BÓG W ZWIERCIADLE POEZJI

Światło zwyciężające mrok

KS. ADAM R. PROKOP

Tak jak ogrzewanie czy ciepłe ubrania chronią człowieka przed chłodem, tak świece, lampki i latarnie służą do obrony przed mrokiem, który odciska swe piętno nie tylko na otaczającym świecie, ale także na ludzkiej psychice oraz samopoczuciu. Obraz zagubienia w ciemnym, zimnym miejscu jest do dzisiaj motywem grozy wykorzystywanym w literaturze i kinematografii. Już u zarania dziejów pierwotne kultury zdały sobie sprawę z istotnej roli światła słonecznego dla rozwoju, a także utrzymania życia. Biblia skorygowała kult słońca w tym zakresie, że zaczęto je rozumieć jako stworzenie, nie bóstwo, ale jego ważkość, centralna rola dla fenomenu życia, także ludzkiego, pozostała nienaruszona. Dopiero społeczeństwa ostatnich kilku dekad, otoczone zbroją elektryczności, znieczulone naiwną wiarą w możliwości własnego intelektu, zapomniały o docenianiu wartości światła i jasności, lekceważąc jednocześnie strach przed mrokiem. Tę iluzję rozwiewa bardzo szybko pięć minut po zmierzchu pośród szarych skał, wątłych liści, nad złowrogo nieprzeniknioną taflą jeziora, tam gdzie – zgodnie ze znanym powiedzeniem – ciemno, zimno i do domu daleko…
Podobnie do roli światła wobec świata fizycznego ma się kwestia jasności i ciemności duszy. Tutaj o wiele starsze kuglarstwa racjonalności doprowadziły do dezorientacji, zagubienia czy nawet upadku wielu osób. A przecież reguły są tak bardzo proste, a konsekwencje jednoznaczne. Im dalej od Boga, tym więcej płaczu, bólu, lamentu, ścian nie do przezwyciężenia, strachu, powrotów do przeszłości. Przy czym Bóg jest nie tylko pocieszeniem dla duszy, stanowi także jej światłość, niezbędną do przeżycia i prawidłowego rozwoju. Jeśli zatwardziała ciemność duszy pozostaje mocniejsza niż promienie słoneczne Trójcy Świętej, wszystko przepełnia lęk, brak nadziei na dziś, a przede wszystkim nieprzezwyciężalna samotność. Rozwiązanie wydaje się banalne: odryglować własne okiennice, otworzyć drzwi, aby wpuścić Boskie światło, ale potrzebne jest ku temu przypomnienie przynajmniej dwóch współcześnie wymierających fenomenów: pokory i żalu.

Bardzo łatwo w dzisiejszym świecie zapomnieć, że okres Adwentu to czas czekania na przyjście Boskiego światła, a Boże Narodzenie to czas podziękowania za jasność, za ciepło, które ono daje. Nie tylko w sensie dosłownym, ale też w znaczeniu religijno-symbolicznym. Fajerwerki – ta specyficznie ludzka forma rozjaśniania nieba – pozostają jedynie zimnymi ogniami, wystrzeliwanymi dla uczczenia nieubłaganej przemijalności. Wiecznie żywe jest zaś światło Ducha Świętego w duszy ludzkiej, dane dla pocieszenia i zbawienia. Sprezentowane zostało ono wszystkim, więc dla każdego jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy jedynie chcieć i przemóc się, aby ją wyciągnąć.

WOJCIECH KRZYSTEK

Brzemię

Kołaczą
Ściany złotych cegieł wciąż zamknięte
Kołaczą
Płacz, ból i lament bez pocieszenia

Wśród szarych skał i wątłych liści
Czerwone światło na drodze do zbawienia
W wodzie lustrzane odbicie duszy
Lustrzane zaćmienie światła

Pamiętam strach wczorajszych myśli
Gorliwy płomień w godzinie zero
Kroczę by pamiętać ziemię
Jako padół bez Boga czy przykazań

Wojciech Krzystek, ur. 1992, mieszkaniec parafii św. Mikołaja w podwrocławskiej Brzeziej Łące, student kierunku bezpieczeństwo narodowe; poezją para się okazjonalnie i hobbistycznie, a mimo to zdobył dotychczas rozliczne nagrody oraz wyróżnienia, poszczególne utwory doczekały się zaś publikacji.

Wszystkich chętnych do publikacji swoich prób lirycznych
w „Nowym Życiu” prosimy o przesłanie do pięciu tekstów
z załączonym biogramem.