1050-LECIE CHRZTU POLSKI

Wady narodowe

W kwietniu przypada najprawdopodobniej dokładna data Chrztu Mieszka I.
Zgodnie z ówczesnym zwyczajem ceremonia taka odbywała się w czasie
Wigilii Paschalnej. Zatem 14 kwietnia 966 r. jest podawany najczęściej
jako początek chrystianizacji państwa polskiego.

KS. BARTOSZ MITKIEWICZ

Wrocław

Uroczystości milenijne w Trzebnicy 16 października 1966 r.

ZE ZBIORÓW ARCHIWUM ARCHIDIECEZJALNEGO WE WROCŁAWIU

Całą doniosłość chrztu Mieszka dla wszystkich, którzy odtąd za jego przykładem podchodzili i nadal podchodzą do chrzcielnic obecnych niemalże w każdej polskiej świątyni, docenimy w pełni dopiero wówczas, gdy uświadomimy sobie, jakiej radykalnej przemiany dokonuje sakrament chrztu w życiu osobistym i społecznym człowieka i narodu. To, co dokonuje się w czasie Chrztu Św., można porównać do uzbrojenia działki budowlanej w prąd, wodę itp., dzięki czemu można wznosić budynek mieszkalny.
Pozostając przy tej metaforze, zastanówmy się, w co ubogacamy naszą działkę dzięki wypełnieniu kolejnego Ślubu Jasnogórskiego: „Zwycięska Pani Jasnogórska. Przyrzekamy stoczyć pod Twoim sztandarem najświętszy i najcięższy bój z naszymi wadami narodowymi. Przyrzekamy wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości.
Przyrzekamy zdobywać cnoty wierności i sumienności, pracowitości i oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania”.
Grzeszność i wady
Teologia katolicka wypracowała wiele formuł wyjaśniających zasadnicze problemy dotyczące chrześcijaństwa.
Jednym z nich jest bez wątpienia problem grzechu. Problematyka ta oraz jej właściwe rozumienie i przeżywanie są jednym z najważniejszych, centralnych zagadnień życia chrześcijańskiego.
Co więcej, zanegowanie pojęcia grzechu, odrzucenie własnej grzeszności jest jednym z najważniejszych problemów współczesnego Kościoła.
Tam bowiem, gdzie człowiek nie rozeznaje własnej grzeszności w jej istocie jako odwracania się od Boga, nie sposób zrozumieć i przeżyć przebaczenia, Bożego Miłosierdzia. Tylko człowiek świadomy swojej grzeszności może doświadczać miłości i dzięki temu miłość innym ofiarowywać.
Jednym z podstawowych ujęć problemu źródeł grzechu jest wskazanie na wady główne. Są to bowiem podstawowe słabości, na których budowane są wszelkie akty grzechu. Tradycja Kościoła wymienia siedem takich wad: pychę, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew i lenistwo. Ich porządek nie powinien być traktowany jako przypadkowy, oddaje bowiem wagę i wpływ poszczególnych wad na człowieka.
Wady versus cnoty
Listy naszych osobistych i narodowych wad sporządza się dość często.
Znamy je bardzo dobrze. Czy można z nimi powalczyć? Czy można się ich pozbyć? Jeśli tak, to w jaki sposób?
Aby odpowiedzieć na powyższe pytania, spróbujmy zestawić nasze wady z innymi tradycyjnymi sformułowaniami dotyczącymi życia moralnego chrześcijanina. Owymi sformułowaniami są cnoty, będące podstawowym odniesieniem i przeciwieństwem dla wad.
Na szczególne podkreślenie zasługują dwa zestawienia cnót chrześcijańskich.
Są to cnoty teologalne, do których należą: wiara, nadzieja i miłość, a także cnoty kardynalne: roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie.
Zestawiając wady z cnotami, otrzymujemy bardzo proste, a zarazem głębokie w treść połączenia:
pycha – wiara,
chciwość – nadzieja,
nieczystość – miłość.
Z kolei zestawienie cnót kardynalnych i pozostałych wad można przedstawić następująco:
zazdrość – roztropność,
nieumiarkowanie – umiarkowanie,
gniew – sprawiedliwość,
lenistwo – męstwo.
Rzecz jasna, że takie zestawienie może być uznane za dyskusyjne, niemniej oddaje ono głębię poszczególnych wad i wskazuje na najlepsze sposoby ich zwalczania we własnym życiu.
Dzieje się tak, ponieważ w zaproponowanym ujęciu wiara okazuje się najistotniejszym przeciwieństwem pychy.
Wiara Bogu to zaufanie Mu, oddanie swego życia w Jego władanie, pycha zaś to opieranie się na sobie samym.
Z kolei nadzieja to zwracanie swych oczekiwań ku temu, co Bóg nam proponuje, rezygnowanie z posiadania czegoś już tu na ziemi.

