KS ANDRZEJ DRAGUŁA

Zielona Góra

Rewolucyjna Moc Miłości

Wtrakcie tegorocznych wakacji odwiedziłem św. Teresę od Dzieciątka Jezus w Lisieux. Na Mszy św., podczas homilii, ksiądz rektor sanktuarium – niczym refren – powtarzał słowa: L’amour pour l’amour (Miłość za miłość). Nie wiem, czy w życiu duchowym papieża Franciszka jakąś rolę odgrywa św. Teresa zwana „Małą”, ale kiedy słuchałem tej homilii, nie mogłem się uwolnić od skojarzenia tej świętej z Franciszkiem i jego „rewolucją czułości i miłości”. Od samego początku papież nie przestaje używać tych dwóch terminów: miłość i czułość. Nie jest łatwo „przetłumaczyć” je na teologię i praktykę duszpasterską. Przyznaję, że sam nigdy nie wpadłbym na to, by użyć słowa „czułość” w odniesieniu do wiary. A przecież jest coś takiego jak „wiara czuła”, skoro jest choćby typ ikony – Matki Bożej Czułej – na której Maryja przytula do policzka Jezusa. Miłość i czułość są jednak jakoś „podejrzane”. Kojarzymy je raczej ze słabością niż z siłą. A przecież rewolucyjny potencjał miłości polega na tym, że miłość wcale nie jest słabością, a miłosierdzie nie jest cnotą bezsilnych. Wskazując na Maryję, papież Franciszek w swojej adhortacji Evangelii gaudium pisze, że „za każdym razem, gdy spoglądamy na Maryję, znów zaczynamy wierzyć w rewolucyjną moc czułości i miłości. W niej dostrzegamy, że pokora i delikatność nie są cnotami słabych”. Stwierdza się nieraz, że współczesny człowiek jest niezdolny do wiary. Osobiście nie podzielam takiej diagnozy. […] Jak bowiem można powiedzieć, że ludzie nie mają religijnego słuchu, skoro coraz bardziej poszukują oni miłości? Właśnie dlatego, że ludzie wierzą dzisiaj w miłość, chcą w nią rozpaczliwie wierzyć – twierdzę, że są oni w stanie wierzyć w Boga” – pisze ks. Robert Woźniak. Dopóki człowiek wierzy w miłość, zdolny jest do wiary w Boga. Czy tę miłość znajdzie w Kościele? Niestety, w odbiorze wielu współczesny Kościół nie jawi się jako miejsce kochania człowieka. A przecież Kościół musi być miejscem kochania ludzi; miejscem, gdzie człowiek powinien się czuć kochanym. Każdy człowiek. Także ten poczęty z in vitro czy też ten żyjący w nowym związku małżeńskim. Także wtedy, gdy dokonuje się oceny moralnej czyjegoś postępowania, nie można tracić z oczu perspektywy miłości jako naczelnej zasady. Bóg nie przestaje kochać. Kochać nie może przestać także Kościół. W 2010 r. na ekrany francuskich kin wszedł film pt. Qui a envie d’être aimé?, co można by przetłumaczyć Kto ma pragnienie bycia kochanym? Opowiada on prawdziwą historię człowieka, który trafił na katechezy neokatechumenalne. Na pytanie, dlaczego został na katechezie bohater filmu odpowiada: „Ponieważ byłem poruszony, gdyż poczułem się kochany przez Boga, ale nie przez Boga, który zatruł moje dzieciństwo, lecz przez Boga ludzkiego, ojca, przyjaciela, powiernika, którego mi zawsze brakowało”. Ale to nie wszystko. Poczuł się bowiem nie tylko kochany przez Boga, ale znalazł wspólnotę, która gotowa była go pokochać. Inaczej się nie da. Miłość za miłość. Św. Teresa o tym wiedziała.