony kiedyś na ołtarze, to z pewnością będzie mógł pełnić funkcję patrona dla kleryków mających trudności, by zmieścić się w gorsecie – nierzadko absurdalnych – przepisów seminaryjnych.

Podczas kazania prymicyjnego w 2006 r. ks. Piotr powiedział mi i wszystkim zgromadzonym, że wszystko, co wielkie, piękne, imponujące pochodzi od Pana Boga. Wydaje mi się, że te określenia pasują idealnie do jego życia, a wszystko to dzięki pilności, wytrwałości oraz wierności Najwyższemu. Jak już cytowane było na początku, ks. Waldemar Irek (1957-2012) określił w kazaniu na uroczystościach pogrzebowych (22 XII 2011) zmarłego jako człowieka dobrego, szlachetnego i mądrego. Osobiście urzekł mnie wówczas zabieg retoryczny uzasadniający tragiczną śmierć chęcią Stwórcy, aby porozmawiać z ekspertem. Mając to na uwadze zawsze z większą ufnością można wypowiedzieć „A światłość wiekuista niechaj mu świeci!”