Rezygnacja z tego, co chciwość wskazuje jako konieczne do posiadania. Dalej, miłość jako pragnienie dobra innego człowieka jest najwłaściwszym sprzeciwieniem się próbie jego posiadania i sprowadzenia do roli przedmiotu, do czego przecież prowadziłaby nieczystość.
Podążając tym tropem, roztropność daje nam właściwe spojrzenie na to, co posiadam i co mogę osiągnąć. A jednocześnie wskazuje właściwe ku temu drogi. Drogi własnej i niepowtarzalnej.
A to oddala przecież od zazdrości wskazującej innego człowieka jako źródło zaspokajania naszych pragnień.
Sprawiedliwość wymaga oddawania tego, co się innym należy, hamuje nieuzasadnione pretensje prowadzące do niszczącego gniewu. Męstwo zaś jest właściwą drogą przezwyciężania własnego poczucia niemożności, niechęci do podejmowania działania. Męstwo daje wytrwałość w przeciwnościach, daje siłę do działania. Lenistwo zaś wynika właśnie z jego braku, z niedostrzegania celu i drogi do niego.
Acedia
Wiedząc już, w jaki sposób można powalczyć z naszymi wadami, warto z pokorą przyznać się do jednej z podstawowych słabości. Jest nią acedia, czyli: zmęczenie albo strapienie serca; które podobne jest do obrzydzenia.
Współczesny eremita z Ticino w Szwajcarii, Gabriel Bunge, opisuje tę wadę jako „rozluźnienie wrodzonego napięcia duszy, poczucie próżni, znudzenie i brak motywacji, niemożność skoncentrowania się na jakiejkolwiek czynności, zmęczenie i trwoga w sercu”. Taki stan znany jest dobrze.
Opisywali go starożytni filozofowie, Ojcowie Kościoła mówili o nim. Wydaje się, że w czasach nowożytnych osiąga to jeszcze większą głębię i siłę. Nuda Pascala i melancholia Kierkegaarda zawierają w sobie coś niepokojącego, co przyprawia nas o drżenie.
Acedia może dotknąć nie tylko jednostki, ale także grupy, nawet całych narodów i cywilizacji. We wspólnotach religijnych, które wymierają, często można stwierdzić głęboką obecność acedii. Na całej geograficznej przestrzeni Europy Zachodniej mamy niedwuznaczne oznaki zbiorowej acedii, synonim „cywilizacji śmierci”, o której tak często mówił św. Jan Paweł II. Możliwe lekarstwa na acedię indywidualną zakładają wytrwałość, otwarcie serca przed przewodnikiem duchowym, zaadaptowanie danego sposobu życia, wykonanie dobrej pracy. Przeciwstawną cnotą dla acedii jest nadzieja, tak wyraźnie akcentowana w okresie wielkanocnym.
Ku pokrzepieniu
Kiedy podlegamy jakiejś wadzie, powinniśmy w miarę możności przykładać się do praktykowania przeciwnej jej cnoty, odnosząc do niej wszystkie inne. W ten bowiem sposób pokonamy swego nieprzyjaciela i nie przestaniemy postępować w innych cnotach. Jeśli nachodzi mnie pycha lub gniew, muszę we wszystkim zwracać uwagę na cnotę pokory i cichości i do tego celu kierować wszystkie inne ćwiczenia, jak modlitwę, przyjmowanie sakramentów, akty roztropności, stałości i wstrzemięźliwości. Pamiętajmy, że:

  • gdzie jest miłość i mądrość, tam nie ma ani bojaźni, ani niewiedzy,
  • gdzie jest cierpliwość i pokora, tam nie ma ani gniewu, ani zamętu,
  • gdzie jest ubóstwo z radością, tam nie ma ani chciwości, ani skąpstwa,
  • gdzie jest pokój i rozmyślanie, tam nie ma ani zatroskania, ani roztargnienia,
  • gdzie jest bojaźń Pańska, która strzeże domu swego, tam nieprzyjaciel nie ma możliwości wejścia,
  • gdzie jest miłosierdzie i delikatność, tam nie ma ani zbytku, ani zatwardziałości serca.

Nigdy jednak nie można o sobie powiedzieć, że posiadło się cnotę w stopniu doskonałym, wciąż bowiem odzywają się w nas skłonności do złego, przezwyciężone, zdawałoby się, wady.
Dlatego warto w pokorze przyjmować upomnienia braterskie i wciąż ćwiczyć się w tym, co dobre i właściwe.